„Czuję się opluty przez muchę plujkę”

W taki sposób Jerzy Czarny, właściciel fermy norek w Miatach podsumował spotkanie w sprawie plagowych ilości much na terenie Gminy Trzemeszno. Zupełnie inne odczucie mają mieszkańcy miejscowości, w których takie fermy funkcjonują, ich zdaniem fermy norek to samo zło i najlepiej jest je zamknąć.
W piątek, 28 września w trzemeszeńskim ratuszu odbyło się spotkanie z entomolog dr Agatą Piekarską z Gorzowa Wielkopolskiego, która wykonała analizę przyczyn i sposobu walki z plagową ilością much w Smolarach.W spotkaniu, które poprowadził Dariusz Jankowski, wiceburmistrz Trzemeszna wzięli udział mieszkańcy zainteresowani tym tematem oraz właściciele ferm zwierząt futerkowych w Smolarach i Miatach. Pierwsza część spotkania przebiegła w bardzo pozytywnej atmosferze. Dr Piekarska podkreślała otwartość właściciela fermy w Smolarach, który nie czynił żadnych przeszkód w prowadzeniu badań. Entomolog w skrócie przedstawiła wyniki swojej pracy, które jednoznacznie wskazują, że źródłem tak dużej chmary owadów w Smolarch i pobliskich Gołąbkach jest właśnie ferma.Zaznaczyła także, że wszelkie opryski i środki zaradcze, jakie ferma stosowała do tej pory były zgodne z wymogami i instrukcjami, jakie na środkach zwalczających larwy i dorosłe osobniki much są zamieszczone. Zdaniem dr Piekarskiej, niestety, te instrukcje na środkach owadobójczych nie są delikatnie mówiąc prawidłowe, stąd ich stosowanie nie jest skuteczne. – Stosowane na fermie środki były dobre, jednak stosowano je w zbyt niskim stężeniu w nieodpowiednim czasie i z nieodpowiednią częstotliwością i w tym tkwił cały problem. Aby zminimalizować ilość much należy wprowadzić na wszystkich fermach wokół odpowiednie procedury. Jeśli fermą będą, współdziałać wówczas problem much przestanie istnieć – mówiła m.in. entomolog. Obecna na spotkaniu Joanna Kominkiewicz, przedstawicielka fermy norek we wsi Smolary zapewniała, że w hodowli zostaną wprowadzone wszelkie zalecenia wypracowane podczas wykonywania ekspertyzy. – W imieniu fermy mogę powiedzieć, że na etapie już tych badań zaczęliśmy wdrażać zalecenia, które pani doktor nam wskazała i na pewno to będziemy kontynuować. Będziemy korzystać z tych wskazanych w ekspertyzie środków i stosować te stężenia, które są odpowiednie dla naszej fermy. Będziemy także prowadzić wnikliwy grafik stosowania oprysków, przeszkolimy pracowników w tym zakresie. Mam nadzieję, że dzięki tym zabiegom wszystkim nam się będzie żyło lepiej. Na tym nam zależy, aby mieszkańcy okolicznych wiosek i nasi pracownicy byli zadowoleni – dodała J. Kominkiewicz. Marlena Przybylska, mieszkanka Smolar wyraziła nadzieję, że rzeczywiście podjęte działania dadzą oczekiwany efekt. – Dziękujemy pani doktor za jej pracę i liczymy na dalsze działania, byśmy mogli dalej spokojnie żyć – mówiła mieszkanka Smolar. Głos w dyskusji zabrał Jerzy Czarny, właściciel fermy norek w Miatach, która nie była obiektem badań dr Piekarskiej. Jednak mieszkańcy okolicznych miejscowości także zgłaszają problemy z plagą much na ich terenie. J. Czarny podkreślił, że stosują dobre środki owadobójcze oraz monitorują walkę z owadami, dlatego uważa, że to nie jego ferma jest źródłem plagi much. – W moim odczuciu problem much był, jest i będzie. Bo wieś jest wsią. Niech pani nie celuje w nas jako hodowców zwierząt futerkowych. Niech pani zobaczy też inne na wsi hodowle. My jesteśmy atakowani, jeśli chodzi o Miaty niesłusznie – stwierdził m.in. J. Czarny. Ta wypowiedź zbulwersowała obecnych w sali mieszkańców Miat i okolic. – Dlaczego my mamy cierpieć. Mieszkamy od tej fermy nawet nie osiemset metrów i co mamy – domu jest rój much. Przechodzą przez siatki. Mam działkę niedaleko domu, gdzie latem mogłabym odpocząć, to jest niemożliwe. To jest nie do opisania – mówiła mieszkanka Miat. Mieszkańcy nie zgadzali się z twierdzeniem właściciela fermy, że problem much jest od zawsze. – Przez 25 lat tam mieszkam, były świnie, inne zwierzęta gospodarcze, nikomu muchy nie przeszkadzały. Dlatego ja latem zapraszam wszystkich na kawę, ciekawe komu uda się ją wypić, bo zaraz będzie miał w tej kawie pełno much. Trzeba było wysiedlić ludzi i później fermę budować – stwierdził mieszkaniec miejscowości Święte. Dr Agata Piekarska podkreślała, że na pięćdziesiąt ferm norek w Polsce, tylko dwie sobie radzą z muchami skutecznie. Stwierdziła, że powodem plag much na fermach norek jest brak nadzoru procedur likwidacji owadów. Zawodzą tutaj, niestety, państwowe instytucje odpowiedzialne za kontrole, takie jak lekarze weterynarii, którzy podczas swych kontroli skupiają się wyłącznie na tym, czy nie latają dorosłe osobniki much na fermach. – My nie atakujemy ferm norek, to nie jest nasz cel. To muchy są tutaj problemem – podkreślała entomolog. – Ja się czuję opluty przez muchę plujkę – stwierdził J. Czarny. – To nie ma sensu taka rozmowa, bo pan musi chcieć rozmawiać – odpowiadała właścicielowi fermy dr Piekarska.Ostatecznie spotkanie zakończono chęcią współpracy wszystkich zainteresowanych stron. Czy to okaże się skuteczne w walce z plagą much, okaże się wiosną przyszłego roku. RENATA PAŁUCKA