Shadow

28,57 – procent niezgody. Czy śmieci podzielą samorządy?

O taki wskaźnik od stycznia wzrosła opłata za tonę odpadów niezmieszanych, które przyjmuje Zakład Zagospodarowania Odpadów w Lulkowie. Decyzję o podwyżce po wnioskach spółki Urbis podjął Tomasz Budasz, prezydent Gniezna. Trzynastu innych członków Międzygminnego Porozumienia, dzięki którym udało się wybudować ZZO w Lulkowie nie zgadza się z taką podwyżką. Między samorządami pojawiła się rysa i podejrzenia.
Tak zwana „ustawa śmieciowa” miała zrewolucjonizować zarządzanie tonami śmieci, które codziennie „produkują” Polacy. Normy Unii Europejskiej, które mają doprowadzić do lepszego wykorzystywania i odzyskiwania tego, co ląduje codziennie w kubłach ze śmieciami, nie pozostawia dużego marginesu na dostosowanie się do norm. Wskaźniki procentowe tego, ile śmieci ma zostać ponownie odzyskanych – rosną z biegiem lat. Polska ciągle jest w tyle, nie tylko w kwestii przygotowania infrastruktury, co mentalności samych mieszkańców. Do 2020 roku mamy odzyskiwać 50 proc. wytworzonych śmieci. Mieszkańcy są zdezorientowani. Od roku koło domów ustawiane są różnokolorowe kubły do segregacji, a już w tym roku dostawiono jeszcze kolejne. Do tego ceny za wywóz wzrosły i najpewniej do 2020 roku będą wzrastać dalej. Jak mówią eksperci związani z ochroną środowiska – by spełnić normy europejskie i nie płacić drakońskich kar finansowych, Ministerstwo Środowiska dokręca śrubę samorządom, by zmuszały mieszkańców do segregacji, te z kolei dokręcają śrubę mieszkańcom. Kończy się to chaosem z segregacją i wyższymi cenami. Prezydent Gniezna, który stoi na czele porozumienia 14 gmin, wydał zarządzenie, według którego od 1 stycznia 2018 roku, za tonę zmieszanych odpadów, każda gmina zapłaci 340,20 zł brutto (dotychczas 264,60 zł), czyli opłaty wzrosną aż o 28,57 proc. Wszystkie gminy poza miastem Gniezno nie wierzą w tak nagły i wysoki skok cen i pytają, co na to wpływa. Jak podkreślają, nie wierzą w wyliczenia Urbisu i wzywają do upublicznienia danych, które wpływają na ten wzrost. Większe gminy ten wzrost opłaty wezmą na swoje barki, ale mniejsze będą zmuszone sięgnąć do kieszeni mieszkańców. Same gminy, m.in. na podstawie danych uzyskanych z Urbisu i Urzędu Miasta Gniezna twierdzą, że zasadna jest podwyżka o 15,11 proc.
T. Budasz: „Niech gminy zaczną segregować śmieci „
Cena na bramie wynika z wyliczeń ekonomicznych – ucina Tomasz Budasz. – Takie dane otrzymałem ze spółki Urbis i nie mam kontrargumentów, aby je podważyć. To wyliczenia pana prezesa i jego ludzi, oni najlepiej wiedzą, jak kształtują się ceny. Stąd taka decyzja o cenie maksymalnej, co powtarzam – maksymalnej. Jeśli w ciągu roku zmienią się warunki brzegowe, jak wartość ubezpieczenia, jak rozpoczęcie prawidłowej segregacji przez gminy, cena ta może ulec zmianie – zaznacza prezydent i dodaje, że mimo zapowiedzi przez pozostałe gminy skierowania sprawy podwyżki do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, odpowiedzialność ponosić będzie Urbis. – Mam nadzieję, że spółka jest gotowa na badanie przez UOKiK i tutaj jest pełna, stuprocentowa odpowiedzialność zarządu za ta decyzję. Mam nadzieję, że zarząd ma to merytorycznie uzasadnione – podkreśla. – Ceny były przedmiotem przynajmniej kilku konwentów. Na nie, nie przyjeżdżali przedstawiciele gmin, a najczęściej przysyłali swoich pracowników, którzy byli na bieżąco informowani przynajmniej kilka razy. Była dyskusja, były argumenty i na te wyliczenia nie było ekonomicznych kontrargumentów. Nie da się rozmawiać z twardymi faktami ekonomicznymi, że „chciałbym płacić mniej”. Każdy chce płacić mniej, ale takie materiały przedłożyła nam spółka, pokazując wzrost w obszarach m.in. „opłaty marszałkowskiej”. Może warto spytać, na co ta opłata idzie i dlaczego nie mamy jako gminy z powrotem tych pieniędzy do wykorzystania w miejscowości – zadaje pytanie prezydent, choć raczej adresowane jest do ustawodawców. T. Budasz zapewnia, że jest możliwość zmniejszenia te ceny: – Jeżeli gminy zaczną segregować śmieci, a tego nie robią i powiedzmy sobie to szczerze. Od stycznia obowiązuje rozporządzenia na pięć strumieni i nadal jest problem ze śmieciami. Jeżeli także zmniejszy się ubezpieczenie, to prezes Urbisu momentalnie wystąpi o zmianę tej ceny w dół. Każdy chce płacić mniej, ale rozporządzenie, które wprowadził rząd powoduje, że ceny rosną.
