Dawny, piękny świat zaklęty w szklanych kliszach Czesława Maćkowiaka

Na zestawienie słowa „fotografia” z nazwiskiem Maćkowiak, ci gnieźnianie, którzy lubują się w sztuce fotografii, z łatwością dopowiedzą – Henryk. Niewiele osób jednak wiedziało, że ojciec Henryka Maćkowiaka także parał się fotografią i miał w tym względzie duże osiągnięcia. Po kilkudziesięciu latach szklane negatywy podjął z szuflady syn i zaprezentował na bardzo dobrze przyjętej wystawie.
W ramach 4. Wielkopolskiego Festiwalu Fotografii im. Ireneusza Zjeżdżałki, odbył się w siedzibie stowarzyszenia „Promyk” niezwykły wernisaż zdjęć. Tym razem syn zaprezentował 60 fotografii swojego ojca z lat międzywojennych, okupacji oraz tuż powojennych. Historia zapisana na prezentowanych zdjęciach jest nie do podrobienia i wywołała zasłużony zachwyt widzów. Jak podczas konferencji prasowej zapowiadającej festiwal mówił jego współorganizator Władysław Nielipiński, ta wystawa okazała się jednym z ciekawszych wydarzeń tegorocznej edycji. – Tytuł wystawy „Czesław Maćkowiak. Fotografie” może dla wielu gnieźnian być mylący – zauważył wówczas. – Gnieźnianie znają Henryka Maćkowiaka i kojarzą go z tym wszystkim, co fotograficznie dzieje się w Gnieźnie. Ale nie, to nie błąd. Henryk, z czym się wcześniej nie ujawniał, ma wspaniałe korzenie fotograficzne w postaci ojca i w swoim archiwum przechowuje szklane negatywy z początków ubiegłego wieku. To naprawdę ciekawe wydarzenie, bo to nie tylko fotografia analogowa, ale także niezwykła historia odkrycia tych zdjęć. Są one wspaniałe i pokazują m.in. fizjonomię ludzi wówczas żyjących – nie krył ekscytacji W. Nielipiński. Nie ma się czemu dziwić. Premierowe pokazanie zdjęć sprzed 90 lat nie jest rzeczą codzienną. Czesław Maćkowiak w swoich fotografiach prezentuje świat wsi okolic Wrześni, ich mieszkańców oraz zwyczajów, które im towarzyszyły. To linearna opowieść historyczna, bowiem zwiedzając wystawę poznamy życie ludzi w okresie przedwojennym, ich zabawy, ważne wydarzenia im towarzyszące, a następnie przychodzi czas hitlerowskiej okupacji. W tym czasie usługi u Cz. Maćkowiaka wykupują niemieccy osadnicy – jego dawni sąsiedzi. Staje się nagle świadkiem zrzucenia odzieży codziennej dawnych znajomych na rzecz włożenia mundurów. Te mundury stają się powodem do jego osadzenia w więzieniu we Wronkach, gdyż jako miłośnik przyrody fotografował oranżerię przy pałacu Kościelskich w Miłosławiu. Ta pasja przyczynia się do oskarżenia go o szpiegostwo na rzecz aliantów, jednak po 4 miesiącach więzienia został wypuszczony za wstawiennictwem niemieckich kolonistów ze wsi Budziłowo, którzy z jego usług dotychczas korzystali. – To właśnie ojciec zaraził mnie pasją fotografowania, kiedy pomagałem mu przy jego pracy związanej z tą sztuką – mówi dziś Henryk Maćkowiak wspominając swojego ojca. – Wtedy to była inna fotografia. Dziś można powiedzieć, że było to prawdziwe dzieło. Do zrobienia zdjęcia było trzeba poświęcić sporo czasu i cierpliwości. Nie mogło też zabraknąć włożenia w to serca. Nie było łatwo zrobić zdjęcie przy świetle lampy naftowej, jak robił ojciec – zauważa. We wczesnym okresie dwudziestolecia międzywojennego posiadanie aparatu skrzynkowego było prawdziwym wydarzeniem. W promieniu wielu kilometrów od rodzinnej miejscowości, osób z umiejętnością i możliwością fotografowania nie było wcale, stąd Czesław szybko, z racji zapotrzebowania przyjął rolę fotografa zawodowego. – Mimo to zdjęcia robił amatorsko. Ludzie woleli jednak wykonać je sobie, czy swoim dzieciom w pobliżu, niż jeździć daleko do miasta – dopowiada syn fotografa. Jak mówi Henryk Maćkowiak, jego ojciec był typem człowieka o jakim dziś mówimy „przedwojenny”. Miał mnóstwo zainteresowań i parał się wielu zawodów – pszczelarz, apiterapeuta, handlowiec, kowal, żołnierz kampanii wrześniowej, muzyk, animator kultury, no i fotograf. – Był przede wszystkim działaczem społecznym, ale bywał też i lekarzem, bo w tamtych czasach nie każdy mógł sobie na wsi pozwolić na dojazd do doktora, więc i aplikował zastrzyki, czy tworzył maści na różne schorzenia – dopowiada. Obchodząc wystawę z panem Henrykiem nie trudno było zauważyć, że te zdjęcia wywołują u niego gorące ciągle wspomnienia. – Niektóre z tych zdjęć utrwaliły mi się w pamięci, niektóre nawet pamiętam, kiedy były robione, ale mimo to, na zdjęciach jest dużo osób, których nie znam – mówi. Wśród widzów, którzy przybyli na wernisaż wystawy 18 października nie brakowało słów zachwytu nad urokiem zdjęć oraz ich klimatem. Było tych entuzjastycznych recenzji tak dużo, że na ich fali pomysł obecnego na wystawie dziennikarza Jarka Mixera Mikołajczyka podchwycił prezydent Gniezna Tomasz Budasz i zadeklarował wystawienie tych fotografii w nowych przestrzeniach Starego Ratusza. – Dziękuję koledze Władkowi Nielipińskiemu, który mnie zmotywował do zaprezentowania tych zdjęć. Zmobilizował mnie i tchnął we mnie ducha, dał natchnienie, żeby te zdjęcia wywołać, powiększyć i zaprezentować – zwrócił się do organizatora festiwalu H. Maćkowiak. Warto dodać, że wystawie towarzyszy wydany przez MOK katalog z ciekawymi opisami zdjęć Czesława Maćkowiaka, które przygotował Bogusław Biegowski, utytułowany fotograf i znany propagator fotografii analogowej. Wystawę można oglądać w „Promyku” do końca listopada. ALEKSANDER KARWOWSKI