Shadow

Burmistrz nie chce żyć w stresie, co z referendum?

Do nerwowej i chaotycznej dyskusji doszło 30 września na sesji Rady Miejskiej Trzemeszna, która była prowadzona zdalnie. Dyskusja nie dotyczyła uchwał, ale dość nieoczekiwanego wniosku Benedykta Nitki, przewodniczącego Rady Miejskiej, który pytał radnych, ilu z nich jest za podjęciem uchwały o referendum w sprawie odwołania burmistrza. Po wielu krytycznych słowach dyskutantów przewodniczący ostatecznie swój wniosek wycofał.
Temat referendum o odwołaniu Krzysztofa Derezińskiego z funkcji burmistrza Trzemeszna to wynik braku wotum zaufania. Rada nie udzieliła mu go już dwukrotnie. W takiej sytuacji rada może, ale nie musi głosować w sprawie ogłoszenia referendum. O tym fakcie przypomniał radnym B. Nitka, składając zapytanie, ilu radnych jest za przygotowaniem uchwały o przeprowadzeniu referendum o odwołanie burmistrza. Jednak równocześnie przewodniczący rady zaznaczył, iż w ubiegłym roku głosując przeciw wotum popełnił błąd. Jego wiedza wówczas z uwagi na krótki okres czasu po wyborach była zbyt mała. Miał on pretensje do ustawodawcy, że nie przewidział takiej sytuacji. Jego zdaniem w pierwszym roku urzędowania burmistrza i nowej radynie powinno się głosować nad udzieleniem mu wotum zaufania.
Krzysztof Dereziński, burmistrz Trzemeszna odniósł się do słów B. Nitki o ubiegłorocznym głosowaniu w sprawie wotum zaufania. Stwierdził on, że przed rokiem przewodniczący RM zapewniał go, że zrobi wszystko, aby burmistrz miał wotum zaufania. Jednak gdy doszło do głosowania, zagłosował przeciw. – Chcę, aby mieszkańcy się wypowiedzieli w referendum. To mieszkańcy mnie wybrali w wyborach, a nie 9 radnych, więc to mieszkańcy powinni zadecydować, czy ten burmistrz lub czy też ta rada powinni pozostać. Innego wyboru nie ma – stwierdził burmistrz. Krzysztof Dereziński zaznaczał, iż nie chce być w stałym napięciu i stresie, że teraz mu odpuścili, a na przykład za półtora roku wywołają referendum. Swoje stanowisko w tej sprawie przedstawił również mecenas Marcin Leśny, który zauważył, że Rada Miejska podejmuje decyzje w formie uchwał. Zatem wniosek przewodniczącego rady może być głosowany, ale nie będzie miał znaczenia prawnego. Aby podjąć decyzję w sprawie referendum radni muszą głosować projekt uchwały w tej sprawie. Dyskusja pomiędzy B. Nitką,a M. Leśnym zdominowała dużą część obrad i dotyczyła procedur głosowania nad referendum. Ostatecznie Benedykt Nitka zrezygnował ze swego wniosku. Taki krok przewodniczącego skrytykował Krzysztof Derezinski, podkreślając ponownie, iż nie chce być w permanentnym stresie i niepewności. – Ludzie mnie wybrali i ludzie zadecydują. Jeżeli zadecydują, że nie mogę, to się spakuję i pójdę do domu – zapewnił burmistrz Dereziński.
Większość radnych z konsternacją przysłuchiwała się dyskusji. Radny Kacper Lipiński zastanawiał się, dlaczego przewodniczący RM i radca prawny nie ustali szczegółów tak ważnego tematu przed sesją, arobocze rozmowy musiały oglądać osoby śledzący sesję w internecie. Natomiast radny Grzegorz Koperski stwierdził, że wniosek B. Nitki jest bez sensu. Pytał także, kto i ile zapłaci za referendum. Zastanawiał się, dlaczego w ogóle ten wniosek został bez wiedzy innych radnych wywołany na sesji. Całą sytuację nazwał walką personalną i zaspokajaniem ambicji. Również Renata Buzała, przewodnicząca komisji społecznej w radzie poparła swych przedmówców; ucieszyła się, że Benedykt Nitka wycofał swój wniosek. Podkreślała, że taki poważny wniosek nie powinien być głosowany w chaosie zdalnej sesji, nie został poprzedzony żadną dyskusją. Dyskusję na ten temat zakończył B. Nitka, który ponownie powtórzył swoją decyzje o wycofaniu wniosku.
K. Dereziński zapytany później, czy temat referendum został na sesji zamknięty, odpowiedział: – Na pewno nie można powiedzieć, że referendum się nie odbędzie. Żeby referendum się odbyło, a ku temu są przesłanki, to musi być podjęta uchwała Rady Miejskiej. Wniosek jaki pan przewodniczący Benedykt Nitka zgłosił na sesji był „sądującym”, ilu będzie za, ilu przeciw. Moim zdaniem zgłosił wniosek do wniosku. To spotkało się z krytyka radnych. Pan przewodniczący wcześniej zgłosił mi, że taki wniosek padnie. Tym nie byłem zaskoczony. Natomiast zdziwiłem się, że pan przewodniczący wracał w swej wypowiedzi do zeszłego roku. Zeszły rok był jaki był i jak co chwilę słyszę inne argumenty, dlaczego mi wtedy nie udzielono wotum zaufania, to jestem zdegustowany. Usłyszałem, że głosowano zgodnie z sumieniem, choć nic nie wiedziano o mojej pracy z uwagi na krótki czas od wyborów nowej rady i to ustawodawca jest winny; potem się dowiedziałem, że takie były naciski. Więc mam pytanie, czy w radzie siedzą naciski, czy radni z imienia i nazwiska. Na końcu się dowiedziałem, że dokonano dzień przed głosowaniem analizy moich poprzednich lat pracy, jako burmistrza. To już w ogóle mnie tutaj „wysadziło w powietrze”. Po pierwsze wotum zaufania udziela się lub nie za dany rok, a z wypowiedzi pana przewodniczącego wynika, że w jeden dzień przeanalizował 12 lat mojej pracy. Gratuluję panu przewodniczącemu. To pozostawiam bez komentarza. Chcę referendum, chcę, żeby radni podjęli uchwałę w tej sprawie. Nie uciekam od tego tematu Nie mogę pracować w warunkach, gdzie jestem szantażowany, prowadzony na smyczy jak piesek. Jak pan burmistrz tak zrobi to będę za, a jak inaczej, to będę przeciw. Tak nie da się pracować. (kar)