Shadow

Czego Urząd Miejski nie chce powiedzieć o kondycji GTBS?

{CAPTION}
Gnieźnieńskie Towarzystwo Budownictwa Społecznego pod rządami Jacka Kowalskiego przynosi straty, jednoczesnej daje prezesowi podwyżkę. Czy to dlatego Urząd Miasta nie ujawnia finansów spółki tłumacząc się, że to „podmiot autonomiczny”?
Od kilku miesięcy radny miejski Krzysztof Modrzejewski nie mógł uzyskać w Urzędzie Miasta Gniezna wyników finansowych Gnieźnieńskiego Towarzystwa Budownictwa Społecznego, spółki należącej do miasta. Gdy prezesem spółki był Jan Gawrych, udostępnianie danych finansowych nie stwarzało urzędnikom problemu. Od kiedy prezesem jest były prezydent Jacek Kowalski, urząd umywa ręce i odsyła radnego do Sądu Rejonowego w Poznaniu, który sprawozdania spółek gromadzi. To kolejna odsłona próby znalezienia danych o kondycji finansowej GTBS.
Jak podkreśla Krzysztof Modrzejewski, w imię transparentności miejskiego majątku chce przyjrzeć się wynikom finansowym spółek, których właścicielem jest Miasto Gniezno. Chodzi o uzyskanie wiedzy, czy wyniki finansowe podmiotów nie będą miały wpływu na finanse miasta. Radny swoje dociekania zaczął do Gnieźnieńskiego Towarzystwa Budownictwa Społecznego, spółki miejskiej zarządzającej jednym budynkiem przy ulicy Liliowej. W kwestii ujawnienia sprawozdań finansowych za okres prezesury Jana Gawrycha magistrat nie robił radnemu żadnych przeszkód i zaprezentował wyniki spółki za ostatnie lata, w tym z ostatniego roku kadencji byłego prezesa (2014). Zdumienie radnego wywołała odmowa urzędników udostępnienia mu takich samych sprawozdań finansowych spółki za rok 2015, czyli pierwszy rok urzędowania na kierowniczym stanowisku w GTBS byłego prezydenta miasta Jacka Kowalskiego. To, co wcześniej nie było tajemnicą, tym razem stało się przeszkodą dla urzędników trudną do ominięcia. W odpowiedzi na interpelację radnego dotyczącą wyników, Jarosław Grobelny, wiceprezydent miasta informuje: „Prezydent Miasta Gniezna nie jest uprawniony do przechowywania sprawozdań spółek komunalnych. Są to podmioty autonomiczne, działające o w oparciu o przepisy Kodeksu spółek handlowych i ustawy o rachunkowości”. W dalszej części dokumentu informuje, że gdyby nawet takie dane urząd posiadał to i tak nie musiałby ich udostępnić radnemu, bo te dane są jawne i radny może udać się po nie do poznańskiego sądu. – Jako radny myślałem, że mogę mieć wgląd w to, jak działają finanse, czy nie będziemy musieli dokładać do tej spółki, czy nie będzie mieć wpływu na wyniki budżetu miasta, a kiedy odmawia mi się dostępu do tak podstawowej informacji, to ogarnia mnie zdziwienie. Nasuwa mi się wniosek, czy ktoś najzwyczajniej nie chce czegoś ukryć – mówił dwa tygodnie temu radny i postanowił sprawdzić, skąd nagła zmiana postawy Urzędu Miasta i nieujawnianie wyników finansowych spółki. Czy przypuszczenia radnego mają potwierdzenie?
