Drzewo rośnie razem ze mną…

Z Władysławem Kortusem umówiłem się 31 sierpnia przy wierzbie znajdującej się na dziedzińcu przy blokach u zbiegu ulic Roosevelta, Paczkowskiego i Barciszewskiego. To drzewo ma 60 lat. Jego historię przybliżył osobiście 67-letni pan Władysław.
Był rok 1957, dokładnie 1 września, kiedy jako najstarszy wnuk państwa Paluszkiewiczów – Michała i Stanisławy (z rodu Gramzińskich – przyp. red.) poszedłem do pierwszej klasy szkoły podstawowej. Właśnie tego dnia moi dziadkowie zasadzili na pamiątkę wspomniane drzewo. Pamiętam to i już jako mieszkaniec innej części Gniezna, przychodzę tu co roku właśnie 1 września. Drzewo pielęgnowałem przez wiele lat, gdy mieszkałem w kamienicy przy ulicy Roosevelta 51. Drzewo w pewnym momencie trzeba było uformować, bo w jego bliskości był mur. Do dzisiaj pozostał ślad na krzywo rosnącej wierzbie. Kamienica, ogród i plac należały najpierw do mojego pradziadka Kazimierza Gramzińskiego. Później spadkobierczynią została moja babcia Stanisława. Plac najpierw wydzierżawił od niej Ośrodek Transportu Leśnego, a za jakiś czas – w latach 70. cały teren łącznie z kamienicą wykupiła Spółdzielnia Mieszkaniowa, by wybudować tu blok mieszkalny. Z zaciekawieniem obserwowałem rozbiórkę kamienicy, jak również nową budowę. Ciekawy byłem, czy moje drzewo pozostanie. Inwestor wziął pod uwagę tę piękną wierzbę i zostawił ją na swoim miejscu. Odwiedzam to miejsce, gdzie się urodziłem i wychowałem. Nawet niedawna nawałnica nie wyrządziła tej wierzbie szkód. To drzewo rośnie razem ze mną, mimo iż mam o 7 lat więcej. Wierzba stoi już 60 lat i oby jak najdłużej. Jestem wdzięczny mieszkańcom pobliskich bloków za opiekę nad „moją” wierzbą – wspomina Władysław Kortus. Gnieźnianin nie tylko lubi wracać pamięcią do tej niedawnej przeszłości. Pokazał również fotografie swoich przodków z okresu 20-lecia międzywojennego, pikniki w Przybrodzinie i Skorzęcinie. Kto wie, może za jakiś czas znowu się spotkamy, by przybliżyć historyczne ciekawostki z tej części Gniezna. JAROSŁAW WALERCZAK