Shadow

„Glosy” – gorzki smak gnieźnieńskiej niepamięci. Dawid Jung o swojej nagrodzonej książce

Wśród artefaktów historii Gniezna zgromadzonych w zasobach Muzeum Początków Państwa Polskiego, Dawid Jung, poeta, publicysta, śpiewak, wydawca – opowiedział o swojej książce „Glosy”, która przed kilkoma tygodniami została obsypana uznaniem przez kapitułę nagrody „Identitas”.
Niezrozumienie. Ten termin przebija się na wierzch, gdy czyta się książki autorstwa Dawida Junga dotykające wielkiej przeszłości Gniezna. Jest to niezrozumienie niepamięci, jaka owładnęła świadomość obecnych pokoleń mieszkańców tego miasta, co do wartości, jakie w jego murach zostały wytworzone. Wybitni pisarze, śpiewacy, żołnierze, politycy, właśnie tutaj tworzyli swoje chwile chwały sławiąc Gniezno, a zarazem zostając dotkniętymi piętnem niepamięci. Nie ma ich w przestrzeni miasta. Nie wspominają o nich tablice informacyjne. Wspomina ich tkliwie na kartach swoich książek Dawid Jung, jakby krzycząc ich nazwiska, by choć echo, głośno jeszcze przez lata odbijało je w przestrzeni ulic. I skonsternowany dziwi się. Tak wielcy, że nie pamięta o nich ich własne miasto?
Choć mury miejskie, wznoszone wokół miasta lokacyjnego od 1797 roku, ostatecznie zniknęły w XIX wieku, to one mentalnie jakby stały dalej nad korytem rzeki Srawy. Tu rodziły się wybitne postaci, które po przekroczeniu tych historycznych miejskich bram (najczęściej Poznańską – do Berlina, czy Pyzdrską – do Warszawy), już powrotu do miasta nie miały. Miasto o nich zapominało i nie upominało się o wielkich synów i córki. Ta analogia trwa do dzisiaj i karykaturalna marka „Ambasadora Gniezna” tego nie zmieni. Dziś z Gniezna przepada się dla świadomości gnieźnian drogą S5 lub ze stacji kolejowej „Gniezno”. Dawid Jung jest jednym z nielicznych poetów tego miasta, który jeszcze krzyczy, jeszcze woła – pamiętajmy!
Siódmego marca jury ogłosiło przyznanie nagród Identitas w tegorocznej edycji. Nagrodę specjalną, statuetkę Identitas i 10 000 złotych otrzymał Dawid Jung za tomik poetycki „Głosy” wydany przez Gnieźnieńską Konfraternię Teatralną. To święto i karnawał dla gnieźnieńskiej kultury stało się okazją do rozmowy z laureatem, do której zaprosiło Muzeum Początków Państwa Polskiego.
Niedawno, 11 kwietnia w sali ekspozycyjnej „Gniezno. Stąd do przeszłości”, spotkało się kameralne grono osób, chcących podziękować poecie za sukces, ale przede wszystkim mozolnego trwania w tożsamości związanej w Gnieźnie. Choć kiedyś miasta witały swoich poetów barwnymi korowodami, to być może przywitanie jednego z wybitniejszych w ostatnich dziejach w reprezentacyjnej sali ratusza przez władze, to jednak za dużo. Te niewidzialne bramy, otwarte tylko na zewnętrzną stronę miasta, może jednak istnieją? Dzięki inicjatywie Jarka Mixera Mikołajczyka z MPPP w Gnieźnie, na szczęście udało znaleźć się przestrzeń, by porozmawiać z D. Jungiem po jego niebywałym sukcesie. – Pomyślałem o tym, że trzeba się spotkać i o tym opowiedzieć w najbardziej adekwatnym miejscu – mówi inicjator spotkania. – Dziś Dawid mi przypomniał, jak przyjąłem odznaczenie go tą nagrodą. Zadzwoniłem do niego, do Warszawy, gdzie pojechał – i się rozpłakałem. Tę książkę poznawałem, kiedy Dawid ją tworzył. Powiem szczerze. Czułem się świadkiem czegoś ważnego. To tak jakbym dotykał świeżych ran. To forma bardzo osobistej wypowiedzi, osadzona w mieście i historii, ale pełnej troski i bólu, miłości i nienawiści do miasta. To także pryzmat opowieści o ważnych dla niego samego wydarzeń osobistych – zauważa J. Mikołajczyk, który rozglądając się po sali pełnej pamiątek historii Gniezna, dopowiada: – W tej książce są właśnie te historie miejskie. Jest matka, przyjaciele, ale jest też zapomniany Werner Alberti. Sama nagroda Identitas w swoim tytule ma pytanie o naszą tożsamość. Skąd jesteśmy. Wystawa w przestrzeni której dziś rozmawiamy, to jest Gniezno skąd przychodzimy. Rozmawiamy dziś niedaleko ekspozycji topora kata miejskiego. Jeden wiersz jest poświęcony ostatniej czarownicy. To wszystko co w książce, jest osadzone w tym, co nas tutaj otacza.