Krzysztof Modrzejewski udał się do Sądu Rejonowego Nowe Miasto i Wilda w Poznaniu, by osobiście przekonać się, czego nie chce ujawnić magistrat. – Po analizie dokumentów widzę, że koszty ogółem w 2015 roku, czyli za kadencji prezesa Kowalskiego są znacząco większe od podobnych kosztów w 2014 roku za prezesury Jana Gawrycha, jest to wzrost o ponad 60 000 zł – dzieli się informacjami z dokumentów radny. – Jest wzrost kosztów usług obcych przez dojście nowego zadania „administracja i zarządzanie budynkiem”, z ponad 32 000 złotych na ponad 56 000 złotych. Przychody mimo kosztów pozostały na poziomie niemal niezmienionym, spadły o blisko 3 000 złotych, w związku z czym wynik ogólny, z ponad 48 000 zł zysku netto w 2014 roku osiągnął za Jacka Kowalskiego 24 000 zł straty w 2015 roku. Strata obecnie na szczęście nie grozi budżetowi miasta, bo spółka posiada kapitał zapasowy oscylujący w wysokości około 300 000 zł i z tego kapitału, zgodnie z decyzją prezydenta Budasza pokrywa straty, by utrzymać płynność. Ale na jak długo wystarczy tego kapitału przy regresie wyników finansowych? Dlaczego Urząd Miasta nie chciał opublikować wcześniej tych danych? – pytany radny.
Z danych, do których dotarł Krzysztof Modrzejewski wynika, że wynagrodzenie pracowników spółki kosztuje 119 023,2 zł za kadencji Jacka Kowalskiego, kiedy za kadencji Jana Gawrycha wynosiło w 2014 roku 85 817 zł. Mylić się może ten, który myśli, że to prezes spółki zarządza i administruje budynkiem przy ulicy Liliowej. GTBS Sp. z o.o. za 23 702,91 zł wykupuje te usługi w innej miejskiej spółce Urbis Sp. z o.o. Co również zastanawia radnego, mimo pogarszającej się kondycji finansowe spółki, prezes Jacek Kowalski otrzymał 24 marca 2016 roku podwyżkę, z 7 000 zł brutto na 8 000 zł brutto. Taką decyzję podjęło Zgromadzenie Wspólników GTBS, a podpisał ją Tomasz Budasz, prezydent Gniezna. – Dziwi mnie to, że Urząd Miasta tłumaczy się, że nie posiada sprawozdania finansowego GTBS, bo jest jedynym udziałowcem spółki i jej właścicielem. Jeśli nie ma tych danych, to ma do nich wgląd i może je udostępnić, jeśli nie ma wglądu, to jest to wysoce niepokojące, bo oznaczałoby, że miasto nie panuje nad spółkami miejskimi – mówi radny. Jak zaznacza, nieujawnianie sprawozdań GTBS radnemu miejskiemu, który jest przedstawicielem mieszkańców i w ich imieniu kontroluje finanse miejskie nasuwa pomysł, by sprawdzić pod kątem finansów inne spółki komunalne. – Zwrócę się z interpelacją, by uzyskać sprawozdania finansowe innych spółek, bo jeśli miasto ma te dokumenty, ale ich nie udostępnia radnym, to jest to naruszenie dobrych praktyk współpracy Rady Miasta z Urzędem Miejskim. Jeżelimiasto w ogóle nie posiada sprawozdań swoich spółek, to jest to jeszcze bardziej niepokojące, bo oznacza, że nie wie co się dzieje z gospodarką miejską, a mamy przecież takie spółki jak PWiK, MPK i ich kłopoty finansowe mogą się objawić podwyżkami dla mieszkańców, bo ceny za ścieki, bilety, wodę są głównie zależne od kondycji finansowej spółek i mamy prawo do ich wglądu. Miasto powinno dbać o przejrzystość swoich spółek, bo one oddziałują na życie mieszkańców bezpośrednio. Jak nie ma tej przejrzystości, to potem dowiadujemy się nagle o podwyżkach – nie kryje oburzenia radny i dodaje, że ogólnie nazywane miasto, to nie tylko Urząd Miejski przy ulicy Lecha z uchwalanym rokrocznie budżetem, ale to także spółki komunalne, szkoły czy przedszkola. – Tak naprawdę, jeśli będziemy dopłacać do którejś ze spółek, to będzie to czynione nie z pieniędzy pana prezydenta, tylko z pieniędzy mieszkańców, z podatków. A dlaczego nie ujawniono mi tych danych? Być może ktoś w urzędzie pomyślał, że będę na tyle leniwy, że nie pojadę po te wyniki do Poznania, ale obiecałem i te dane uzyskałem – kończy radny.
ALEKSANDER KARWOWSKI