Co z tym Wzgórzem Lecha?

Takie pytanie zadali sobie radni zasiadający w Komisji Promocji, Kultury i Turystyki Rady Miasta Gniezna, którzy udali się w okolice katedry, by wspólnie zastanowić się, jak uatrakcyjnić nie tylko otoczenie katedry, ale i plac św. Wojciecha. Konkluzje wyciągnięte na koniec spotkania do optymistycznych nie należą.
Radni zajmujący się kulturą i promocją Gniezna spotkali się u podnóża katedry i w sąsiedztwie pomnika Bolesława Chrobrego rozglądali się po najbliższej okolicy zadając głośno pytanie, co zrobić, by to miejsce było atrakcyjne turystycznie, poza samą katedrą oczywiście. Jak zauważyli zebrani, plac przykatedralny bardzo dużo stracił na skutek usunięcia drzew, które ucierpiały w ubiegłorocznej nawałnicy. – Po tym feralnym 11 sierpnia wygląda to jak wygląda. Czy jest szansa, by to wyglądało jednak inaczej? – pytał na początku spotkania Maciej Maciejewski, przewodniczący komisji. Zebrani przypomnieli, że w miejscu usuniętych drzew miały zostać nasadzone nowe, jednak swój sprzeciw wniósł Wojewódzki Konserwator Zabytków. Po wyciągnięciu korzeni nawierzchnia placu zaczyna się zapadać i wygląda to źle. Jak mówi Urszula Łomnicka, prezes Organizacji Turystycznej „Szlak Piastowski”, lokalni przewodnicy turystyczni starają się informować wszelkie wycieczki, że otoczenie katedry wygląda tak na skutek nawałnicy, jednak sami turyści uwag negatywnych o tym miejscu nie mają. – Czy plac św. Wojciecha jest odbierany jako miejsce atrakcyjne dla turystów? – dopytywał przewodniczący. – Jest to po prostu plac przejściowy dla idących z parkingu – nie ukrywa U. Łomnicka. – Można sobie tutaj zrobić zdjęcie z katedrą i jedyne co możemy opowiedzieć, to że jeziora Świętego jest tylko tyle. Nie mamy uwag od turystów, a największymi malkontentami są mieszkańcy miasta, ale pewnie dlatego, że tu żyją i mocno to ich obchodzi – zauważa. Jak dodaje przewodniczka, brak drzew przed katedrą jest pewną niedogodnością, bowiem właśnie pod nimi kryły się wycieczki, które oczekiwały na wejście do katedry i zobaczenie Drzwi Gnieźnieńskich. – Wiemy, że to teren kościelny, ale korzystają z niego wszyscy – stwierdził M. Maciejewski i dotknął tutaj w zasadzie sedna sprawy, bo to tylko strona kościelna może kształtować ten teren poza wiedzą władz miejskich. Wszelkie pomysły na urozmaicenie otoczenia katedry, które padały podczas spotkania, tak naprawdę trafiają w próżnię. Nie jest tajemnicą, o czym wspominają sami przewodnicy, że jakakolwiek współpraca z władzami kościelnymi w kwestii turystyki jest bardzo trudna. – Macie wpływ na władze kościelne w kwestii zmian tego otoczenia? – zapytał przewodniczący przedstawicieli Urzędu Miejskiego: Damazego Gandurskiego i Monikę Fifer. – Wiemy, że kuria chce realizować projekt unijny, w nim zawarte jest także utworzenie makiet dotyczących katedry i wzgórza – mówi D. Gandurski. Dodaje także, że nie ma szans na znalezienie finansowania kolejnych prac archeologicznych w otoczeniu katedry. – Poznań buduje swoją „niby” stołeczność na bazie tego, co prof. Kóčka-Krenz wykopała na Ostrowie Tumskim i tym podważa się naszą stołeczność – zauważa radny Krzysztof Modrzejewski w kontekście ciągle planowanych badań, które tutejsze muzeum chciałoby przeprowadzić, m.in. w otoczeniu kościoła św. Jerzego. – To są potężne koszty, zapewne z dofinansowaniem państwa. W tej chwili takich planów nie mamy. Owszem, były rozmowy z dyrektorem muzeum, że kolejne badania by się przydały, ale nie ma funduszy. Te poznańskie są znaczne – dodaje D. Gandurski. Odniesień do Poznania i jego marketingu opartego na znaczeniu tego ośrodka w kształtowaniu państwowości Polskiej było wśród radnych znacznie więcej. – Brama Poznania po prostu powala – twierdzi M. Maciejewski. – To jest duże zderzenie, gdy odbiera się wycieczkę z Poznania i oni już mają przez tamtejszych przewodników zmienione postrzeganie początków państwa. Robią to tylko „na swoje kopyto”. Jak puszczają film w katedrze, to jest tylko informacja o dacie koronacji Chrobrego, ale że w Gnieźnie, to już nie wspominają. Koledzy z Poznania nie są fair– nie kryje żalu U. Łomnicka i zwraca uwagę na brak makiety grodu i jego podgrodzi. – Przyjeżdża przewodnik z Poznania ze swoją grupą i słyszę, że nie informuje jak ten gród był duży. A on mi odpowiada: „a gdzie ja mam go pokazać”? Wtedy możemy tylko zaprosić do naszego Punktu Informacji Turystycznej, gdzie mamy plakaty czterech faz rozwoju zespołu grodowego – zwraca uwagę przewodnik. Konkluzja ze spotkania, którą dało się słyszeć, jest taka, że sami radni mają bardzo ograniczony wpływ na to, by ożywić i uatrakcyjnić tereny przy katedrze, jednak pewną nadzieją jest projekt kościelny na zmiany infrastruktury w obrębie świątyni. Zauważono także z nadzieją, że drzewa, które musiały zniknąć na skutek szkód po nawałnicy, powinny znów pojawić się w dawnych miejscach i powinny mieć adekwatną wielkość do stojącej na ich tle katedry. ALEKSANDER KARWOWSKI