„Czarny piątek” w Gnieźnie: „Nie jesteśmy inkubatorami!”

Podobnie jak w całej Polsce gnieźnianki i gnieźnianie protestowali przeciwko planom zaostrzenia obowiązujących przepisów antyaborcyjnych. Ponad 150 osób na „deptaku” wzywało Sejm do odrzucenia zapisu ustawy i tym samym włączyło się w ogólnopolski protest, którego centrum tego dnia była Warszawa.
Tuż po godzinie 17.30 na gnieźnieńskich „deptaku” zjawiło się około 150 osób z transparentami o treści m.in. „Kobieta to nie inkubator”, „no woman, no kraj”, „Moje sumienie, moja wola! A nie rządu i kościoła!”. To spontanicznie zorganizowany protest, który zwołano na skutek zajęcia się przez Sejm ustawą „Zatrzymaj aborcję”, która zamyka kobietom drogę legalnego usunięcia ciąży ze względu na ciężkie uszkodzenie płodu. To nie pierwszy razy, kiedy społeczność Gniezna wychodzi zaprotestować w sprawie ustawy zaostrzającej prawo antyaborcyjne. Podobna sytuacja miała miejsce w październiku 2016 roku. – Po raz kolejny władza chodząca na sznurku kościoła chce zakazać prawa do aborcji kobietom noszącym uszkodzony płód. To jest barbarzyństwo, sadyzm i my się na to nie godzimy, dlatego tu jesteśmy – nie kryje emocji Kamila Kasprzak, współorganizatorka szybko zwołanej manifestacji. – Chcemy nagłaśniać ten temat i podkreślić, że prawa reprodukcyjne są ważne i trzeba je odzyskać po kompromisie z roku 1993 – dodaje. Na ulicy Chrobrego pojawiła się także grupa czterech osób z transparentami o treści sprzeciwu wobec aborcji. Na krótką chwilę wspomógł ją ks. Michał Sołomieniuk, jednak nie zakłócali oni legalnego zgromadzenia. – Broniąc życia nie zastanawiają się nad realnym życiem, bo jeśli chodzi o pomoc uchodźcom czy dzieciom niepełnosprawnym to ich nie ma, a zasiłki dla rodziców opiekujących się niepełnosprawnymi dziećmi są żenująco niskie – dopowiada patrząc na kontrmanifestację K. Kasprzak. O ile poprzedni protest miał charakter bardziej spokojny, teraz manifestujący uderzali w garnki, by – jak sami mówili, obudzić społeczeństwo.
Jak zwykle do manifestujących głos skierowała dr Grażyna Gajewska, która już od dawna wspiera gnieźnianki w walce o ich prawa. – Takie propozycje w Polsce były już składane, dokładnie w 1929 roku. Tę sytuację opisał Tadeusz Boy-Żeleński w bardzo płomiennym artykule. Wskazywał on, że prawo, które każe osadzać kobiety przerywające ciążę w więzieniu, a także lekarzy i pielęgniarki, to jest piekło kobiet. Litera prawa, która na to zezwala, jest największą zbrodnią prawa karnego. Odnoszą wrażenie, że mamy do czynienia z pewnym deja vu, dlatego, że te sprawy były już omawiane, dyskutowane; mamy też doświadczenia historyczne, które pokazują, że taka litera prawa nie działa. Ona nie cofa aborcji. Jeśli politycy myślą, że zaostrzając ustawę aborcyjną zlikwidują aborcję, to się bardzo mylą. Powiększą tylko i wyłącznie podziemie aborcyjne i cierpienia wielu, wielu osób – stwierdziła i zaapelowała, by zamiast zajmować się zygotami i płodami, skierować energię na losy żyjących już dzieci i ich matek. – Jest mnóstwo dzieci kalekich, upośledzonych psychicznie, żyjących w rodzinach patologicznych i domach dziecka. Myślę, że poświęcenie uwagi dzieciom wymagającym troski i opieki jest o wiele sensowniejsze, niż toczenie walki o zaostrzenie prawa aborcyjnego – dodała. Protestujące gnieźnianki wsparli też mężczyźni. – To nasza wspólna sprawa, naszych żon, córek i całego społeczeństwa. Nie może być przyzwolenia na taką ustawę w i tak restrykcyjnym otoczeniu prawnym. Niech nas nie uczą sądami i przepisami świętości – mówi pan Adam, jeden z protestujących. Jak zapowiadają współorganizatorzy zgromadzenia, protestować w sprawie odrzucenia projektu ustawy „Zatrzymaj aborcję” będą do skutku.
ALEKSANDER KARWOWSKI