Shadow

Autor bez twarzy, czyli „Uśmiech losu”


Książka „Uśmiech losu” pojawiła się niedawno na polskim rynku wydawniczym, napisana przez mieszkańca Trzemeszna. Autor chce pozostać jednak anonimowym, bowiem dla wielu współpracujących z nim firm i osób wiadomość o jego przeszłości byłaby dużym wstrząsem. Zapewne tak, bowiem już na okładce książki można przeczytać, że jest to autentyczna opowieść m.in. o piętnastu latach życia w najcięższych zakładach karnych w Polsce, o ucieczkach, wyrokach, buntach więźniów, celach izolacyjnych, pikantnych historiach erotycznych w przerwach między wyrokami. Książkazostała napisana pod pseudonimem „Wiktor”, w Trzemesznie jednak jej autor bardziej jest znany pod zupełnie innym pseudonimem – „Gigant”.
Zdaniem autora publikacji, jego ksywka „Gigant” była popularna w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, a teraz nikt już o tym nie pamięta. Gigant rozpłynął się we mgle. Z autorem „Uśmiechu losu” rozmawia Renata Pałucka.
*Do kogo jest adresowana Pana książka? *
– Od 22 lat jestem normalnym, zwykłym obywatelem. Mam swoją firmę, kochającą rodzinę. Osiągnąć dno i wybić się ponad przeciętność, czy to nie „Uśmiech losu”? Tak jak napisałem w przedmowie do książki, jest ona adresowana przede wszystkim do tych, którzy zbłądzili w życiu, tak jak ja kiedyś zbłądziłem. Chciałem, aby historia mojego życia była dla takich osób drogowskazem, że można zmienić swój los, który być może uśmiechnie się także do innych. Trzeba tylko wierzyć i chcieć. Wydaje mi się, że książka jest także ciekawa dla czytelników, których interesuje tematyka kryminalna i więzienna, wiążąca się z pewnego rodzaju egzotyką dla przeciętnego człowieka. Wiernie oddałem atmosferę tamtych lat, warunków panujących w zakładach karnych o zaostrzonym rygorze i w środowiskach przestępczych. To są informacje autentyczne z tak zwanej pierwszej ręki. Bo to były lata, w których ja też myślałem takimi kategoriami, nie potrafiłem inaczej. Przesiąkłem tymi zasadami, przesiąkłem tym życiem. Chciałem w książce pokazać, jakie uwarunkowania i relacje panują w środowisku przestępczym, w środowisku więziennym. Świat skazanych, świat więźniów jest tabu, jest światem zamkniętym. Trzeba było dostosować się do panujących tam zasad i przestrzegać tych reguł.
*- Do napisania „Uśmiechu losu” namówił Pana kolega? *
*- *Ustabilizowane życie, prowadzenie biznesu, zacząłem myśleć innymi kategoriami. Przyszedł czas, że poczułem się w pewnym sensie dowartościowany. Pracuję uczciwie, poświęcam się temu, są efekty tej pracy. Nie ma już ochoty, aby spotykać się z elementem„plądrująco-wywrotowym”, nie ma już ochoty na rajdy po knajpach, spelunach. Czas szybko mija, człowiek jest coraz starszy, myślenie się zmienia. Młodemu wirażce imponowało, jak „stójkowi” mówili mu dzień dobry, ale to było 30 lat temu. Mam bliskich, wesołych kolegów, którzy dobrze mnie znają i potrafią pewne sprawy zrozumieć. Niejednokrotnie opowiadałem im o swoich przeżyciach. Jeden z nich powiedział mi kiedyś: „Wiesz co gościu? Nigdy nie myślałeś o napisaniu książki? Przecież to jest idealny materiał, żeby napisać książkę”. Wtedy jednak odpowiedziałem żartobliwie: „Za dużo przeżyć, jak na jednego tulipana…”.Tak jednak zrodził się pomysł i zaczął powoli dojrzewać, aż zrodziła się książka.**
*- Jest Pan bardzo szczery w swojej książce, odważnie pisze o swoich kłopotach z prawem, różnych sytuacjach za kratami jak i na wolności. Część akcji książki rozgrywa się także w lokalnym środowisku, choć w książce nie pada nazwa Trzemeszno, choć Gniezno już tak. Nadał Pan bohaterom tego wątku pseudonimy, nie dla wszystkich był Pan łaskawy w tych opisach. Spotkał się Pan już z pretensjami? *
*- *Widzę, że Pani również próbuje ciągnąć mnie za język. No cóż, już taka ludzka natura, że każdy wszędzie szuka sensacji. Jaką ma Pani pewność, że piszę o konkretnych osobach z Trzemeszna, że niektóre opisane wydarzenia nie są wytworem mojej wybujałej fantazji, wyobraźni ? Spekulacje zostawiam czytelnikom*. *Ja w swojej książce nie oszczędzałem siebie. To jest takie samooczyszczenie z brudów przeszłości, więc skoro ja nie oszczędzałem siebie, dlaczego mam oszczędzać też innych, wymyślonych w większości bohaterów. Nie ma ludzi kryształowych, każdy ma swoje wady, zalety. Ja zawsze byłem, jestem i będę sobą. Nieważne co mam, nigdy woda sodowa do głowy mi nie uderzała. Zawsze byłem i będę sobą. Niektórzy w Trzemesznie zostali majstrami, brygadzistami w fabryce i chodzą ziemi nie dotykając, to śmieszne. Tak maluczkim potrafi poprzewracać się w głowach. Jak ktoś będzie chciał się utożsamiać z przedstawionymi wydarzeniami, to jego sprawa. Książka ma swoich bohaterów wymienionych z imienia i nazwiska, więc nie są potrzebninowi, negatywni bohaterowie przyznający się publicznie do swoich słabości. **
*- Dużo czasu zajęło Panu napisanie tej książki? *
– Tak naprawdę to zajęło mi to prawie rok. Pisałem wieczorami, czasem do samego rana. Początki były trudne, bo nie wiedziałem od czego zacząć. Książka nie była chronologicznie ułożona. W wydawnictwie zrobiono dwie korekty, tym zajęli się profesjonaliści. Teraz napisałbym ją trochę inaczej. Rozpocząłbym nie od lat dzieciństwa, ale od kryminału, czyli od pierwszego mojego pobytu w areszcie śledczym w Toruniu. Od razu z grubej rury, żeby akcja momentalnie wciągnęła czytającego
*-Z jakimi opiniami o książce Pan się spotyka? *
*- *Spotkałem już wiele osób, które mówią, że książkę dobrze, lekko się czyta, że książka jest napisana z dystansem, humorem, i zaciekawia czytającego. Takie pochwały to dla mnie wielka rzecz! Niektórym się nie podobało, że jest trochę za dużo wulgaryzmów. Ale nawet w recenzji wydawnictwa napisano, że bez tych wulgaryzmów książka byłaby sztuczna, to już nie byłoby to.
*- Sam Pan sfinansował wydanie „Uśmiechu losu”? *
*- *Wydanie sfinansowałem przy pomocy moich znajomych. Pokrycie całkowitych kosztów druku i promocji książki byłoby bardzo trudne. Najbardziej pomogła mi jedna firma z Wielkopolski. Nie chcę wymieniać jej nazwy, bo być może prezes nie życzyłby sobie tego. Pomogli także bezinteresownie nasi lokalni przedsiębiorcy i chwała im za to. Wszystkim tym osobom bardzo dziękuję. Myślę już o kolejnej książce. Będzie o śmietance towarzyskiej naszej mieściny, ale będą też opisane niziny społeczne. Nie ma co chwalić dnia przed zachodem słońca.