Shadow

Budżet Obywatelski od nowa. „Trzeba wrócić do korzeni” – mówi wiceprezydent

Słabnące zainteresowanie budżetem partycypacyjnym – zarówno wśród pomysłodawców projektów, jak i samych głosujących mieszkańców – powoduje, że pojawiają się pytania o sens jego dalszego funkcjonowania w obecnej postaci. Mniejsze organizacje nie mają szans uzyskania wsparcia w starciu z dużymi projektami, wycenianymi często nawet na pół miliona złotych. To zniechęca wielu „bo wiadomo i tak kto wygra”, a środków do podziału nie ma zbyt dużo – to 800 tys. zł. Idea, która leży u podstaw partycypacji obywateli w zmienianiu swojego otoczenia zostaje wypaczona. Widzą to urzędnicy magistratu i proponują zmianę regulaminu gnieźnieńskiego Budżetu Obywatelskiego (BO), o czym opowiadali na obradach dwóch komisji Rady Miasta.
Idea budżetu partycypacyjnego (zwanego „obywatelskim”) to pomysł, który przyszedł do Polski z krajów zachodniej Europy. W jego ramach miasto przygotowuje pulę pieniędzy w swoim budżecie, o której wydaniu decydują sami mieszkańcy. Mogą zgłaszać projekty wydatkowania tych środków, a ostatecznie, które z tych pomysłów będą realizowane przez magistrat, decydują mieszkańcy całego miasta w głosowaniu. Konkurs ten ma wzbudzić w mieszkańcach postawę obywatelską, poczucie wspólnej troski o przestrzeń miasta i zintegrować lokalne społeczności do zmiany okolicy. Niestety, polskie samorządy borykają się z tą ciekawą inicjatywą. Mieszkańcy nie kwapią się do udziału w budżetach obywatelskich. Jak podaje NIK, w latach 2016-2018 tylko 18% uprawnionych mieszkańców miast wzięło udział w głosowaniach (wyjątkiem są Pleszew i Kalisz, gdzie głosuje ok. 70% mieszkańców). Coś zatem zniechęca mieszkańców do wzięcia udziału w tym przedsięwzięciu. Jak wylicza NIK, problemem jest m.in. wymóg obliczania przez mieszkańców kosztów danej inwestycji. Planując np. budowę placu zabaw na osiedlu muszą taką inwestycję wycenić. Do tego dochodzą formalności lub np. liczne poparcie dla pomysłu grupy obywateli.
W samym Gnieźnie wyniki BO w ostatnich edycjach budziły kontrowersje wśród mieszkańców. Zwracali uwagę, że niektóre projekty były bardzo drogie, zabierające praktycznie środki na inne pomysły lub wspierane przez organizacje (klub żużlowy czy spółdzielnia mieszkaniowa), co eliminuje małe, osiedlowe projekty. W takim starciu mieszkańcy danej dzielnicy chcący zbudować skwer lub posadowić ławki, są bez szans, np. w starciu z budową minitoru żużlowego (koszt 610 tys. zł). Efekt jest taki, że popularność BO spada. Magistrat szykuje obecnie nowy regulamin BO, chcąc wsłuchać się w głosy organizacji, stowarzyszeń i innych instytucji. – Sami dostrzegamy potrzebę zmiany zapisów regulaminu – mówił radnym Komisji Polityki Społecznej i Bezpieczeństwa Publicznego, Łukasz Scheffs, dyrektor Wydziału Promocji, Kultury i Turystyki w gnieźnieński magistracie. – Docierają do nas głosy mieszkańców, także za pośrednictwem państwa radnych, że wypada nad tym regulaminem gruntownie się pochylić i zmodyfikować go, by jeszcze bardziej był obywatelski – dodaje.
*Teraz BO dla wszystkich mieszkańców*
Jedna zmiana w powstającym regulaminie jest już pewna. Teraz głosować i składać swoje projekty będzie mógł każdy obywatel miasta. Dotychczas ograniczenie mówiło o wieku minimum 18 lat. To efekt przestrogi wojewody, który uchwały z podobnymi ograniczeniami po prostu uchyla. Krytyki obecnej formule gnieźnieńskiego BO nie kryją radni. – Wielokrotnie zwracałem uwagę, że trzeba na nowo spojrzeć na ten problem regulaminu – mówi radny Marek Bartkowicz. – Wielokrotnie mierzyłem się ze ścianą, „że wszystko jest dobrze” – mówiono. Dobrze się stało, że państwo chcecie się z tym zmierzyć – mówił do przedstawicieli Urzędu Miasta, ale dopytywał, co się stało, że urzędnicy nagle postanowili to zmienić i podejść do BO na nowo. – Może to, co mówił dyrektor Ostach, że te inwestycje są przerzucane na kolejne lata i on ma tego dosyć, bo takie wielkie inwestycje powinny być robione w normalnym budżecie, a BO powinien dotyczyć małych inwestycji? A może to, że zawsze znajdzie się ktoś, kto zwoła „pospolite ruszenie” i wypchnie tych, co nie mają tylu szabel w mieście, jak np. prezes spółdzielni? To jest ewidentny przykład, że jak prezes się uparł, to zrobił sobie staw. Wiadomo, że tylu mieszkańców zagłosuje, to oczywiste. Czy to powinno być robione w BO i to w roku wyborczym? – nie krył irytacji.
