Dewastacja pałacu w Mielnie? Starostwo milczy, świadkowie mówią


Miało być tak pięknie – wspominać mogą ci, którzy żyli nadzieją, że pod opieką najemcy pałac w Mielnie odzyska blask i stanie się miejscem, do którego będą przybywać spragnieni spokoju, ale także miłośnicy kuchni czy sportu. Plany były wielkie, w końcu to urokliwie położony nad jeziorem wspaniały pałac, w dodatku obok budowanego węzła drogi S5. Przepis na sukces? Nic bardziej mylnego. Najemcy nie ma, a stan pałacu pogorszył się.
Jest lipiec 2011 roku. W siedzibie Starostwa Powiatowego radość. Znalazł się chętny najemca, który chce przejąć zespół pałacowy w Mielnie i przywrócić mu świetność. Plany są obiecujące. Po kilku latach stagnacji, od czasu rozwiązania Państwowego Domu Wczasów Dziecięcych, czyli od 2008 roku pałac nie miał szczęścia, a właściwie jego właściciel, czyli Starostwo Powiatowe. Pałac próbowano sprzedać, jednak kolejne licytacje nie przynosiły zamierzonego skutku. Z początkowych 4,6 mln złotych cena spadła w końcu do 1,7 mln zł. Chętnych brak. Zła passa zabytkowego obiektu trwa do dziś. We wspomnianym 2011 roku na 15 lat dzierżawi obiekt przedsiębiorca zarządzający podobnymi obiektami w Sypniewie i we Wrzosach. W umowie jest zapis, że najemca zainwestuje w obiekt 2 mln złotych – cieszył się ówczesny starostwa Dariusz Pilak. Pałac wraz z przylegającym parkiem i zabudowaniami miał zawierać funkcje turystyczno-gastronomiczne, oświatowe i sportowe. Dziś, po prawie 6 latach z tych planów nie ma nic. Nie ma najemcy i nie ma części wyposażenia.
Spotykam się z mieszkańcami okolicy pałacu, którzy opowiadają, że nowy najemca miał być zbawieniem. I początkowo taki był. Zlecał mieszkańcom regionu znanego z wysokiego bezrobocia drobne prace porządkowe. Do dziś jak mówią, nierozliczone. Pewnego dnia zniknął. – Miał zrobić dach – zaznajamia mnie z tematem jeden z mieszkańców wsi. – Dziury obecnie są kolosalne, wszystko leci – nie kryje oburzenia. – Odmalował sale lekcyjne w części dobudowanej do pałacu w latach 70. i wyremontował klatkę schodową – mówi mieszkaniec. Dalej, jak zaznaczają także inni świadkowie, remonty to były tylko pozory. W jednej z oficyn zamiast wymienić instalację elektryczną, zrobiono prowizorkę. – Na pokaz. Instalacja w ścianach jest aluminiowa, a końcówki wyciągnięte miedziane. By wyglądało, że wymieniane – mówi mieszkaniec wsi i dodaje: – Wody nie ma w obiekcie, jak i prądu. Nastąpiła kolosalna dewastacja – podkreśla.
Jak wynika z rozmów w mieszkańcami wsi teren do tej chwili jest dewastowany i szabrowany. Wokół pałacu znajdują się zabudowania gospodarcze, pomocnicze, ale często w stanie ruiny. Jak wymieniają mieszkańcy, zniknęła hydrofornia zasilająca zespół pałacowy w wodę z jeziora, część opierzeń obiektów. Niedawno ktoś próbował wywieźć stary sejf znajdujący się w oficynie, ale spłoszony porzucił go. Zabezpieczyli go mieszkańcy, ale jak mówią, nikt się po niego nie zgłasza. Także ciekawa figura Atlasa stojąca za dawnym tarasem pałacu niedługo być może zupełnie pęknie. Postać herosa dźwigającego na barkach sklepienie niebieskie ma inskrypcję z datą 1795. Niestety, wieloletnie zaniedbania uczyniły z figury kreaturę dawnej rzeźby, tytan dźwiga kulę bez użycia rąk. Te odłamane gdzieś się zapodziały. Jak mówią mieszkańcy, kiedyś obiekt miał ochraniarza przebywającego w pomieszczeniu pałacu, obecnie są czujki ruchu, które wzywają agencję ochrony z Gniezna, jednak zanim agenci dojadą do Mielna, szabrownicy bez trudu znikną w pobliskich lasach.
– Przez ostatnie lata prace remontowe to była tylko pokazówka, że niby coś się dzieje – mówią mieszkańcy. – Kiedy najemca czuł, że umowa najmu zostanie z nim rozwiązana z jego winy, zaczął demontować wyposażenie pałacu. Bardzo dobrej dębowej boazerii zerwano z 7 kubików. Była układana w garażach, a następnie wywieziona przyczepkami – pokazuje w telefonie zdjęcia momentu załadunku drewna jeden z mieszkańców. – Stare, żeliwne grzejniki to nie wiem, czy pan gdzieś w pałacu znajdzie, też wywiezione. Były wyrzucane przez okna, podobnie sanitariaty – dodaje. Wywiezienia, jak mówią świadkowie, uniknęły dwa kominki, w tym jeden z białego marmuru
Trzy dni miała trwać według świadków wywózka elementów wyposażenia pałacu. Zaniepokojeni pośpiechem z jakim cała operacja była przeprowadzana, dawny pracownik obiektu zawiadomił starostwo. Urzędnicy mogli już tylko zamknąć porzucony przez najemcę obiekt. Oficjalnie starostwo rozwiązało umowę z dzierżawcą 12 października 2016 roku. Próbowaliśmy uzyskać informację ze starostwa, czy w chwili opuszczania obiektu przez dawnego inwestora przygotowano protokoły zdawczo-odbiorcze i czy wykazano w nich jakiekolwiek straty w majątku. Niestety, w tej sprawie od 19 grudnia 2016 roku, mimo kolejnych przypomnień nie uzyskaliśmy odpowiedzi. Osobiście zapytany o postęp, w odpowiedzi na to i kolejne pytania dotyczące pałacu Marcin Makohoński, dyrektor wydziału Kultury, Sportu, Turystyki i Promocji starostwa, nie krył zaskoczenia informacjami o zgłaszanej przez mieszkańców dewastacji. „Przemiany” miały w ciągu 2 godzin dostać wyjaśnienie wszelkich wątpliwości, jednak do dziś starostwo milczy.
Obecnie w pałacu i przyległym terenie nie ma prądu i bieżącej wody. Czujniki ruchu i alarm zamontowane w pałacu podłączone są do akumulatora. W jednej z oficyn w kompleksie pałacowym cały czas mieszkają ludzie, bez dostępu do wody i prądu, które zostać miały odcięte jeszcze za urzędowania w pałacu poprzedniego dzierżawcy. W tej sprawie również starostwo nie odpowiedziało. Zabytkowy park pod upływem lat i braku pielęgnacji również ulega degradacji. Zaczynają przewracać się ponad stuletnie drzewa. Jak mówi dawny pracownik Domu Wczasów Dziecięcych, który niedawno odwiedził obiekt: – Serce płacze, jak można było doprowadzić ten zabytek do takiego stanu. Sami nie potrafimy się gospodarzyć na własnym i to jest przerażające. Do tematu wrócimy.
ALEKSANDER KARWOWSKI