Shadow

Gdy artysta składa hołd artyście


To z pewnością ważne wydarzenie w kulturalnym kalendarzu miasta. Rzadko bowiem się zdarza, by do Gniezna zawitała wystawa prac tak uznanego artysty jak prof. Dźwigaj, a traktuje ona o wybitnym twórcy Romanie Maciejewskim, kompozytorze monumentalnego dzieła „Requiem”. To finał długich zabiegów, by ściągnąć wystawę do Gniezna. Udało się i już można mówić ostrożnie o sukcesie.
Szóstego kwietnia miało miejsce wydarzenie, które staje się swoistym preludium uroczystych obchodów 600-lecia ustanowienia w Gnieźnie siedziby prymasowskiej. Stąd zaproszenie na uroczysty wernisaż prymasa Polski abp Wojciecha Polaka i prymasa seniora abp Józefa Kowalczyka. W towarzystwie prezydenta Gniezna Tomasza Budasza, dyrektora MOK Dariusza Pilaka oraz autora prac prof. Czesława Dźwigaja otwarta została wystawa, której wymiar jest dość uniwersalny. Za pomocą grafik, rzeźb i obrazów, z monumentalnym „Requiem – Missa pro defunctis” (msza za zmarłych) jako końcu wędrówki. Samo założenie wystawy jest dość innowacyjne, niespotykane i z pozoru skomplikowane. Widza może na samym początku przerazić mnogość środków wyrazu, ale sam autor wystawy daje wskazówki jak ją zwiedzać. Trzeba na samym początku poinformować, że prace prof. Dźwigaja, autora ponad stu pomników, krakowskiego rzeźbiarza, ale także poety i malarza, są ukłonem w stronę twórczości innego, wybitnego artysty – Romana Maciejewskiego, polskiego emigranta, wybitnego kompozytora, ucznia Karola Szymanowskiego. Nieznany w Polsce, ale uznawany za granicą. Osią wystawy jest dzieło życia kompozytora „Requiem” – utwór żałobny, poświęcony ofiarom wojen, a zaczęty po doświadczeniu przez autora II wojny światowej. Ten moment był przełomem. Wszystkie dotychczasowe sukcesy Maciejewskiego straciły dla niego wartość. Od tej pory poświęcił 20 lat życia, by za pomocą jednego utworu, dzielonego na części oddać hołd ofiarom światowych zbrodni. Można tutaj odnieść się do obrazu Picassa „Guernica” – symbolu ludzkiego okrucieństwa. Maciejewski stworzył w swojej wymowie podobne dzieło, lecz maluje je nie pędzlami, a nutami. Tutaj splątują się artystyczne dusze Maciejewskiego i Dźwigaja.
Pomnik dla „Requiem” to za mało
Zadzwonił do mnie brat Romana Maciejewskiego i zamówił u mnie pomnik w Lesznie mówiący o „Requiem”. Zacząłem nad nim pracować, projekty były zaawansowane, władze miasta zatwierdziły ostateczny projekt, ale dla mnie coś było nie tak – mówi prof. Dźwigaj. – Powiedziałem, że nie będziemy realizować tego pomnika. To moja artystyczna porażka. Nie jestem w stanie wyrazić w jednej rzeźbie tego, co to Requiem niesie. Do tego czasu nie znałem twórczości Maciejewskiego, ale gdy posłuchałem tego dzieła, przejrzałem partyturę, to postanowiłem oddać jego ducha – podkreśla. Wystawa składa się z 30 obrazów, gdzie każdy z nich wizualizuje kolejny fragment muzycznego dzieła. Widz przechodząc przez kolejne „stacje” złożone z obrazów zakłada słuchawki i ma szansę połączyć wizję artystyczną Czesława Dźwigaja z fragmentem muzycznym, do którego powstał obraz. Jeśli widz, cierpliwie wysłucha poszczególnych fragmentów po kolei (trwa to łącznie 2 godziny), przechodzi do sceny finałowej, ogromnego obrazu będącego zwieńczeniem utworu. To moment przejścia, zbawienia, złączenia się z poświatą ujętą w symboliczne drzwi, ale stworzone z lekkich tkanin. – Roman Maciejewski w swoim Requiem zawarł wielki znak zapytania o to, co jest przeszłością, ale także, czy to co przeżyliśmy pozwala nam spokojnie żyć przyszłością. Każde requiem zawiera nadzieję na przyszłość – zauważa abp Polak. – To wszystko obudował prof. Dźwigaj pokazując, że to co zawarte jest w dźwiękach można sobie wyobrazić przez słowo, postacie, rzeźbę. To jest związane z przesłaniem głęboko chrześcijańskim, ale najpierw trzeba w tym zobaczyć przesłanie głęboko ludzkie, ducha który wyrywa się ku temu co wieczne i nieskończone – mówi bardzo mocno zainteresowany wystawą prymas.
