A ty, jaki byłeś w swojej piaskownicy?

{CAPTION}
„Piaskownica” – tekst Michała Walczaka w reżyserii Rosjanki Jewgieni Boginskiej, to kolejna już odsłona gnieźnieńskich Rezydencji Artystycznych. Tym razem Joanna Nowak wraz z Marią Spiss zaprosiły do Gniezna artystów związanych z Sankt Petersburgiem i jak dało się słyszeć w kuluarach po premierowym pokazie, było to odkrywcze spotkanie, wnoszące nowe spojrzenie na teatr.
Zaprezentowana „Piaskownica” to autorski tekst dramatopisarza i reżysera Michała Walczaka, który uważany jest za jednego z najciekawszych twórców swojego pokolenia, bardzo celnie uwypuklającego rozterki i dramaty dotykające młodych ludzi zmagających się z codziennością i stawiających czoła oczekiwaniom związanym z dorosłością. Ten bardzo plastyczny tekst wybrała Jewgienia Boginska, absolwentka Rosyjskiego Państwowego Instytutu Sztuk Scenicznych w Sankt Petersburguwraz ze scenografem Ilszatem Wildanowem i kompozytorem Saszą Raskinem. – Kiedy przeczytałam ten tekst, od razu przypomniałam sobie samą siebie w dzieciństwie – mówi Jewgienia Boginska. – Dialogi zawarte w scenariuszu są żywe, żywe tak jak dzieci. A kiedy dorastamy, nie jesteśmy już tak szczerzy i szczęśliwi jak w dzieciństwie. To mnie bardzo przyciągnęło. Ten moment, kiedy człowiek patrzy na swoją fotografię i zdaje sobie sprawę, że ten czas minął bezpowrotnie i więcej go nie będzie. Bardzo by się chciało przeżyć jeszcze raz te momenty swojego życia i w tym spektaklu daliśmy aktorom taką możliwość – zauważa. Zabieg stylistyczny ukazujący parę znajomych z podwórka Protazego i Miłkę, którzy spotykają się w tytułowej piaskownicy i już wtedy, w wieku 5 lat rozpoczynają targowanie się, przepychanki osobowości, wyznaczanie granic i ich przekraczanie, upust namiętnościom i brak doświadczenia do nazwania tych namiętności. Wszystko ubrane w dowcipną formę. Kontrastuje, ale także współgra z tym dziecięcym światem ta sama para w wieku 30 lat. Piaskownica pozostaje już wtedy tylko w mentalności, wspomnieniach, jednak przekraczanie granic rysowanych nogą na piasku trwa dalej. Miłość, zauroczenie, niepewność, smakowanie przestrzeni, którą można poszerzać, ale także ból rozstania, zdrady, zawiedzenia. Od możliwości uczuć łączących parę, po taką samą ilość zwątpień i nieporozumień. Kolejny udany zabieg wykorzystany w spektaklu, przypomina sekwencje z niezapomnianego filmu Krzysztofa Kieślowskiego „Przypadek”, czyli ukazywanie przed bohaterami kilku dróg wyjścia i każda z nich prowadzi do innych rezultatów. – Nasze postacie przeżywają czasami trzy razy tę samą sytuację i dochodzą za każdym razem nowe detale, elementy których wcześniej nie było – zdradza reżyserka. – Nasz główny bohater żyje w swoich wspomnieniach, a one nie są stabilne i za każdym razem coś się do nich dodaje, pojawiają się nowe elementy. Dla widza ciekawe jest nieśledzenia fabuły, bo ona jest zrozumiała dość szybko. O wiele ciekawsze są te wspomnienia, to co zostało wyparte z pamięci bohatera.
