Czesław na urodzinach Jacka


Po raz kolejny pamiętano o rocznicy urodzin, (tym razem 60.) zmarłego 13 lat temu Jacka Kaczmarskiego, patrona „eSTeDe”. Tym razem 21 marca salę widowiskową Centrum Kultury „Scena To Dziwna” publiczność wypełniła po brzegi, a to za sprawą Czesław Śpiewa & Arte dei Suonatori. Koncert odbył się w ramach trasy promującej najnowszą płytę, która pojawiła się na rynku 3 marca.
Poza piosenkami z najnowszego krążka, podczas koncertu melomani wysłuchali również przebojów z poprzednich płyt, z „Popu” i „Debitu” czy „Księgi Emigrantów tom 1” (szkoda, że podczas gnieźnieńskiego koncertu zabrakło utworów wykonywanych przez Czesława z pierwszą jego formacją Tesco Value, a które są grane w czasie innych występów). Wtorkowe wydarzenie było muzyczną podróżą do krainy finezyjnych dźwięków tanga, popu, folku i awangardy. Szeroka gama instrumentów to tylko kilka elementów spośród wielu trybików tej muzycznej machiny, która zaciekawiła widownię podczas występu. W czasie prawie dwugodzinnego występu polskich i duńskich muzyków, publiczność miała możliwość wysłuchania między innymi piosenek: „Mam trzy latka”, „Kłamczucha”, „Polak mały”, „Kaczka Polaczka”, „Lokomotywa”, „Wlazł kotek za płotek”. Oczywiście nie zabrakło bisów. – Podczas urodzin Jacka Kaczmarskiego gościły w „eSTeDe” osoby związane z bardem „Solidarności”, ale także czerpiące z jego twórczości. W tym roku doszliśmy do wniosku, że Czesław ma tę wartość, którą miał Jacek. W twórczości obaj mówią o wolności i tolerancji, o demokracji, a Czesław podobnie jak Jacek jest na swój sposób przewrotny, nie lubi zaszufladkowania, dowcipny i ironiczny. Co warto podkreślić, że byłem mile zaskoczony jakością dźwięku w naszej sali widowiskowej. Bardzo ładnie wybrzmiał ten dynamiczny koncert. To nie tylko zasługa muzyków, ale także nagłośnienia. Były to ciekawe urodziny – zaakcentował dyrektor „eSTeDe”, Grzegorz Reszko. Po wtorkowym koncercie Czesław (urodzony w Polsce, wychowywał się i dorastał w Danii) powiedział: – Staram się zrozumieć tę tęsknotę i ból, jaką mają emigranci. Ta tęsknota jest inna niż w przypadku moich rodziców. Czuję się szczęściarzem z tego powodu, iż na emigracji, Polska nie była dla mnie obcym krajem i 10 lat temu stałem się trochę reemigrantem czy emigrantem zarobkowym. Wydałem płytę, która trafiła szerzej i jest to moje wielkie szczęście, że mogłem zamieszkać w Polsce i związać z nią przyszłość. „Księga Emigrantów” miała być hołdem dla emigrantów, jednak niektórzy odbierają ją w sposób prześmiewczy. To raczej jest zaproszenie do dyskusji. Był moment, kiedy pewne środowiska odbierały tę płytę negatywnie, ale jeden z dziennikarzy z prawicowych mediów stwierdził, że nie rozumie tego oburzenia, gdyż „Księga Emigrantów” jest… patriotyczna. To ciekawe, że tę płytę można odbierać w tak różny sposób. Otrzymywałem dużo maili od emigrantów, którzy stwierdzili, że chcą wrócić do Polski, a „Księga Emigrantów” była dla nich przysłowiową kropką nad i. (jw)