Czy sport jest dobrą drogą do promocji Gniezna?

Sukcesy gnieźnieńskich klubów sportowych przyprawiają o dobry nastrój nie tylko kibiców. Jak się okazuje, radni miejscy zasiadający w Komisji Kultury Fizycznej i Sportu, dzięki wynikom osiąganym np. przez żużlowców, utwierdzają się w przekonaniu, że promowanie miasta za sprawą klubów sportowych jest słuszne, choć jak było można usłyszeć w toku obrad, media mają tego nie zauważać. Nie samym marketingiem człowiek żyje, więc poruszano także bardziej przyziemne tematy – np. wypełnienia samego żołądka lepiej urozmaiconym menu.
Spotkanie radnych z osobami odpowiedzialnymi w urzędzie za sport zaczęło się od prezentacji, którą przygotował Zespół ds. Sportu działający w Urzędzie Miejskim. Treść tej prezentacji, wsparta rzeczowym komentarzem Waldemara Rewersa, stała się przyczynkiem do dyskusji radnych na temat – czy dotowanie wydarzeń sportowych i klubów pieniędzmi z miejskiej kasy przynosi oczekiwane efekty promocyjne. Jak podkreślał W. Rewers, nośnikiem promocyjnym są np. inwestycje w infrastrukturę sportową, przytaczając tu rywalizację na arenach żużlowych między Toruniem, a Bydgoszczą. – Uważamy, że inwestycje w infrastrukturę sportową, to jest niesamowita promocja – podkreśla W. Rewers i zadaje zasadnicze pytanie. – Czy promocja miasta przez sport, jest promocją skuteczną? – na które odpowiada: – W przypadku budowania pozytywnego wizerunku miasta i budowania budżetu, nie powinniśmy patrzeć na koszt, a na zysk. Dobry produkt sportowy, to nie zawsze jest koszt, a może być zysk. Jeśli będzie dobrze opakowany i dobrze sprzedany, to dla miasta korzyść. Jak uczulał radnych W. Rewers, sport to nie tylko sukcesy, ale i porażki, czasem spektakularne, o czym kluby w naszym mieście na przestrzeni lat boleśnie się przekonały. – Wynik dotowanego sportowca czy klubu nie należy do miasta. Miasto może stwarzać warunki, może przygotować infrastrukturę, ufundować stypendium, natomiast miasto Gniezno nie jest w stanie wpływać na wyniki sportowe – podkreślał. – Gniezno może aspirować do wielu wydarzeń sportowych, liczymy na obiekt budowany przy ulicy Zabłockiego. Będzie tym narzędziem, które pozwoli nam w okresie wiosennym i jesienno-zimowym organizować takie imprezy, które uda nam się sprzedać. To promocja zewnętrzna, dzięki której będziemy mogli pokazać się poza Wielkopolską. To także budżet. Mamy świadomość, że potrzeb w mieście jest sporo, ale jeśli chodzi o promocję, to promocja miasta przez sport, jest najtańszą i najskuteczniejszą formą. Za każdym razem musimy zadawać sobie pytanie, jakie zyski uzyskamy w postaci nowych inwestycj, czy pojawiających się turystów – zakończył.
Opinie radnych, co do finansowego zaangażowania budżetu miasta i lokowania jego części w promowanie się przez sport, są nad wyraz entuzjastyczne, jednak w opinii radnego Jana Budzyńskiego, to media mają niweczyć pozytywne aspekty tego rodzaju promocji. – Spotykamy się z krytyką np. „wyrzucają tyle pieniędzy na marketing, wspieranie sportu, to że reklamę robi sobie prezydent, może radni” – starał się cytować radny. – Nic głupszego nie można powiedzieć w tym momencie. W marketingu efekty, które chcemy osiągnąć, nie przyjdą w jednym roku. Każda reklama w handlu, też nie zwiększy zakupu pewnych produktów. To samo jest tutaj. Pieniądze które dajemy na sport, to nie tylko na reklamę i zachęcanie by przyjechano tutaj, ale także dajemy te pieniądze na to, że nasi mieszkańcy rozwijają się jako sportowcy. To inwestycja w ludzi. Jak są zawody na dobrym poziomie, to reklama jest łatwiejsza. Jak ktoś przyjedzie na mecz żużla, to zje tę kiełbaskę, coś jeszcze, wypije piwo, w mieście zatankuje samochód, gdzieś te pieniądze zostawi. To masa otoczek, choćby hotele i restauracje, gdy ktoś przyjeżdża na kilka dni. Tymi małymi pieniędzmi promujemy siebie i mieszkańców miasta Gniezna, że Gniezno się rozwija – mówi J. Budzyński. Zdawała się wtórować radnemu Bogusława Młodzikowska, choć zauważyła także inny aspekt. – Niejednokrotnie jest tak, że najpierw trzeba coś zaangażować, by po jakimś czasie uzyskać z tego profit. Komuś dać pieniądze to nie wszystko. Jeszcze trzeba przez taką perspektywę zobaczyć, kiedy one przyniosą zysk. Istotne jest to, że podmiotom, którym się daje te pieniądze, żeby one były w naszych oczach wiarygodne. Wracam tutaj do żużla, bo jakoś tak było, że niepokój nas dotykał, że coś jest nie tak; że nie dało efektu, jaki sobie założyliśmy – podkreśliła.