Ł. Scheffs odpowiedział radnemu, że urzędnicy wyciągają wnioski. – Najgorsze co się może stać, to dać sobie i mieszkańców wmówić, że oto jest miasto urzędników, a nie mieszkańców. Wsłuchujemy się w opinie i sami analizujemy poszczególne edycje budżetu oraz pomysły i związane z nimi problemy. Uczymy się również na własnych błędach i nie boimy się powiedzieć, że nie wszystko działa tak, jakbyśmy tego chcieli. Chcemy, by to działało lepiej. Jednym z założeń BO jest to, by aktywizować mieszkańców, by czuli się współgospodarzami, współodpowiedzialnymi za inwestycje – przyznał dyrektor. Także radny Janusz Brzuszkiewicz nie szczędził krytyki pod adresem dotychczasowego regulaminu. – Jeśli projekt dotyczy dużego osiedla, to w życiu nie jesteśmy w stanie tego przebić – zauważył i zaproponował, by pomoc z BO trafiała do grup i dzielnic najbardziej potrzebujących. – A my poszliśmy w złym kierunku, w kierunku licytowania się, kto więc i szybciej mobilizuje ludzi – dodał.
Przysłuchujący się obradom Michał Powałowski, wiceprezydent Gniezna, przyznał, że jest jeszcze dużo do poprawienie względem BO. – Nie do końca on spełnia nasze oczekiwania jeśli chodzi o zaangażowanie mieszkańców względem dywersyfikacji tych środków, nie tylko w jednym kierunku – mówi. – Trzeba wrócić do korzeni i rozpocząć jeszcze raz, od początku tę pracę związaną z regulaminem – przyznał.
*Komisja Promocji także krytycznie o BO*
Budżet Obywatelski był także przedmiotem dyskusji Komisji Promocji, Kultury i Turystyki. Tu również nie brakowało krytyki. Skrytykowano tzw. duże projekty, zabierające pulę dla tańszych, ale nie mniej ważnych pomysłów mieszkańców. Pojawiły się tu pomysły, by przeznaczyć specjalną pulę dla mikroprojektów lub osobne pule dla poszczególnych dzielnic miasta. – Pojawia się pytanie, czy budujemy społeczeństwo obywatelskie, czy realizujemy pomysły dużych graczy, jak Urzędu Miejskiego czy spółdzielni mieszkaniowej, które „załatwią” sobie jakąś inwestycję – zauważa Jakub Dzionek, społecznik z zakresu kultury. – Budżet Obywatelski jest dla mieszkańców i musimy robić wszystko, by mieszkańcy wiedzieli o nim i chcieli w nim uczestniczyć. Tych projektów powinno przybywać – zauważa Ł. Scheffs. Także radny Tomasz Dzionek nie kryje, że zmiany są konieczne. Wskazuje tu na liczby, zwracając uwagę, że w Pile mieszkańcy zgłosili 191 propozycji, w Lesznie 38, w Ostrowie Wlkp. 93, a w Gnieźnie tylko 12. – To katastrofa – rozkłada ręce i zauważa, że tam środków jest więcej i budżet jest rozdzielony na projekty duże i małe. Dodał, że w Gnieźnie projekty są przeszacowane, nie realizowane w terminie, a wyniki BO nie są celebrowane.
Brakować w ocenie radnego ma też edukacji i promocji BO wśród mieszkańców. Okazją do wyrażenia przez mieszkańców swojej opinii dotyczącej przyszłego kształtu Gnieźnieńskiego Budżetu Obywatelskiego będzie otwarte spotkanie w Starym Ratuszu 1 lutego. Tam w godzinach 10-12 będą do dyspozycji mieszkańców przedstawiciele magistratu, którzy wytłumaczą zasady działania budżetu partycypacyjnego oraz wysłuchają uwag i wniosków co do zmian w jego regulaminie. ALEKSANDER KARWOWSKI