Shadow

Czy mieszkańcy mają czuć się zagrożeni?

{CAPTION}
Trwa nadal konflikt w niechanowskiej Ochotniczej Straży Pożarnej, tym razem zawrzało „w sieci”, gdy zastępy niechanowskich strażaków ochotników nie wyjechały do zdarzenia, jakie miało miejsce w sobotę, 7 stycznia, w południe. Po zderzeniu dwóch aut osobowych na skrzyżowaniu ulic Gnieźnieńskiej i Topolowej w Niechanowie, na miejscu pracowali strażacy z JRG z Gniezna i OSP Witkowo.
Jak podkreślił w rozmowie telefonicznej komendant gminny i były naczelnik OSP Niechanowo, Marian Guziałek, pomocy poszkodowanym udzielali między innymi czterej byli członkowie niechanowskiej OSP, którzy „po cywilnemu”, prywatnymi samochodami dotarli na miejsce zdarzenia. Zdaniem byłego naczelnika Mariana Guziałka potrzebne jest spotkanie Zarządu OSP i władz gminy, by przedyskutować tę sytuację i porozmawiać z osobami, które nie biorą udziału w akcjach. Jak ocenia były naczelnik, brakuje prób mediacji, a to jego zdaniem może przynieść zgubne skutki. W rozmowie telefonicznej M. Guziałek powiedział: – A co będzie, gdy strażacy z Witkowa czy Gniezna będą latem na akcjach w swoim rejonie? Przecież OSP Trzemeszno nie dotrze tu w bardzo krótkim czasie. Co, jeśli trzeba będzie wyjechać dwoma wozami? Gdy w zeszłym roku paliło się zboże w Karsewie i Mierzewie byliśmy tam dwoma wozami bojowymi bardzo szybko. Co się stanie, gdy pojazdy nie wyjadą wcale? Kto za to odpowie? Przecież OSP Niechanowo jest w Krajowym Systemie Ratowniczo-Gaśniczym, a to zobowiązuje. Od czasu mojej rezygnacji z funkcji, na 12 alarmów – syren, Niechanowo wyjechało tylko dwa razy, a przecież gotowość bojowa trwa 24 godziny na dobę.
Były zastępca naczelnika i były członek zarządu OSP Niechanowo Damian Strzyżewski przyznał, że konflikt z zarządem cały czas trwa: – Nie otrzymujemy powiadomień na telefony o akcjach. Tak było chociażby w środę, gdy doszło do zdarzenia w dawnym budynku szkoły. Kiedy poszliśmy do strażnicy, wyproszono nas z niej i powiedziano, że nie jesteśmy strażakami, bo nie podpisaliśmy aktualnych deklaracji. My nie mówimy, że nie będziemy jeździć na akcje. Ale tak, jak szkoła ma swoją dyrekcję, tak jednostka powinna mieć swojego naczelnika. Nieustannie wmawia nam się, że nasze stare deklaracje są nieważne, a przecież strażakiem się jest do momentu, gdy się z tego nie zrezygnuje. Niejednokrotnie wskazywaliśmy na potrzebę zakupienia umundurowania bojowego, ale nikt nas nie chciał słuchać. Niektórzy pokupowali sobie mundury prywatnie. Chcieliśmy także negocjacji w sprawie zażegnania konfliktu, ale kogo to obchodzi. Bardzo dobrze współpracowało się z druhem Marianem Guziałkiem jako naczelnikiem i nasza jednostka pod jego dowództwem wyjeżdżała do działań nawet w trudnych godzinach dopołudniowych. Chcemy zabrać głos podczas wtorkowego (17 stycznia) Walnego Zebrania Sprawozdawczego za 2016 rok, ale czy nam ktoś na to pozwoli.
