„Chciałem zapłacić terapeucie, dług wciąż spłacam inaczej…”

Lech Dyblik, aktor teatralny, filmowy, telewizyjny, znany wielu chyba najbardziej z popularnej postaci złomiarza – filozofa Kazimierza Badury w serialu „Świat według Kiepskich”, a miłośnikom kina z ról w „Pod Mocnym Aniołem”, „Kilerze”, „Domie złym”, „Drogówce” czy „Wołyniu” gościł 10 maja w Wiejskim Domu Kultury w Jarząbkowie. Na spotkanie z mieszkańcami aktora zaprosił sołtys Jarząbkowa Krystian Rynarzewski.
Lech Dyblik zaprezentował licznie zgromadzonej publiczności rosyjskie romanse i odeskie pieśni, a także opowiadał o swoich zmagania z uzależnieniem od alkoholu i wychodzeniem z choroby alkoholowej. Jak przyznał serialowy Kazimierz Badura, na drodze trzeźwości jest już 26 lat. – Nie lubiłem swojego domu rodzinnego, następnie okazało się, że nie lubię tego domu, który sam założyłem. Nosiłem w sobie poczucie, że nie jestem wystarczająco zauważany, doceniany, iż nikt nie widzi, że jestem wybitny i niepowtarzalny. To doprowadziło, że najbliższym zatrułem życie na wiele lat. Doprowadziło mnie to do pomysłu o samobójstwie, co wpisane jest w chorobę alkoholową i uzależnienie. U mnie to wyglądało, jak w książce, w podręczniku, wszystko zaczęło się zmieniać od momentu, gdy uświadomiłem sobie, że nie chcę dalej żyć. Trzeba było tylko znaleźć kabel, dobry hak, znaleźć odpowiednie miejsce. Nawet nie miałem wówczas siły, by to zrobić. Pojechałem do ośrodka, gdzie mój terapeuta, pan Marek, powiedział, że najważniejsze mam już z głowy – przyjechałem do tego ośrodka sam, uczciwie powiedziałem o co chodzi i poprosiłem o pomoc. Prosić o pomoc to żadna ujma na honorze. W tej turze jestem już 26 lat trzeźwy, chociaż po 7 latach abstynenci miałem 2-letni nawrót choroby. To była „wpadka”. Mam satysfakcję, że moje dzieci nie widziały mnie pijanego, że sporo zostało im oszczędzone – powiedział L. Dyblik, który co jakiś czas spotyka się z bezdomnymi czy skazanymi, koncertuje na ulicach większych miast.
– Śpiewam po rosyjsku, co się wydaje dość ekstrawaganckie, gram na ulicy, chociaż jestem znany z kinowego czy telewizyjnego ekranu. Rozmawiam przy takich okazjach z ludźmi, którzy do mnie podchodzą, słuchając mojego śpiewu. Tego nie robią moi koledzy po fachu i jeśli czegoś nie wypada, to ja to chętnie podejmę. Gdy moja trzeźwość okazała się trwała, nawet chciałem zapłacić mojemu terapeucie, ale ktoś powiedział, że to będzie skandal i okaże się w złym stylu. Kiedyś wychowawca z więzienia w Gdańsku zaczepił mnie na ulicy pytając, czy nie odwiedzę takiego miejsca odosobnienia. Moje życie jest przykładem, jak wszystko może się zmienić i o tym zacząłem publicznie, podczas takich spotkań mówić. Uświadomiłem sobie, że moim obowiązkiem jest niesienie dobrej nowiny dalej. Poznaję ludzi, którzy są zrozpaczeni, nie wiedzą, co z tym zrobić, rozpadają się rodziny, a potrzebują wzmocnienia i dobrego przykładu. Mój przykład jest dobry, bo było bardzo źle, a to powoli się zmienia – podkreślił serialowy aktor.
Dodał, że jego życie, które było pozbawione satysfakcji, staje się pełne sensu. Pan Lech podkreślił, że cieszy go każdy następny dzień i przekonanie, że wie co w nim ma robić. – W pewnym czasie pojawiło się pragnienie, wręcz biologiczna potrzeba, by to co robię i jak żyję, komuś się przydało. To dotyczy nie tylko mojej rodziny, ale też ludzi, z którymi się spotykam. To określa moją działalność, gdyż jak stwierdził mój kolega „mam poczucie słuszności” – dodał L. Dyblik. Jak przyznał aktor, nie „koleguje” się z ludźmi z showbiznesu, ale współpraca zawodowa z wieloma daje jemu satysfakcję. – Nie mam potrzeby mieszania życia prywatnego z zawodowym. Potrafię to rozdzielić. Z Wojtkiem Smarzowskim przyjaźnimy się i zagrałem u niego w wielu filmach – stwierdził aktor.
Natomiast Krystian Rynarzewski, sołtys Jarząbkowa powiedział: – Pan Lech odpowiedział na moją propozycję spontanicznie i pozytywnie. Z tym aktorem spotkałem się krótko po wyborach do rad sołeckich. Kontakt z ludźmi i to, jak opowiada o swoim życiu i uzależnieniu, wychodzeniu z nałogu, to „kawał dobrej roboty”. Na piątkowe spotkanie przyjechało sporo osób również z Gniezna. To pierwszy tak wybitny aktor, który pojawił się w naszym Jarząbkowie. Nie zabrakło na koniec tego spotkania zdjęć, autografów oraz słodkiego poczęstunku przygotowanego przez panie z kół gospodyń wiejskich z Jarząbkowa i Mierzewa. JAROSŁAW WALERCZAK