Burmistrz bez entuzjazmu, co do Rady Kultury

Informowaliśmy już o wniosku Renaty Buzały, przewodniczącej komisji społecznej Rady Miejskiej Trzemeszna o powołanie gminnej Rady Kultury. Wniosek radnej przegłosowano pozytywnie 31 lipca na sesji Rady Miejskiej. Krzysztof Dereziński, burmistrz Trzemeszna był wówczas na urlopie. Po jego powrocie zapytaliśmy gospodarza gminy o jego zdanie na ten temat.
Zgodnie z założeniami działalność Gminnej Rady Kultury obejmowałby takie zadania jak: opiniowanie strategii rozwoju miasta i gminy w zakresie kultury, opiniowanie projektów budżetu miasta w części dotyczącej kultury, inicjowanie dialogu na temat rozwoju tej dziedziny życia społecznego, wskazywanie kierunków i priorytetów polityki kulturalnej miasta, podejmowanie działań zmierzających do usprawnienia współpracy pomiędzy podmiotami działającymiw obszarze kultury, integracji i aktywizacji środowisk twórczych oraz wspierania ich inicjatyw. Członkowie rady kultury mieliby za zadanie także inicjowanie działań mających na celu upowszechnianie kultury wśród mieszkańców, promocję twórców i wydarzeń artystycznych, a tym samym promocję wartości artystycznej Trzemeszna. Kolejne zadanie to proponowanie rozwiązań w zakresie mecenatu nad działalnością kulturalną, współpraca z komisją społeczną rady miejskiej w celu wypracowania form i metod działalności kulturalnej.
Do pracy w szeregach rady kultury mają zasiadać m.in. przedstawiciele placówek oświatowych gminy, Domu Kultury, Biblioteki Publicznej, kół gospodyń wiejskich, organizacji pozarządowych, klubów seniora, urzędu miasta i rady miejskiej oraz indywidualni twórcy. – Mam bardzo złe wspomnienia z działalnością różnego typu rad. Uważam, że to jest wejście w kompetencje burmistrza – mówi K. Dereziński. Burmistrz przypomina, że w trzemeszeńskim samorządzie działała Gminna Rada Sportu. – Powołałem ją, bo takie były oczekiwania, zresztą zawsze byłem zwolennikiem takiej oddolnej demokracji. Ale to ciało doradcze w moim przekonaniu nie sprawdziło się. Prezesi klubów i stowarzyszeń wyrywali sobie nawzajem pieniądze. To ciało stało się w moim przekonaniu, choć mogę się mylić, opozycyjnym wobec organu wykonawczego gminy. Merytoryki było tam tyle, co kot napłakał. Dlatego rozwiązałem gminna radę sportu – mówi K. Dereziński. Gospodarz gminy przypuszcza, że rada kultury działałaby podobnie. Zwraca uwagę na szeroki zakres osób, jakie mają do niej wejść. Łącznie by było to około kilkudziesięciu osób. – W takim licznym gronie uważam, że niczego dobrego ta rada nie wypracuje. Trzeba będzie to przedyskutować. Nie było mnie na sesji, tak czy inaczej decyzja należy do rady miejskiej, jeśli podejmie taką uchwałę, to ja ją zrealizuję – mówi K. Dereziński.
Nie zmienia to faktu, że Krzysztof Dereziński jest septyczny do pomysłu radnej Renaty Buzały; uważa że tego typu „rady” nie są nikomu potrzebne. Będą jedynie budziły kontrowersję, a na ich forum będą rozgrywane jakieś „dziwne rzeczy”. – Mówię to z doświadczenia. Być może się mylę. Jeżeli Rada Miejska podejmie taką uchwałę, to ja powołam tę radę, ale na pewno kilkuosobową, w której postaram się zachować równowagę pomiędzy osobami wskazanymi przez Radę Miejską, a osobami wskazanymi przez burmistrza, nich się nawzajem przekonują – mówi. Zdaniem burmistrza na temat kultury można dyskutować na posiedzeniach merytorycznych komisji Rady Miejskiej bez powoływania specjalnego organu. Krytycznie ocenia on jednak funkcjonowanie dwóch merytorycznych komisji – społecznej i finansowej w trzemeszeńskim samorządzie z uwagi na to, że należą do nich wszyscy radni. – To właściwie nie są komisje, tylko posiedzenia całej rady miejskiej. Uważam, że to jest błąd. W takim wypadku bez sensu są obrady komisji, bo równie dobrze może odbywać się ta dyskusja na sesji. Zrezygnujmy z tych komisji, niech sesje będą dłuższe, ale nie traćmy czasu na posiedzenia komisji. Tak ułomnej pracy rady jak u nas, nie ma nigdzie – uważa K. Dereziński.
RENATA PAŁUCKA