R. Skweres: „Rewolucja śmieciowa obciąża mieszkańców”
Niepokoju z podwyżki cen nie ukrywa Włodzimierz Leman, wójt Gminy Gniezno. – Każda podwyżka wprowadzona przez Urbis powoduje, że wszyscy „producenci śmieci” będą płacić więcej. Decydentem jest miasto Gniezno i Urbis, który jest spółką należącą do miasta Gniezna. Oni decydują i wyliczają kwotę do zapłaty za dostarczane śmieci. Nikt nikomu prezentów robić nie chce, a do śmieci dostarczanych do Lulkowa nie mogą dopłacać gminy, tylko muszą być finansowane przez właścicieli nieruchomości, z których śmieci wychodzą. By ten bilans się zamykał musimy wprowadzić podwyżkę prawie 29 procent, które wyliczyło miasto – nie kryje wójt. W środę, 10 stycznia odbyło się we Wrześni spotkanie przedstawicieli Porozumienia Międzygminnego (poza miastem Gniezno i Urbisem), w trakcie którego wszystkie pozostałe gminy solidarnie podpisały się pod wezwaniem adresowanym do Tomasza Budasza i Urbisu, o pełne i rzetelne wyliczenie kosztów podwyżki oraz bilans spółki za 2017 rok. – Mamy wgląd w takie kalkulacje, ale tak szczegółowych jak byśmy chcieli, jeszcze nam nie przedstawiono – wyjaśnia Rafał Skweres z Urzędu Gminy Gniezno, który reprezentował samorząd na spotkaniu we Wrześni. – Z przedstawianych nam dotychczas kalkulacji doszliśmy do wniosku, że ta podwyżka cen powinna być na poziomie około 15 proc. Rewolucja śmieciowa zakładała korzyści dla środowiska i korzyści ekonomiczne dla mieszkańców, a teraz widzimy, że rewolucja śmieciowa powoduje bardzo wysoki wzrost kosztów odbioru, co ma przełożenie na mieszkańców, którzy będą musieli więcej zapłacić. Gmina Gniezno dostarcza do Lulkowa około trzy tysiące ton odpadów zmieszanych rocznie, co przy wzroście prawie 29 procent daje bardzo dużo pieniędzy i ogromny koszt dla gminy – wyjaśnia obawy samorządowców.
E. Młodzikowski: „Segregowanie deklarują prawie wszyscy, a robi to prawie nikt”
Jaka jest zatem racjonalna podwyżka? Czy wynosi 15,11 %. jak wyliczyły gminy, czy 28,57 %. jak wyliczył Urbis? – Tutaj się różnimy – przyznaje Edmund Młodzikowski, prezes Zarządu Urbis. – Racjonalna to taka, która oznacza, że zostały pokryte koszty funkcjonowania Lulkowa, a nie taka, która wynika ze wskaźników makroekonomicznych. Ta podwyżka jest uzasadniona – podkreśla. Jak mówi, nie nazywałby niezadowolenia 13 gmin z podwyżki protestem. – To różnica zdań. My jako odpowiedzialna spółka zawczasu analizujemy koszty i podejmujemy działania obniżające koszty działania Lulkowa. Poszukujemy optymalnych rozwiązań gospodarowania odpadami i jeżeli pojawi się możliwość obniżenia ceny, na pewno to zrobimy – zapewnia. Jak wylicza E. Młodzikowski, na wzrost ceny wpływają głównie odpady niesegregowane i niewykorzystane do dalszego użycia, które spływają z gmin do Lulkowa. – To jest ta kość niezgody. Przez to jesteśmy zmuszeni podnosić opłaty. To tzw. „opłata marszałkowska”, czyli taki podatek śmieciowy, który wzrósł znacząco. Aktualnie wynosi 140 złotych za tonę. Dotąd płaciliśmy 29 złotych. To bardzo znaczna podwyżka i to jest właśnie ten decydujący koszt, którego gminy nie chciałyby ponieść, ale my ponieść musimy – mówi E. Młodzikowski.
Jak podkreślają niektórzy, cała rewolucja śmieciowa to fikcja i wzajemne oszukiwanie się – zarówno samorządów względem wymogów ustawy, jak i mieszkańców względem samorządów wymagających segregowania odpadów na pięć strumieni, choć właściwie nikt do końca w to nie wierzy. Największe koszty rewolucji to brak segregacji, stąd ciągłe podwyżki i to „dokręcanie śruby”. – Segregowanie deklarują prawie wszyscy, a robi to prawie nikt – przyznaje kwaśno prezes Urbisu. – Efektywność segregowanej zbiórki w gminach naszego regionu jest niewielka, bo zamyka się poniżej 10 procent do maksymalnie 19 procent – obrazuje liczbami, choć jak sam przyznaje, samorządy mają mało narzędzi do egzekwowania uczciwej segregacji. – Czy segregują czy nie, selektywność jest nieskuteczna – przyznaje szczerze na koniec.Jak informują przedstawiciele gmin niezadowolonych z proponowanej podwyżki, przygotowywany jest obecnie wniosek do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, by zbadał, czy zasądzona skala podwyżki jest racjonalna i nie nosi stosowania praktyk naruszających zbiorowe interesy konsumentów. Jak wyliczyli urzędnicy wrzesińskiego magistratu, podwyżka opłaty o 28,57 proc. będzie kosztować 14 gmin tworzących Porozumienie Międzygminne prawie 5 milionów złotych rocznie.
ALEKSANDER KARWOWSKI