Shadow

Dynia z Wełnicy rośnie na rekord. Cel? Nawet 900 kg!

„Pije” 600 litrów wody na dobę, rozłożyła się na powierzchni 50 m kw., jej „matka” pochodzi z Kanady i wszystko wskazuje na to, że wagą zbliży się do jednej tony.
Ryszard Powaga ze wsi Wełnica pod Gnieznem, swoją nową pasję odkrył kilka lat temu z zupełnej ciekawości. Podczas przeglądania internetu natrafił na gigantyczne warzywa, owoce i grzyby. Jak się okazało, takie okazy można hodować samemu, a miłośnicy takiej uprawy to cała międzynarodowa społeczność, która wymienia się doświadczeniami, doskonali swój rolniczy warsztat, a ze swoimi okazami jeżdżą po świecie zdobywając nagrody na konkursach. W ubiegłym roku (relacjonowaliśmy ten wyczyn na łamach „Przemian”), hodowca (jako nowicjusz w stawce) zajął III miejsce w certyfikowanych mistrzostwach Polski w Krapkowicach. Dynia przez niego starannie hodowana na żyznej wełnickiej ziemi, urosła do wagi 559,5 kg! To zwróciło uwagę na jego osobę i metody przez niego stosowane hodowlanych pasjonatów z całego kraju, a samego Ryszarda Powagę utwierdziło w przekonaniu, że warto się rozwijać w tej „branży”. Półtonowy wynik był na tyle zachęcający, że na rok 2020 sprowadził z Kanady nasiono wielkości ok. 3 cm, które pokazywał mi przy okazji mojej wizyty w jego gospodarstwie zimą ubiegłego roku. Przypuszczać wtedy nie mogłem, że na początku lipca tego roku, z tej niepozornej pestki wyrośnie dynia o przybliżonej wadze już 150 kg!
Samo warzywo wygląda – w specjalnie dla niego zbudowanej konstrukcji z folii (przypominającej szklarnię) – jak „pępek świata”. Leży spokojnie podsypane żwirem na macie, otoczone „lektyką” białego płótna, które okrywa też jego grubą skórę. – Chronię ją od mocnego lipcowego słońca – tłumaczy ten niecodzienny widok gospodarz. Jak zauważa, dynia rośnie z dnia na dzień, niemal na oczach człowieka. W dniu, kiedy odwiedziłem gospodarstwo (10 lipca), dobowy przyrost masy wynosił 12-13 kg i wzrastał z każdym tygodniem. Docelowo wynieść powinien do 25 kg. Taka masa nie byłby możliwa bez wody, wszak dynia aż w 90% składa się z tego cennego daru natury. Tutaj pragnienia warzywu odmówić nie można. „Pije” ono jej aż 600 litrów na dobę! – Ale nie tylko samo warzywo – uściśla Powaga. – Przecież ona ma na łodygach masę zielonych liści – wskazuje na lasek schowany za dynią, który kształtem przypomina pole wielkiego kapuścianego bluszczu. Zajmuje on obszar 50 m kw. i też mieści się cały pod folią. Liście poprzez łodygi są swoistymi pompami dla samego owocu. Dostarczają mu wodę i składniki odżywcze z nawozu, który jest specjalnością hodowcy i specjalnie przez niego szykowany. Jego skład, to jednak tajemnica znana tylko jemu samemu. Beczka tego miksu minerałów jest dostarczana dyni co 2 dni.
Dynia ma podbić Europę
Obserwując jeszcze kremową w swej barwie dynię, staram się odgadnąć, jak będzie wyglądać we wrześniu, kiedy osiągnie docelowe wymiary. – Idę na rekord! – ożywia się i uśmiecha gospodarz. Rekord w tym przypadku to już poważne liczby, choć asekuracyjnie Ryszard Powaga podkreśla, że wystarczy pobicie swojego ubiegłorocznego wyniku o kilogram. Ale po chwili dopowiada, że myśli nawet o 900 kg. – Wtedy jadę z nią na Mistrzostwa Europy do Niemiec. Z takim wynikiem można się bić o trzecie miejsce – mówi hodowca. Dwa lata temu na tej imprezie do stanięcia na podium wystarczyła masa warzywa wynoszące 840 kg. Sukces jest więc na wyciągnięcie ręki i dopieszczenie samej dyni, bo jej początki są bardzo obiecujące. – Kiedy inni w Polsce zapylali swoje na 3. metrze, to ja już zapylałem na 7. – zauważa. Cała operacja „dynia” rozpoczęła się w marcu. Wtedy z doniczki przeniosła się na pole, gdzie dogrzewana zaczynała się „rozpychać” w foliowym tunelu. Dziś przyrosty dobowe są tak duże i zauważalne, że – jak wyjaśnia gospodarz – kiedy trzy dni się dyni nie widzi, to potem trudno uwierzyć, że to jest to samo warzywo.
Jednak samo karmienie warzywa to nie wszystko, co potrzebne do finałowego sukcesu. Szybki przyrost masy powoduje naprężenia, które mogą uszkodzić dynię i zniweczyć cały trud jej hodowli. – Trzeba kontrolować pęd i gdy naprężenie jest za duże, trzeba go podciąć – wyjaśnia R. Powaga. Kres życia takiej dyni nie jest bynajmniej kulinarny. Jeśli uzyska oczekiwany wynik wielkościowy, staje się ona dawcą życia dla kolejnych gigantów w rodzinie. Nasiono odsprzedane wędruje do innego hodowcy, który już swoimi metodami stara się nawiązać do wagi „dyni-matki”. – Proszę przyjechać za 3 tygodnie. Waga dyni dojdzie już do 300 kg – śmieje się hodowca zapraszając mnie do ponownych odwiedzin. ALEKSANDER KARWOWSKI