Shadow

Akademia Boxing Show


W sobotę, 15 maja, w Hali Widowiskowo-Sportowej im. Mieczysława Łopatki odbył się turniej pięściarski „Akademia Boxing Show”, podczas którego przeprowadzonych zostało 13 walk z udziałem zarówno obiecujących bokserskich talentów z Gniezna i okolic, ale też utytułowanych pięściarzy z medalistami mistrzostw Polski włącznie.
Impreza odbyła się bez udziału publiczności, ale walki można było na bieżąco śledzić w internecie, a gala zorganizowana została z dużym rozmachem i imponującą oprawą. Kluczowe pojedynki zakończyły się jednak przed czasem. W walce wieczoru, w kategorii seniorów, w wadze średniej zmierzyli się Marcin Walczak, reprezentujący Akademię Sportu Gniezno z Bartoszem Złochem z Bagdasarian Boxing Club Poznań. Przez niemal całą pierwszą rundę Walczak był aktywniejszy i pewnie wygrałby ją na punkty, ale w końcówce Złoch wyprowadził szybką kontrę zakończoną prawym sierpowym w skroń rywala, trafiając równo z gongiem. Walczak był liczony i nie wystarczyła mu międzyrundowa przerwa na regenerację. Złoch wietrząc swą szansę, od razu po wznowieniu walki w drugiej rundzie, ruszył do zdecydowanego ataku, zasypując rywala gradem ciosów. Walczak ponownie był liczony i sędzia ringowy zdecydował się (słusznie zresztą) przerwać ten pojedynek ogłaszając zwycięstwo Bartosza Złocha przez TKO w II rundzie.
Bardzo ciekawie zapowiadał się też pojedynek poprzedzający walkę wieczoru. W kategorii seniorów w wadze półciężkiej zmierzyli się  najbardziej doświadczony w całej stawce zawodników Krystian Barski (Sporty Walki Gostyń) z Andrzejem Siejkiem (Warta Śrem). Na początku walki Barski przyjął taktykę „pozwolenia na wystrzelanie się przeciwnikowi” kryjąc się za podwójną, szczelną gardą. Z upływem czasu zaczął coraz groźniej kontratakować. Siejek jednak skutecznie odpierał ciosy faworyta, a pod koniec pierwszej rundy uderzył prawym sierpem dokładnie w podbródek Barskiego, który szybko podniósł się z desek, ale długo nie mógł złapać równowagi. Sędzia nawet nie liczył zawodnika z Gostynia tylko od razu zdecydował się przerwać pojedynek. Tylko dwie rundy trwała walka seniorów w wadze półśredniej pomiędzy dwoma zawodnikami z Poznania: Radosławem Szablewskim (Olimpia) i Patrykiem Możdżyńskim (KKS Sporty Walki). Zawodnicy już w pierwszej rundzie zderzyli się głowami. Walka dwukrotnie była przerywana w celu zatamowania krwawień i ostatecznie pojedynek przerwano po dwóch rundach, ale werdykt był punktowy, a sędziowie wskazali na zwycięstwo Patryka Możdżyńskiego.
W tej sytuacji najlepszą walką turnieju uznano pojedynek młodzieżowców w wadze piórkowej, w którym Remigiusz Maciejewski (Bagdasarian Boxing Club Poznań) pokonał 2:1 Nataniela Koperskiego (Akademia Sportu Gniezno). Z pewnością obu zawodnikom nie można było odmówić waleczności i zaangażowania, choć mi osobiście, szczególnie pod względem technicznym, bardziej podobał się pojedynek seniorów w wadze półśredniej, w którym faworyzowany Mikołaj Tobera (Sporty Walki Piła) po bardzo zaciętym i wyrównanym pojedynku dopiero w końcówce ostatniej rundy zapewnił sobie zwycięstwo 2:1 nad Danielem Piotrowskim (CKB Potężnie Ciechocinek).
Najlepszym zawodnikiem turnieju uznany został Andrzej Siejek z Warty Śrem, a najlepszym młodzikiem wybrany – Xavier Bujak (Akademia Sportu Gniezno).Podsumowując turniej Jakub Czaprowicz powiedział: /- /Odkąd wróciłem do Gniezna i zająłem się trenowaniem młodzieży zawsze marzyłem, żeby zorganizować taki turniej. Wciąż pamiętam moje walki w hali przy ul. Konopnickiej między innymi z Memoriałów Bolesława Flisiaka, a z opowiadań również atmosferę z turniejów „O Złoty Pas Polusa”, kiedy hala była wypełniona po brzegi kibicami, a nad ringiem wisiała tylko jedna duża lampa. Trudno będzie powtórzyć tamtą atmosferę. Ale dziś mamy nowe czasy i nową, piękną halę z dużym potencjałem również dla boksu. Szkoda, że nie mogło być jeszcze na tym turnieju publiczności. Miałem jednak wybór: zorganizować zawody bez publiczności lub wcale. Dla mnie był on oczywisty. Z moimi zawodnikami jeździmy po całej Polsce, dlatego chciałem zorganizować też turniej u nas. Myślę, że wypadł on nieźle zwłaszcza, że robiliśmy to wszystko siłami kilku osób, którym bardzo dziękuję. Nie spodziewałem się, że organizacja takiej imprezy to tak duże wyzwanie. Ale ja mam charakter sportowca, kocham boks i będę chciał, aby kolejne turnieje były coraz lepsze, coraz ciekawsze, a przed halę, jak kiedyś przy Konopnickiej, zjeżdżały samochody z całej Polski.
*RADOSŁAW KOSSAKOWSKI*