Choć na spotkanie ze swoim poetą przyszło w czwartkowe popołudnie tylko kilku gnieźnian, to nie umniejszyło to nic samej jakości spotkania. Wręcz przeciwnie. Dzięki intymnej atmosferze wydarzenie miało szansę zamienić się w bardziej otwartą dyskusję o tożsamości, mieście i jego kulturze. To korelowało z samą książką Junga. – „Glosy” są o tożsamości osobistej i intymnej. O dojrzewaniu do Kultury Polskiej i sztuki poprzez „gnieźnieńskość”. To ten klimat, w którym wyrastałem na człowieka. To jest cudowne, że mogę absorbować przeszłość, historię, kulturę i tradycję, stąd – z tego regionu i konkretnego miejsca na mapie Polski. Ona nie jest w niczym umniejszona o jakieś wartości. Wręcz przeciwnie. Jest wspaniale nasączona polskością i europejskością, wybitną sztuką, którą my – jako gnieźnianie – niestety, zapominamy. A szkoda – mówi z wyczuwalnym niezrozumieniem tego stanu rzeczy Dawid Jung.
To niezrozumienie jest tym głębsze, gdy czyta się biografie wybitnych gnieźnian, które sam poeta często przywołuje. – Osobiście, dla mnie postacią kluczową dla tego miasta, jest śpiewak operowy Werner Alberti, który urodził się w Gnieźnie jako Wojtek Krzywonos w 1863 roku. Zastanawia mnie to, jakim cudem człowiek, który jest znany na świecie jako jeden z najwybitniejszych dramatycznych tenorów, w Gnieźnie i Polsce został zapomniany. Pochodził z polsko-żydowskiej rodziny, ale przez całe życie mówił: „jestem Polakiem urodzonym w Gnieźnie”. Niemcy mówią, że to Niemiec. Żydzi, że to Żyd. A Polacy nic nie mówią – przybiera gorzki ton poeta. Tym mocniej jest on gorzki, gdy D. Jung wspomina niedawny wywiad z nim przeprowadzony w programie pierwszym Polskiego Radia, kiedy redaktor prowadząca spytała go, jak miasto upamiętnia tego wybitnego człowieka, jakim jest Alberti. – Miasto jeszcze go nie upamiętnia, ale mam nadzieję, że kiedyś pojawi się w przestrzeni publicznej coś upamiętniające tego człowieka. Takich postaci jest naprawdę bardzo wiele. To jest zastanawiające, jak to Gniezno na przestrzeni tysiąca lat zaniedbało pamięć o sobie samym. To jest ta „identitas”, ta tożsamość – zauważa celnie Dawid Jung.
Nawiązując do wierszu Lechonia, z którego cytat w swojej książce D. Jung wykorzystał, poeta zadaje fundamentalne pytanie. – To co prawda był wiersz kabaretowy, ironiczny, ale zastanowienie się nad nami współcześnie, co będzie z nami Polakami – jak po pierwszej wojnie światowej, kiedy ci Niemcy wyszli z Polski – jak my sobie poradzimy? Jak tą tożsamość na nowo zbudujemy? Jak to dziedzictwo przeszłości na nowo podejmiemy i co z tym zrobimy? Mamy sto lat niepodległości i pytanie jest cały czas otwarte. Cośmy uczynili? – zawiesza głos poeta. ALEKSANDER KARWOWSKI