Do Lulkowa szukać odpowiedzi. Września tropi, skąd tak wysokie opłaty za śmieci

Burmistrz Wrześni wraz z urzędnikami przekonał radnych, że konieczna jest drastyczna podwyżka cen za odbiór śmieci aż o 70%. Od maja mieszkańcy płacą już nowe stawki, jednak radni postanowili pojechać do Zakładu Zagospodarowania Odpadów w Lulkowie, by na własne oczy zobaczyć, co wpływa na to, że opłaty rosną i rosnąć będą. To była chyba dobra lekcja, bowiem nastroje podejrzliwości wobec spółki Urbis wśród radnych były po wszystkim bardziej stonowane niż np. na poprzednich komisjach Rady Miejskiej i „śmieciowy” problem, który stoi przed ich samorządem i Polską – stał im się bliższy.
Trzy składowe wymienia burmistrz Wrześni, które złożyły się na potrzebę podniesienia cen za odbiór śmieci od mieszkańców miasta i gminy. Wymienił tu wprowadzenie nowego strumienia odpadów, tzw. BIO; zwiększenie tzw. opłaty marszałkowskiej oraz wzrost cen za tonę odpadów zmieszanych, które spółka Urbis kasuje „na bramie” zakładu w Lulkowie. W ocenie magistratu, ta ostatnia podwyżka nie jest uzasadniona w proponowanej przez Urbis kwocie i podejrzewa komunalną spółkę z Gniezna o wykorzystywanie pozycji monopolistycznej. Września bowiem odpady musi wozić właśnie do ZZO w Lulkowie. W związku z tym wrzesińscy urzędnicy skierowali sprawę do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, a radnych miejskich poprosili o podwyżkę cen za odbiór śmieci. Jak alarmuje burmistrz – w budżecie Wrześni rośnie dziura, bowiem miasto więcej płaci Urbisowi za śmieci niż zbiera za nie od mieszkańców, a bilans ten powinien się równoważyć. Radni przyjęli argumentację burmistrza, który szczególną uwagę zwracał na wzrost kosztów wyliczanych przez Urbis i ceny podwyższyli, jednak postanowili osobiście udać się do Zakładu Zagospodarowania Odpadów w Lulkowie i poznać, jak działa cały system. Nikt już nie ukrywał, że od wielu miesięcy na linii Września – Gniezno i Urbis (spółka komunalna miasta Gniezna), istnieje spory konflikt.
Nie Urbis zły, a cały system „śmieciowy” w Polsce
Wyjazdowe posiedzenie Komisji Komunalno-Finansowej Rady Miejskiej Wrześni w Lulkowie odbyło się 15 maja. Zaczęło się ono od wycieczki po zakładzie, który powstał w wyniku porozumienia wszystkich gmin powiatów – gnieźnieńskiego i wrzesińskiego, w roku 2015. Prawie 47 mln zł do budowy wartego ponad 81 mln zł Zakładu Zagospodarowania Odpadów w Lulkowie, dołożyła Unia Europejska. Radni z uwagą przysłuchiwali się i doglądali całego procesu gospodarowania odpadami, które zjeżdżają z dwóch powiatów właśnie do Lulkowa. Na bieżąco wszelkie pytania i wątpliwości wyjaśniali pracownicy Urbis z prezesem spółki, Edmundem Młodzikowskim na czele. Wyraźnie zainteresowani tematem radni nie kryli dużego wrażenia, jakie na obecnych zrobiła cała instalacja, którą zobaczyli. Po wycieczce radni w biurze spółki dokończyli posiedzenie komisji, które nie przyjęło jednak formy głębszej dyskusji, tylko skupiło się na zadawaniu pytań prezesowi Młodzikowskiemu.
