Shadow

Dwa hektary niezgody. Stop blokom, chcemy parku – apelują mieszkańcy

„Nie pozwólcie nam się zadusić” – apelowali mieszkańcy z ulicy Konopnickiej w Gnieźnie do urzędników. Protestują oni przeciwko pomysłowi miasta, które planuje w miejscu dawnego kompleksu sportowego Stelli, wybudować kolejne budynki wielorodzinne. Dyskusja nad planem, który to zamierzenie by umożliwiał, wywołała poruszenie i wydatnie pokazała, z jakimi bolączkami mierzą się mieszkańcy sąsiednich, niedawno wybudowanych bloków. Urzędnicy tłumaczą, że teren trzeba zagospodarować, bo przez 20 lat mieszkańcy go zaniedbali, a ci apelują o park lub odłożenie decyzji o przyszłości terenu na później.
Na końcu ulicy Konopnickiej w Gnieźnie znajduje się zdewastowany obszar, który jeszcze od czasów przedwojennych zagospodarowany był przez Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół”, a następnie przez klub sportowy Stella. Były tam boiska oraz sala sportowa. Od lat jednak niedoinwestowany teren niszczał, a klub ostatecznie opuścił salę i wyprowadził się z kompleksu. Zapomniany obszar miasta, leżący trochę na uboczu, stał się pożywką amatorów mocniejszych trunków idewastatorów. Pozostawiona sama sobie sala sportowa była podpalana i niszczona. Miasto nie mając najwyraźniej pomysłu na ten teren, postanowiło 1,9 ha dawnego kompleksu sprzedać pod budownictwo mieszkaniowe wielorodzinne. Pierwsze decyzje mówiące o tym, że nie będzie już w tym miejscu sportu i rekreacji, podjęli radni w 2010 roku. Rozpoczęcie prac nad miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego było już efektem decyzji radnych w 2015 r. Wtedy ruszyła cała procedura planistyczna, której efektem jest obecny projekt planu.
Dziewiątego lipca w Urzędzie Miejskim w Gnieźnie odbyła się dyskusja publiczna o założeniach planu, która przyciągnęła dużą liczbę osób bezpośrednio zainteresowanych tym, co w miejscu boisk powstanie. Co zatem zakłada plan w miejscu boisk i sali? Na tym terenie będą mogły powstać budynki wielorodzinne do wysokości 5 pięter, z usługami w parterze. Na jedno mieszkanie ma przypadać 1,5 miejsca parkingowego. Przybyli na spotkanie z urzędnikami mieszkańcy, to przede wszystkim właściciele lokali w wybudowanych w bezpośrednim sąsiedztwie bloków, którzy obawiają się kolejnych inwestycji w tym rejonie i zabudowy klina zieleni, którym są obecnie boiska. Jak mówili z niepokojem, już duszą się w ciasnym osiedlu, mają problemy z parkowaniem oraz kanalizacją i wodą, których nie zapewnił im w pełnym zakresie deweloper. Zauważali także, że tereny między blokami są zabetonowane, brak jest także obiecanych placów zabaw. Sąsiednie tereny boisk to dla nich przestrzeń oddechu, rekreacji i wypoczynku. Gdy powstaną kolejne bloki na tym terenie, ludzie w tym klinie bez wyjazdu z drugiej strony i bez zieleni – po prostu się „zaduszą”, a ulica Konopnickiej i przyległe drogi będą pełne samochodów.
Emocjonujące głosy mieszkańców istniejącego już osiedla wynikają z ich własnego położenia. Zarzucali deweloperowi oszukiwanie ich i ukrywanie przez niego faktów. Padały tu przykłady braku w pełni sprawnej kanalizacji czy zaporowych cen na miejsca parkingowe pod ziemią, przez co muszą parkować samochody m.in. na wspomnianych boiskach.
*Mieszkańcy zamiast bloków chcą park*
– Czy nie jest za wcześnie na wyłożenie tego planu? – pytał urzędników radny Tomasz Dzionek. Stwierdził on, że sieć kanalizacyjna do istniejących już bloków ma być wybudowana przez wodociągi za rok. Problem jest też z samą ulicą. Powstanie bloków pozbawi również okolicznych mieszkańców zieleni. – Wiemy jak buduje deweloper. Zieleni tam praktycznie nie będzie. Czy to nie jest zły czas i nie lepiej poczekać z tym do uregulowania problemów mieszkańców sąsiednich bloków? – wyrażał wątpliwość radny. Krzysztof Gała, kierownik Referatu Urbanistyki odparł, że dopóki nie pojawi się szansa zagospodarowania tego terenu, ulicy Konopnickiej nikt nie wybuduje, podobnie jak łącznika jej do ulicy Witkowskiej. – Obiecywano nam piękne mieszkania. Mamy XXI wiek, średnio raz na miesiąc mamy odłączenia wody. Co będzie jak przyłączą kolejne budynki? – pytała jedna z mieszkanek nowych bloków. W jej ocenie teren boisk nabędzie ten sam deweloper i problemy jakie mieli oni, znów się pojawią. – Miasto teren sprzeda i zostawi nas z problemami – dodała.