O komentarz w tej sprawie poprosiłem także Zarząd OSP i wójta niechanowskiej gminy, Eugeniusza Zamiara.W piśmie nadesłanym przez Zarząd OSP czytamy: „W związku z rezygnacją naczelnika i jego zastępcy w listopadzie ubiegłego roku, część strażaków uprawnionych do podejmowania działań ratowniczych kilkakrotnie odmówiła udziału w wyjazdach do zdarzeń. Zaniedbania naczelnika w wyszkoleniu doprowadziły do sytuacji, że jednostka obecnie posiada zbyt małą liczbę dowódców, co ogranicza możliwość wyjazdu załogi. Plany szkoleniowe zostaną przedstawione na najbliższym walnym zebraniu sprawozdawczym. Informujemy również, że jesteśmy ochotnikami i zgodnie ze statutem opieramy się na społecznej działalności członów. Strażak ochotnik to nie jest zawód wykonywany, tylko niesienie pomocy w czasie wolnym od pracy i obowiązków zawodowych”. – Istotnie, od jakiegoś czasu istnieje konflikt w OSP Niechanowo. Jednostka podzieliła się na dwa obozy, które nie mogą dojść do porozumienia. Władza gminy robi wszystko, co może, aby pomóc w znalezieniu porozumienia. W zeszłym roku, jako wójt zorganizowałem spotkanie dwóch skłóconych stron oraz spotkanie członków OSP z przedstawicielami Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Gnieźnie. Pod koniec roku 2016 z Zarządem OSP spotkała się również Komisja Rewizyjna Rady Gminy Niechanowo. Zauważyć należy, że Ochotnicza Straż Pożarna jest organizacją i jej wewnętrzny ustrój zależy przede wszystkim od jej członków oraz obowiązującego statutu. Zwaśnione strony powinny same wypracować kompromis, czego niestety, do tej pory się nie udało. Żadna ze stron konfliktu nie chce zrobić kroku wstecz. Gotowość bojowa tej OSP jest na pewno inna niż do tej pory, jednak zauważyć należy, że jest to OSP i zdarzyć się może, że jednostka nie wyjedzie. Nie oznacza to oczywiście, że mieszańcy mają czuć się zagrożeni, gdyż w razie potrzeby Komenda Powiatowa PSP zadysponuje zastępy straży pożarnej z Witkowa i Gniezna, które na miejsce docierają w krótkim czasie, zapewniając wystarczające siły i środki. We wtorek odbywa się zebranie sprawozdawcze i wiele spraw będzie wyjaśnianych. Mam nadzieję, że uda się zażegnać konflikt, gdyż jestem człowiekiem dialogu i uważam, iż zgoda buduje, a niezgoda rujnuje. Jako wójt gminy jestem odpowiedzialny za bezpieczeństwo mieszkańców, na którym bardzo mi zależy i gdyby tak samo zależało stronom konfliktu, sporu by nie było. Pewnych spraw nie da się załatwić decyzjami służbowymi, gdy brakuje zdrowego rozsądku – uważa wójt gminy Niechanowo, E. Zamiar.
– Jako Komenda Powiatowa Państwowej Straży Pożarnej nie ingerujemy w żadne konflikty, które występują w strukturach wewnętrznych jednostek OSP, jednak jesteśmy zaniepokojeni całą sytuacją i podejmiemy wszelkie starania, aby konflikt załagodzić. Najważniejsze jest życie ludzkie i na tym nam zależy, aby podjąć działania w jak najkrótszym czasie. Na szczęście Niechanowo jest w takim położeniu, że zarówno Jednostka Ratowniczo-Gaśniczym PSP jak i OSP Witkowo są w Krajowym Systemie Ratowniczo-Gaśniczym, mogą dojechać na miejsce zdarzenia w ciągu 10 min, nie przekraczając maksymalnego czasu dojazdu 15 min od momentu przyjęcia zgłoszenia. Mamy nadzieje, że konflikty personalne czy też wewnętrznenie wpłyną na zdolność wyjazdową OSP Niechanowo i każdy w chwili zagrożenia wypełni rotę ślubowania „być ofiarnym i mężnym w ratowaniu życia ludzkiego” – stwierdził poproszony o komentarz starszy kapitan Mariusz Dębski, komendant powiatowy PSP w Gnieźnie.
JAROSŁAW WALERCZAK