Shadow

Deszczowo-słoneczne Dni Gniezna


Ze zmienną pogodą zmagali się gnieźnianie bawiący na Dniach Gniezna. Lato w tym roku nie jest łaskawe, więc pierwszego dnia imprezy odziani w kurtki i parasole słuchali rozgrzewających jamajskich rytmów, by dzień później w upale i blasku zachodzącego słońca wreszcie poczuć, że płynie ten ciepły, wakacyjny czas.
Bez przydługawych przemówień, jednak z dodatkowymi, lokalnymi akcentami, odbyły się tegoroczne Dni Gniezna. Impreza trwająca od 7 do 8 lipca, nie zaczęła się taką pogodą, jakiej oczekiwaliby gnieźnianie. W piątek już od wczesnopopołudniowych godzin niebo przysłoniły chmury i niemal bez przerwy padał ulewny deszcz. Co oczywiste, pojawiła się obawa, czy w taką pogodę planowane koncerty się odbędą, jednak tuż przed pierwszym wykonawcą wieczoru, czyli gnieźnieńską formacją Coolik, deszcz przestał padać. Inauguracja Dni Gniezna miała wymiar mocno międzynarodowy, gdyż imprezą rozpoczynano oficjalnie 15. Międzynarodowy Turniej Koszykówki, w ramach którego do Gniezna zawitały młodzieżowe kluby z ośmiu państw świata i Europy. Ich uczestnicy przeszli kolorową paradą przez centrum miasta na Plac św. Wojciecha i być może ten radosny korowód zachęcił gnieźnian, by mimo kiepskiej aury zajrzeli przed katedrę. Oczekiwania widzów na dobrą zabawę zostały wynagrodzone. Wraz z pierwszymi dźwiękami Coolika, deszcz ustępował, aż wreszcie zniknął skutecznie. Z minuty na minutę plac zaczął się zapełniać fanami muzyki, którzy czekali na gwiazdę pierwszego wieczoru dwudniowej imprezy – Mesajah, czyli charyzmatycznego wokalistę reggae, który wraz z zespołem, skutecznie jak się okazało, rozgrzał etiopskimi i jamajskimi rytmami publikę. Znany głównie młodszej publiczności wokalista, wyostrzył z pewnością apetyty większej grupie gnieźnian, która czekała na kolejny dzień muzycznych wrażeń. Ci, których muzyka mniej interesowała, lub była tylko przyjemnym dodatkiem do spędzenia wieczoru, mogli posmakować potraw z różnych zakątków świata w strefie gastronomicznej na placu. W tym roku opanowały ją FoodTrucki, czyli kuchnie zamontowane na samochodach, z których serwowano potrawy i przysmaki np. z kuchni meksykańskiej, węgierskiej czy amerykańskiej. Jak się okazało, drugi taki zlot w minionych tygodniach w mieście ponownie okazał się sukcesem, gdyż i tym razem do pojazdów np. po burgery ustawiały się duże kolejki.
Drugi dzień miejskiej imprezy pod względem pogody był fantastyczny. Już od rana nad Gnieznem świeciło prażące słońce, a temperatura podskoczyła na termometrach w skali dawno niewidzianej. W godzinach popołudniowych scenę wypełnili młodzi artyści amatorzy, którzy wzięli udział w VI Kalejdoskopie Talentów organizowanym przez Miejski Ośrodek Kultury. Ciesząca się niesłabnącą popularnością impreza, która daje szansę zaistnienia i pokazania swoich talentów, ponownie zebrała dużą ilość uczestników, z których jury wyłoniło najlepszych. Wyróżnienia powędrowały do Dominiki Lisieckiej, Marty Majchrzak, zespołu „Happy” i Inez Nguyen Ngoc, a nagroda Prezydenta Miasta Gniezna do obiecującego tancerza Krystiana Wojciechowskiego. Wieczorem na muzyczną rozgrzewkę miły ukłon w stronę partnerskiego miasta Gniezna – Speyer, z którym w tym roku przypada 25 lat nawiązania bliskich, partnerskich relacji. Do zagrania na scenie zaproszono młodych niemieckich muzyków z miasta w Nadrenii-Palatynacie, którzy zaprezentowali się przed tłumną już gnieźnieńską publiką i z miejsca porwali serca gnieźnian, prezentując bardzo solidne granie. Zespół „Wing” skupił się na coverach utworów znanych większości słuchaczy, co było dobrą rozgrzewką przed gwiazdą wieczoru.
Na Placu św. Wojciecha w tym momencie bawiło się kilka tysięcy gnieźnian, którzy raczyli się nie tylko smakami z FoodTrucków, ale i cieszyli wakacyjną porą, która wreszcie przybrała szaty ciepła i słońca. Gwiazda wieczoru i całych Dni Gniezna – zespół Happysad, zaprezentował mocno rockowe, dojrzałe granie, które bardzo wyewoluowało i dziś szereguje grupę w tej górnej części polskich zespołów gitarowych, prezentujących naprawdę rzetelne granie. – Czas pokazał, że sami doświadczamy tego dojrzewania, poszukiwania w muzyce. To chęć ucieczki od łatek, które gdzieś nam na początku poprzylepiali, jakiegoś poprockowego zespołu, potem epigonów Pidżamy Porno, czy twórczości Myslovitzowej. Ciągle dostawaliśmy w twarz tymi łatkami, ale udowodniliśmy sobie, że potrafimy wypracować własny styl i swoją przestrzeń. Nie jesteśmy czyimś echem – mówił jeszcze przed koncertem Kuba Kawalec, głos i gitara zespołu, odnosząc się tym samym do głosów krytyków muzycznych, którzy przez lata mieli problem z zaszufladkowaniem zespołu do konkretnego podgatunku rocka. Zespół gra już od 2001 roku i na jego koncerty przychodzą kolejne pokolenia słuchaczy, co też jest pewnym świadectwem rozwoju. Pod sceną nie brakowało rodziców, którzy słuchali zespołu ze swoimi dziećmi, dla których zespół ze Skarżyska-Kamiennej jest pewnym odkryciem. – Jest duża różnorodność naszych fanów. Tak jak łatwiej było sprecyzować tę naszą społeczność fanów 5-6 lat temu, tak teraz się to zróżnicowało względem naszej muzyki, że jedni fani odchodzą, inni przychodzą. Dla nas jest to ciekawe zjawisko, także z socjologicznego punktu widzenia – zauważa. Happysad to także interesujący fenomen, bo zespół często niedoceniany, jest zarazem jednym z najlepiej sprzedających swoje płyty w naszym kraju, a jego pierwszy znany utwór potrafi z głowy zaśpiewać prawie każdy, kto słucha radia, zatem: „Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty. To też nie diabeł rogaty. Ani miłość kiedy jedno płacze a drugie po nim skacze” chóralnie odśpiewała niemal cała widownia. Dobry koncert zakończył Dni Gniezna, które mimo zmiennej pogody, mogły podobać się wielu mieszkańcom miasta i regionu.
ALEKSANDER KARWOWSKI