Aleksander „jako pierwszy” Doba, spotkał się z gnieźnianami

Zawartym w tytule przydomkiem nazywają go żartobliwie fani. Aleksander Doba to bowiem postać jakiej trudno szukać na świecie. Choć wszelkie globalne media odnotowały jego szalony wyczyn przepłynięcia samotnie kajakiem Oceanu Atlantyckiego z kontynentu na kontynent w 2010 roku – i to z wykorzystaniem wyłącznie siły mięśni – to jednak adnotacja „jako pierwszy” w jego imponującej biografii pojawia się bardzo często. Olek Doba – jak lubi sam o sobie mówić, to rekordzista wielu wyczynów. Dziesiątego października spotkał się z gnieźnianami i opowiedział o swojej niezwykłej drodze na szczyty sportowych osiągnięć.
Jako pierwszy przepłynął kajakiem najdłuższy dystans w ciągu jednego roku w Polsce; po II wojnie światowej przepłynął od trójstyku granic Polski, Czechosłowacji i Niemiec Nysą Łużycką oraz Odrą trasę wzdłuż zachodniej granicy; przepłynął wzdłuż polskiej morskiej granicy; przepłynął całą Wisłę … Takich osiągnięć wybitnego kajakarza jest zdecydowanie więcej. Człowiek wielu rekordów, które bite są nie dla samego ich sięgnięcia, tylko z pasji życia, podróżowania i ciekawości świata. To jeden z najwybitniejszych podróżników polskich, za którym zawsze biegną wielkie wyczyny i zachwyt świata. Aleksander Doba to także pilot szybowcowy, skoczek spadochronowy, kolarz, sternik jachtowy, kajakarz i kajakarz górski. Do Gniezna przybył w ramach serii spotkań z podróżnikami, które organizuje Urząd Miejski w Gnieźnie pt. „Bez ceregieli”.
Olek Doba, mimo ogromnych wyczynów pozostaje osobą skromną, gawędziarzem o niskiej posturze, ale solidnej muskulaturze, z nieodłączną długą brodą. Przed spotkaniem w Gnieźnie, kiedy widzowie wchodzili do sali hali widowiskowo-sportowej im. M. Łopatki by zająć miejsca, przechadzał się między nimi, rozmawiał. Wielu było zdziwionych, że zasiadł na krzesłach razem z nimi i w ciszy czekał na sygnał do rozpoczęcia spotkania. Co odważniejsi, od razu podeszli do niego po autografy, np. na kajakarskim wiośle. Nie odmawiał nikomu. – Najtrudniejsza z moich oceanicznych wypraw była ta trzecia – mówił tuż przed spotkaniem dziennikarzom urodzony w Swarzędzu podróżnik. – Biegła ona północnym Atlantykiem, z Nowego Jorku do Europy. Zakończyłem ją szczęśliwie 3 września 2017 roku – wspomina.
Jak zdradza A. Doba, szczególną uwagę wkładał w to, co zabrać ze sobą na tak odległą i długą wyprawę. Wszak pierwsza z nich trwała 99 dób, druga 167 dób, a trzecia 110 dób. To zawsze powyżej 3 miesięcy. – Zabierałem wszystko. Po drodze nie miałem żadnych planowanych przystanków. Zawsze to jest dla mnie problem myślowy. Choć mam największy kajak świata, to jednak nie ma nieograniczonej pojemności. Ta środkowa wyprawa, najdłuższa, wymagała zatankowania w Lizbonie 150 litrów wody pitnej i wzięcia chleba na tydzień. Przygodnie poznana Polka kupiła mi ten chleb. Na tyle starczyło, dłużej by nie wytrzymał. Wszystko inne załadowałem w Polsce na kajak, który przewieziony został statkiem do stolicy Portugalii. A potem sobie popłynąłem dalej na pół roku – mówi skromnie Olek Doba, wprawiając w niedowierzanie dziennikarzy. Jak przyznał, kiedy zobaczył wybrzeże kontynentu, krzyknął: „Ameryka!”.
Podróżnik pływa kajakiem od 1980 roku. – Od tego czasu to moja pasja. Ale wtedy już byłem starym człowiekiem, bo miałem 34 lata – żartuje ponownie A. Doba. – Spodobało mi się i w końcu jako turysta – bo miałem w szkole geografię i wiedziałem, że są dwie Ameryki – to do jednej dopłynąłem z Afryki, a do drugiej z Ameryki. Teraz to już na pewno się przekonałem, że są te kontynenty, a na nich wspaniali ludzie. Ta pasja pozwoliła mi zwiedzać świat – zaznacza. Choć Olek Doba pływał już niemal na całym świecie, to nie zaznał możliwości pływania na dwóch kontynentach: Antarktydzie. – Bo nie ma tam rzek – mówi oraz w Australii. – Ale to jeszcze przede mną – obiecuje. Jak mówi, kocha podróżowanie, ale zamiast latać samolotem, woli sobie dopłynąć kajakiem. – To większa frajda – uśmiecha się „Olo”. Spotkanie ponownie wypełniło salę chętnymi wrażeń po brzegi i po raz kolejny dało dowód na to, że ludzie gór, oceanów, bezdroży, to wielka sprawa dla każdego człowieka ciekawego świata. Warto ich posłuchać. ALEKSANDER KARWOWSKI