Poznać go i docenić, choć od sławy uciekał
Wyraźnie daje się odczuć estymę, a nawet zauroczenie do wielkiego muzycznego dzieła przez wybitnego przecież artystę rzeźbiarza, który o Maciejewskim mówi z dużą powagą i szacunkiem, odsuwając swoją twórczość jakby na dalszy plan. Mocne zaangażowanie artysty w ten projekt, który być może jest jednym z najważniejszych w jego życiu, brzmi autentycznie. Słuchając wypowiedzi prof. Dźwigaja nie trudno odnieść wrażenie, że postać kompozytora staje się dla niego jedną z najważniejszych postaci artystycznego żywota. Wielki artysta truchleje przed innym wielkim artystą i swoim talentem i wieloletnią pracą oddaje mu cześć. – Postać Maciejewskiego była celowo w Polsce zacierana, były to przecież lata 60, a on sukcesy odnosił za granicą. Trochę sam jest sobie winny, bo czytając jego biografię widać wyraźnie, że on uciekał przed sławą, zrobił coś i uciekał. Potrzeba dla jego twórczości czasu, choć np. współpracował z Ingmarem Bergmanem, to wielka rzecz – mówi z satysfakcją artysta. – Ta wystawa krąży po Polsce, by poznać tę twórczość. Losy sztuki i twórczości są niezbadane, zapadają w zapomnienie, a Maciejewski to jest taka dziwna postać, nietrafiona w czasie. Był inny, odrębny i przez to nie przystawał do mody. Stworzyłem mu taki wędrujący pomnik – i spogląda na liczne obrazy mistrz rzeźby i malunku. Wystawę warto zwiedzać bez zgiełku, stąd uroczysty wernisaż nie pozwalał na zatopienie się w twórczości dwóch artystów na poziomie do tego wymaganym. Jednak odwiedzając wystawę, która w MOK będzie gościć do 7 maja, warto poświęcić jej więcej czasu. Szczególne wrażenie robią graficzne szkice, kojarzące się z twórczością Beksińskiego.
– Z całym zespołem w MOK doszliśmy do wniosku, że to będzie godny prezent na rok 600-lecia urzędu prymasów i wystawę dedykujemy Prymasowi Polakowi, w przededniu ogłoszenia oficjalnych uroczystości. Gniezno jest miastem prymasowskim i wystawa oddaje bardzo dobrze ducha w różnych przestrzeniach i we wrażliwości ludzkiej – mówi Dariusz Pilak, dyrektor MOK. Wykonanie „Requiem” Maciejewskiego przez orkiestrę to wydarzenie kosztowne i skomplikowane logistycznie, to 100 muzyków, 200 chórzystów, 4 solistów i minimum 2,5 godziny muzyki. Rzadkie słuchanie tego tworu na żywo czyni z niego wydarzenie bardzo atrakcyjne. Zanim dostąpimy takiej szansy warto dać się wciągnąć w obrazy Dźwigaja i znaleźć dla siebie coś z muzyki Maciejewskiego. Szczególnie, że artystycznie ta sztuka jest daleko od dewocyjności.
ALEKSANDER KARWOWSKI