Shadow

Dekomunizacja nazw ulic w Gnieźnie. Kto „spadnie” z blaszanych tabliczek?


Do 2 września samorządy mają czas na usunięcie z przestrzeni publicznej nazw ulic i placów, które „nie mogą upamiętniać osób, organizacji, wydarzeń lub dat symbolizujących komunizm lub inny ustrój totalitarny, ani w inny sposób takiego ustroju propagować” – jak głosi ustawa. Czy 3 września mieszkańcy ulicy Pstrowskiego obudzą się przy innej ulicy?
Ustawa popularnie zwana „dekomunizacyjną” weszła w życie we wrześniu 2016 roku i daje samorządom rok na usunięcie nazw kojarzonych z komunizmem nie tylko z nazw ulic i placów, ale także wiaduktów. To ma ostatecznie zakończyć proces wymazywania nazw kojarzonych z komunizmem, który prowadzony jest w Polsce dość opieszale i z coraz mniejszym entuzjazmem, począwszy od 1989 roku. Z mniejszym entuzjazmem, gdyż mieszkańcy przez lata przyzwyczaili się do nazw ulic przy których mieszkają, a nie wszystkie kojarzą się złowieszczo. O ile ustawodawca nie wymaga przy zmianie nazwy ulicy wymiany dowodu osobistego, to zmiany dotkną nie tylko samorządy zmuszone do zmian tabliczek, map, przewodników czy zasobów geodezyjnych, to firmy i instytucje będą zmuszone do kosztownych procesów wymiany wizytówek, poinformowania banków czy zmiany reklam. W latach 90. doszło do gruntownych zmian nazw ulic, pozostały te, które nie budzą większych kontrowersji. Nie ma dziś w Gnieźnie ulicy Walki Młodych, Armii Czerwonej, Janka Krasickiego, parku im. gen. Świerczewskiego, czy ulicy 22 lipca.
Jeśli samorządy będą opieszałe w zmianie nazw, do akcji może wkroczyć wojewoda, który może to zrobić samodzielnie. Głos w sprawie zabiera także Instytut Pamięci Narodowej, który wylicza, że nazw do zmiany może być w Polsce 1500. Niektóre kwestionowane przez IPN lub urzędników budzą kontrowersje, jak np. Jacka Kuronia i Marka Kotańskiego w Olsztynie, czego chce lokalna prawica. W Gnieźnie pojawiały się przed laty głosy o zmianie nazwy ulicy Roosevelta, którego dziś można by chcieć spróbować „podciągnąć” pod ustawę. O ile w kraju w wielu miastach i miejscowościach sprawa zmiany nazw ulic rozpala głowy wielu, w Gnieźnie w tej materii panuje cisza. Spokojne są także władze miasta, które nie szykują mieszkańcom i przedsiębiorcom rewolucji, nie tylko w dokumentach ale także i w głowach. – Miasto Gniezno po dokładnej analizie obowiązujących nazw ulic, placów itp., w związku z ustawą dekomunizacyjną, nie zmieni w chwili obecnej żadnej z nich. Brane były pod uwagę dwie nazwy: ul. Pstrowskiego i ul. Chudoby, jednak ze względu na to, że po pierwsze są wątpliwości co do jednoznacznie negatywnej oceny tych postaci, a po drugie zmiana nazwy ulicy wiązałaby się z niedogodnościami związanymi chociażby z wymianą dokumentów dla mieszkańców tych ulic i kosztów dla podmiotów gospodarczych, takie zmiany nie będą realizowane – mówi Anna Dzionek, rzecznik Urzędu Miasta. Czy mieszkańcy tych ulic mogą czuć spokój, że nie będą musieli we wrześniu informować licznych urzędów i instytucji o zmianie adresu zamieszkania? Jeśli nie zrobi tego sam samorząd, może zrobić Wojewoda Wielkopolski. A wtedy zniknąć może nie tylko Pstrowski i Chudoba, ale także Plac 21 stycznia. Należy mieć tylko nadzieję, że umiar będzie utrzymany, nadgorliwość wyciszona i nie zniknie ulica Dworcowa, gdyż w niektórych miastach radnym kojarzy się z Nikołajem Dworcowem, radzieckim poetą i żołnierzem Armii Czerwonej. Idąc tym tropem, drżeć mogliby nawet mieszkańcy ulicy Wschodniej.
ALEKSANDER KARWOWSKI