Ten przyznał, że nieporozumienia z Wrześnią są pewnym zgrzytem we wzajemnych relacjach dwóch podmiotów, które tak naprawdę są na siebie jeszcze przez kilka lat skazane. – Byliśmy tutaj „na ssaniu”, bo bardzo nam brakuje relacji z Wrześnią i to na najwyższym poziomie, jak i na poziomie radnych – stwierdził na początku Edmund Młodzikowski. – Nasze oczekiwanie wynika z faktu, że jeśli wspólnie nie zbudujemy perspektywy strategicznej dla gospodarowania odpadami naszych dwóch powiatów, to w perspektywie kilku lat zapłacą za to nasi mieszkańcy więcej niż powinni zapłacić – przyznał prezes Urbis. W dalszej wypowiedzi E. Młodzikowski opowiedział o perspektywach gospodarowania śmieciami w Polsce, które nie są optymistyczne. Prezes ostrzegł, że kolejne zmiany, które łączą się także z wyborami parlamentarnymi i karuzelą legislacyjną, które one oznaczają – mogą przynieść niekorzystne decyzje i kolejne zrzucanie na samorządy trudne i kosztowne gospodarowanie odpadami. Jak przyznaje prezes spółki – moce przerobowe Lulkowa już są prawie wyczerpane (choć po pewnych zmianach są możliwe do zwiększenia), a oczekiwania Unii Europejskiej mówią o tym, że w 2020 roku musimy osiągnąć recykling odpadów komunalnych na poziomie 50 procent. Dziś w Lulkowie to ledwie 10 procent. Oznacza to widmo dużych kar za niespełnianie unijnych norm. Śmieci spływające do Lulkowa coraz trudniej także sprzedać na rynku.
– Nie winię tutaj tylko mieszkańców, ale i politykę. Mogę sobie na to pozwolić, bo kończę karierę (E. Młodzikowski odchodzi na emeryturę – przyp. red.). Państwo polskie zrzuciło obowiązek problemu gospodarowania odpadami na gminy i ograniczyło się tylko do konstruowania przepisów prawnych niekoniecznie logicznych i racjonalnych – tłumaczył radnym. – Zrzuca się to na gminę, a nie zajmuje tym co jest najważniejsze, jak edukacja i budowanie trwałej infrastruktury dla selektywnej zbiórki. Niedawno wprowadzono nowe strumienie zbiórki odpadów, czym nas zirytowali. Jaki ma sens ingerencja w strumień żółty i rozdzielanie tego na dodatkowe frakcje. Poza wzrostem kosztów nic to nie daje, bo tutaj mamy instalację, która sama może to rozdzielić jak sobie zażyczymy – nie kryje zdziwienia. Jak dodaje prezes Urbis, założenia systemu były takie, by z roku na rok do Lulkowa więcej śmieci przyjeżdżało posegregowanych. Na początku tak było. – Ale potem przyszedł czas, że nagle to runęło. Nie mamy wzrostu poziomu odzysku z „opakowaniówki”, a jest to określone ustawowo. My się od tego celu oddalamy zamiast przybliżać. To wpływa na wysokości opłat „na bramie” i decyzje cenowe, które będą musiały być podejmowane w przyszłości. Cudów nie ma – zauważa.
Wracając do skargi Wrześni na Urbis do UOKiK, prezes spółki przyznał, że przez rok przygotowywano dane i zestawienia, a postępowania urzędu nie ma. – A oddaliliśmy się od siebie. Od partnerstwa – zauważa. Radni po wysłuchaniu E. Młodzikowskiego, z pewnością poszerzyli swoją wiedzę o działalności ZZL w Lulkowie, zapewnili też, że zwrócą się do burmistrza Wrześni o wszystkie wyliczenia, jakie ten dostał od spółki Urbis w związku ze skargą urzędu do UOKiK. Na koniec spotkania prezes spółki zaapelował do radnych z Wrześni, by ci działali o zmniejszenie ilości śmieci zmieszanych, w celu zupełnego jego wyeliminowania, a opłaty mają być wtedy niższe. Raczej nikt z zebranych nie ukrywał, że w Polsce nakręciło się „śmieciowe” błędne koło, którego napęd jest w ławach rządowych i ministerstwach. Pytanie, kto zatrzyma ten ślepy bieg, który prowadzi polskie samorządy do wielkich kar. Radni poinformowali, że na kolejnym posiedzeniu komisji przedyskutują jeszcze raz to wszystko, co zobaczyli i o czym dowiedzieli się w Lulkowie. ALEKSANDER KARWOWSKI