Po bardzo ascetyczne formy przekazu sięgnął scenograf Ilszat Wildanow. Choć sztuka bazuje na piaskownicy, to widz jej nie widzi fizycznie na scenie. Ona jest w mentalności bohaterów. – Piaskownica jest dość standardowa, zwykła i było pragnienie, by zrobić to inaczej. Czytając ten tekst, można wyobrazić sobie krąg, cykl. To rozwiązanie zobaczyłem we śnie – mówi scenograf i nawiązuje do obłości, kul, piłek i balonów towarzyszących bohaterom. Protazek biega wkoło piaskownicy i próbuje odczarować słowa, które już padły, szanse które się ulotniły. – Te wspomnienia bohaterów pojawiają się jakby ze snu – zauważa.
Spektakl jest oszczędny w formie, ale pełen treści. Na scenie występuje tylko 4 aktorów – debiutanci z Krakowa Kamila Banasiak i Jan Niemczyk oraz aktorzy gnieźnieńskiej sceny Martyna Rozwadowska i Maciej Hązła. Ten ostatni nie kryje, że praca z artystami z Rosji była bardzo odkrywcza. – Praca z Jewgieniją jest niesamowita, bo jest wychowanką słynnego profesora Filsztyńskiego, o którym mówi się, że jest jednym z najlepszych ekspertów od systemu reguł sztuki aktorskiej Stanisławskiego. Żenia też pracuje metodą Stanisławskiego i mieliśmy tydzień poszukiwań jeśli chodzi o postać, o rolę. Było to takie dotknięcie naszej prywatności. Niektóre rzeczy nam potrzebne łączyliśmy z rolą. To było niesamowite, bo robiła to niezwykle delikatnie, nie było ingerencji w całą konstrukcję roli tylko wypełnialiśmy tę postać – zdradza tajniki przygotowań Hązła. – Stanisławski jest ponadczasowy, on się kłania na każdym kroku. Są oczywiście trendy by o nim zapominać, jednak to są takie podstawy malarstwa, kiedy malarz musi dobrze operować tę klasyczną kreską, by móc potem wchodzić w abstrakcję, tak samo aktorom jest potrzebny ten klasyczny warsztat. Ta praca metodą Stanisławskiego była bardzo rosyjska, było to niesamowite. To było samo źródło.
Warto w tym miejscu podkreślić świetną muzykę autorstwa Saszy Raskina oraz niebywałe oświetlenie Łukasza Błażejewskiego. – W końcu przyszedł czas, by zaprosić twórców rosyjskich. To zupełnie inne myślenie, inne spojrzenie na tekst dramatyczny, na prowadzenie aktorów, na sztukę inscenizacji – mówi Joanna Nowak, dyrektor teatru. – Wydawało nam się, że absolwenci Rosyjskiego Państwowego Instytutu Sztuk Scenicznych, będą nowym, świeżym doświadczeniem dla naszych aktorów i dla gnieźnieńskich widzów. Bardzo mnie zainteresowała fascynacja reżyserki polską dramaturgią współczesną. Polski dramat jest bardzo obficie przekładany na język rosyjski i jest tam popularny. Spojrzenie na tekst Walczaka przez młodą reżyserkę rosyjską wydał mi się tak interesujący, że zdecydowaliśmy się zaprosić twórców do nas – podkreśla.
Dramat ukazuje dość plastycznie rozterki, wątpliwości dotykające obecnych 30-latków. Świat, który ich zastał w wieku dojrzałym przeobraził się zupełnie od czasu ich dzieciństwa. Przeobraziły się relacje międzyludzkie, a oczekiwania z wieku młodego nie miały nawet szansy realizacji. Traci na tym miłość, relacje międzyludzkie, poczucie pustki i świadomość, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że będą żyć gorzej niż ich rodzice. Sugestywne jest pytanie padające w trakcie sztuki – „dlaczego zlikwidowano wszystkie piaskownice”? To samo spostrzeżenie znikającego świata pada w utworze „Pierwsza ulica” zespołu Pablopavo/Iwanek/Praczas: „Idę nikogo nie poznaję, Dobudowali bloki. Idę i wszystko pamiętam, Boisko zamienione w parking”. Kiedy ten świat, tak szybko się zmienia, to jak odnaleźć w nim uczucie?
ALEKSANDER KARWOWSKI