Shadow

„A ty czcij – co żyje radośnie, A ty szanuj to, co umiera”. Przyjaciele wspomnieli Romana Nowaka

Muzykowi, dyrygentowi, pedagogowi, ale nade wszystko człowiekowi o wielkim sercu, poświęcono jubileuszową edycję Święta Przyjaciół, czyli corocznego wieczoru, w trakcie którego wspomina się ludzi kultury którzy odeszli. Roman Nowak zmarł rok temu tworząc w gnieźnieńskiej kulturze ogromną wyrwę, którą starać się będę wypełnić jego uczniowie i przyjaciele.
Święto Przyjaciół to inicjatywa Centrum Kultury „eSTeDe”, która trwa już dziesiąty rok. Trzeciego listopada w ośrodku spotykają się miłośnicy kultury, którzy wspominają w ten jeden specjalny wieczór tych, którzy już od nas odeszli, a którzy swoją działalnością dla lokalnej kultury zrobili bardzo dużo. Tym razem wyjątkowo, z powodu trwającej rozbudowy budynku ośrodka, imprezę przeniesiono do restauracji „Misz-Masz”, gdzie w specyficznych, bardzo intymnych warunkach wspominano mistrza kilku pokoleń ludzi kultury – Romka Nowaka. Nagła śmierć pedagoga muzyki była dla środowiska ludzi kultury wielkim zaskoczeniem i ogromną stratą. Ile wnosił do świata muzyki w Gnieźnie R. Nowak świadczy choćby to, że gdy go zabrakło, pod znakiem zapytania stanęła dalsza działalność Kameralnego Zespołu Męskiego „Szpaki”, który z sukcesami prowadził. Na szczęście bardzo udanie ciągłość „Szpaków” kontynuuje Paulina Kuczyńska – Siwka, która dyryguje zespołem. – Wyryliśmy w pamięci taki werset z twórczości Jacka Kaczmarskiego: „A ty siej. A nuż coś wyrośnie. A ty – to, co wyrośnie – zbieraj. A ty czcij – co żyje radośnie, A ty szanuj to, co umiera” – przypomniał na wstępie spotkania Kazimierz „Tinkers” Kubów z „eSTeDe”, wspominając, jak istotna w działalności ośrodka jest pamięć o dziedzictwie i świadectwie jakie pozostawili po sobie ludzie kultury, stąd właśnie cytat z Jacka Kaczmarskiego. – Roman był osobą bardzo lubianą, był przyjacielski, otwarty, był osobą, którą wszyscy kochali. On sam kochał muzyką, a przecież ci co kochają muzykę to są dobrzy ludzie i on taki właśnie był – dopowiada wyraźnie wzruszony K. Kubów, przypominając sobie także pierwsze spotkanie z Romanem Nowakiem. – Zrobił mi fotografię, którą mam zachowaną do dzisiaj. To był 1976 rok i miało to miejsce w Drogoradzie. Bawił się wówczas fotografią – choć nie tylko, bo był prawdziwym człowiekiem renesansu – i te fotografie wryły mi się w pamięć – wspomina. Istotną częścią życia Romana Nowaka był chór „Szpaki”, który przejął w dyrygenturze po legendarnym Wiesławie Kiserze, będącym dla Nowaka „nawigatorem”, jak to zgrabnie podczas wspomnieniowego spotkania określił „Tinkers” Kubów. „Szpaków” nie mogło zatem zabraknąć także w trakcie Święta Przyjaciół, kiedy zaśpiewali dla swojego szefa, kolegi i przyjaciela. – Kiedy myślę o Romku to mówię Sztronka. Kiedy w 1975 roku zostałem przyjęty do Gnieźnieńskiego Chóru Chłopięcego „Szpaki” to poznałem go właśnie jako Sztronkę, a dopiero później dowiedziałem się, że ten Sztronka do Roman Nowak – wspomina z uśmiechem Piotr Napierała, bas „Szpaków”. – Kiedy po śmierci W. Kisera Sztronka przejmował nasz chór, przyznam, że się wtedy bałem. Bałem się, by Roman nie zaczął naśladować Kisera, bo ten był jedyny w swoim rodzaju, ale bałem się też, by nie robił jakiejś rewolucji. Okazało się, że Sztronka ani nie naśladował Wiesława, ani nie robił żadnej rewolucji, za to wprowadził nas w nową jakość, jednak w oparciu o szkołę Kisera. W moim odczuciu Sztronka zrobił to genialnie – podkreśla wokalista, zwracając tutaj również uwagę na to, że tak trudne zadanie do wykonania mogło się powieść tylko z jego spokojem i talentem. Miłym akcentem spotkania, jednak nie zaskakującym, był występu synów Romana Nowaka, dla których był wzorem, kumplem, przyjacielem i nauczycielem. Obaj podążyli za siłą muzyki, która budowała ich ojca. Cezary dołączył do zespołu BAPU, a Jakuba zauroczył rap. – Tata był wielkim przyjacielem naszego zespołu, dużo nam doradzał, pomagał, chodził na nasze koncerty, jeździł z nami na Woodstock, filmował podczas występów – wymienia Czarek, a Kuba dodaje: – Na pewno chciał byśmy w taką muzyczną stronę poszli, stąd to ukierunkowanie na szkołę muzyczną. Właściwie to taka nasza rodzina muzyczna, bo z jednej strony tata na skrzypcach, a z drugiej mama na pianinie. Dzięki temu pianinu mogłem pogrywać ragtime’y, jazz. Nie ważne w którą stronę ta nasza muzyka poszła. Tata zauważył, że Czarka „jara” gitara, a mnie rap i jego produkcja, więc zaczęło się inwestowanie w nas. Pomagał nam w zakupie sprzętu: gitary, miksera, mikrofonu – to było fajne. Kręcimy się wokół tej muzyki i ona wykształciła w nas pewną wrażliwość, dzięki temu wolę spotkać się na próbie muzycznej niż iść na marsz narodowców – trafnie zauważa Kuba. Całe spotkanie mimo tej otoczki sentymentalnej, listopadowej, przy świecach, miało pogodny charakter, bo i osobowość Romana Nowaka, która pozostała w pamięci jego przyjaciół, nie pozwala na zatopienie się w smutku. Za rok Święto Przyjaciół wraca już do nowych wnętrz „eSTeDe” i już po raz jedenasty odda czas na wspomnienia tych, którzy współtworzyli kulturę i dziedzictwo miasta i regionu. ALEKSANDER KARWOWSKI