Dyskusja zaczęła schodzić na problemy, z jakimi borykają się mieszkańcy istniejących już bloków przy ul. Konopnickiej, które mają wynikać z zaniedbań dewelopera. Wracając do założeń samego planu, pytali urzędników, czy nie można zamiast bloków na przedmiotowej działce, choć w części zaprojektować park lub boiska. – To jedyny obszar w tej części miasta, który może zostać przeznaczony na tereny rekreacyjne. Kolejna zabudowa rodzinna sprawi, że będzie to koniec tej dzielnicy. Inne dzielnice mają parki, zieleń. My nie mamy nic – dodała inna mieszkanka sąsiednich bloków. Zebrani stanęli w obronie boisk i zieleni. – Tam są dwie działki. Jedną sprzedać pod bloki, a drugą zostawić na rekreację. Potrzebujemy oddechu – rzekł ktoś inny z sali. Mieszkańcy apelowali o odbudowanie tego, co tam zawsze było. – Było, ale się nie sprawdziło. Zostało zdewastowane przez mieszkańców – zauważył K. Gała. – Bo miasto się nie interesowało tym miejscem – odpowiedział ktoś z sali. – To teren miasta i ono nim zarządza. Miasto nie miało pomysłu na tę działkę – dodał T. Dzionek.
Urzędnicy słusznie zauważyli, że pomysł na budowę bloków w tym miejscu pojawił się w 2010 roku, jednak w międzyczasie powstało tuż obok duże osiedle z kilkuset mieszkańcami. Sytuacja się zatem diametralnie zmieniła. Zebrani zauważyli, że jeśli nawet miasto nie zrobi w tym miejscu parku, to lepiej by pozostało wszystko tak jak jest, byle bez bloków. – Schowanie tego projektu planu do szuflady, nic nie zmieni. Nie zmieni nastawienia problematycznego dla was dewelopera, albo z jego punktu widzenia problematycznych dla niego mieszkańców. Prezydent został zobligowany do zrobienia tego planu i wszystkie czynności są wykonywane – wyjaśnia Krzysztof Gała. Z sali padły głosy, że teraz tego terenu nikt nie będzie dewastował, bo przez nowe osiedle, które powstało – pojawili się tutaj mieszkańcy z dziećmi. – W 2010 r. miasto miało inne potrzeby. Ale teraz mieszkają tutaj ludzie, którzy mają też swoje potrzeby. Wszystko się zmieniło – zauważyła jedna z mieszkanek. – Kupując mieszkania i wiążąc się kredytem niekiedy na 40 lat, nie sprawdzaliście państwo w jakim otoczeniu będziecie mieszkać? – dziwili się urzędnicy. – Tam „penerstwo” zaczęło się pojawiać, jak miasto zaprzestało utrzymywać ten teren. Wcześniej był porządek. Uprawiano tam sport – bronił woli mieszkańców jeden z nich, który mieszka przy tej ulicy od kilkudziesięciu lat. – Jeżeli ktoś kiedyś podjął decyzję o likwidacji tego miejsca, to znaczy, że umarło ono śmiercią naturalną – odparł K. Gała.
Mieszkańcy wielokrotnie apelowali o przywrócenie życia w to miejsce i zagospodarowanie dla wszystkich mieszkańców południa miasta. Jak zauważyli, to ostatnia enklawa należąca do miasta, która mogłaby być parkiem i zintegrować ludzi z wielu ulic. Po prawie dwóch godzinach emocjonujących dyskusji, mieszkańcy okolicy wychodzili ze spotkania wyraźnie rozczarowani. Jak mówili, z usilną wolą miasta, by postawić tam bloki – nie wygrają. Ostatecznie decyzję, czy plan zostanie w tym kształcie przyjęty, podejmą radni. Prawdopodobnie będzie to miało miejsce wczesną jesienią. ALEKSANDER KARWOWSKI