Jak informuje Waldemar Rewers, środki przekazywane z budżetu miasta na sport, w skali kraju, w jego ocenie, nie są wielkie i urzędniczy starają się wycisnąć z nich maksymalnie dużo. Entuzjazmu do promocji przez sport nie kryje Maciej Maciejewski, który przywołał przykład Międzynarodowego Turnieju Koszykówki, który profitów nie przynosi, ale jak podkreśla radny, część zagranicznych zawodników, którzy przyjechali grać w Gnieźnie, wraca tutaj po latach jako turyści. – Byłem w Sopocie na turnieju rugby plażowego, tam byli nasi i się głośno mówi o Gnieźnie. Widać było Gniezno, bo były transparenty. To nie jest dyscyplina, która ma wielu kibiców – zauważył. Radny Rafael Wojciechowski, który jest także menadżerem ds. sportowych GTM Start Gniezno powiedział, że życzy, żeby była tendencja wzrostowa jeśli chodzi o wydatki na sport z budżetu miasta. – W firmach przeznacza się o wiele większe środki na promocję, niż robi to miasto. Wzrostowa tendencja musi być zachowana – podkreślił i zdał raport z zakończonego sezonu żużlowego, w którym żużlowcy uzyskali awans. – Jesteśmy jednym klubem w Polsce, który na koniec sezonu jest rozliczony ze wszystkimi podmiotami i wypracował bilans dodatni. Jeśli chodzi o te sprawy, nie mam nic do ukrycia – zaznaczył i dodał, że w nowym sezonie klub chce wykorzystać marketingowo kobietę, która jest jednym z żużlowych wychowanków klubu. – Może ciężko będzie się jej przebić z mężczyznami, rywalizować o najwyższe laury, ale efekt marketingowy dla miasta będzie bardzo dobry – cieszy się.
Jacek Mańkowski, dyrektor GOSiR zauważył, że przy ustalaniu budżetu i narzekaniu komentatorów, że duże środki idą na sport, potrzeba po prostu odpowiednio to zobrazować i wytłumaczyć mieszkańcom, ile miasto osiąga z tytułu tego wsparcia. Podał tutaj przykład gnieźnieńskich biegów, do których miasto dopłaca jedną czwartą kosztów organizacyjnych, a zyski z dużej liczby biegaczy i dopingujących ich rodzin odczuwają lokalni przedsiębiorcy. Jak mówi, można to łatwo wyliczyć i przedstawić opinii publicznej. W czasie obrad podejmowano także inne kwestie, jak np. problematyczny stan dawnego hotelu Mieszko (to w kontekście kolejnego meczu Mieszka Gniezno w Pucharze Polski), czy na mecz zasłonić go banerami. Na ten pomysł radnego Sławomira Graczyka odpowiedział dyrektor Mańkowski, który spostrzegł, że zakrywanie go wzbudziłoby ciekawość, co znajduje się za płachtami. Jak podkreślił, widok hotelu powinien dla wszystkich być dopingiem do zmienienia tego problematycznego stanu rzeczy. Aktywny pod koniec obrad radny Graczyk zwrócił także uwagę na inny problem, tzw. żywienia zawodników przyjeżdżających na biegi do Gniezna. – Czy by nie można dołożyć np. 5 tys. więcej i zawodnikom dać lepsze jedzenie niż tylko kiełbasę? Może jakaś surówka? Cały czas to samo – narzekał radny. Odpowiedział mu J. Mańkowski. – To dotyczy może 3 procent biegaczy z wszystkich ludzi biegnących, którzy zawsze będą narzekali, że banana nie dostali, że woda była za ciepła, że jak otworzył bezalkoholowe piwo to wykipiało, że drożdżówka miała za mało lukru… To notoryczne problemy na trasach biegowych. Większymi środkami nie unikniemy takich sytuacji – nie krył irytacji. Radny nie odpuszczał i apelował, by na mecie jednak zamiast kiełbasy serwować coś innego. Ale jak ripostował dyrektor Mańkowski, na mecie do wyboru jest kiełbasa, drożdżówka, karkówka, zupa, chleb, smalec, ogórek. – Może pieczonego barana brakuje jeszcze? – pytał z ironią.
Na koniec obrad przewodniczący komisji Ryszard Karmoliński zauważył, że rok 2018 będzie stał wydarzeniem oddania do użytku hali widowiskowo-sportowej przy ulicy Zabłockiego. – Będzie to bardziej efektowna i efektywna promocja – podkreślił. – Tak jak jesteśmy teraz zadowoleni, tak od sierpnia 2018 ten powód do zadowolenia będzie jeszcze, jeszcze większy.
ALEKSANDER KARWOWSKI