Shadow

Gnieźnianie w Alpach, czyli wysokościowe wyzwania im niestraszne

*Grossglockner**(**3789 m**n.p.m.), Mont Blanc (4807 m n.p.m.**)* – najwyższy szczyt Europy, *Matterhorn (4478 m n.p.m.) – m.in. te wspaniałe szczyty Alp zdobyli gnieźnianie zrzeszeni w klubie sportów górskich Direta, a samo pięcie się w stronę nieba nad Europą to tylko jeden z wycinków działalności klubu. O wrażeniach z wypraw do Szwajcarii, Włoch, Austrii, Francji, czyli państw dotykających najwyższego na naszym kontynencie łańcucha górskiego, opowiadał podczas spotkania z miłośnikami turystyki i sportu Andrzej Janka, wiceprezes klubu. *
*Gniezno ma szczęście do miłośników wspinaczki wysokogórskiej, choć położone na nizinie, to pofałdowane legendarnymi siedmioma wzniesieniami. Choć nie są dziś dla nikogo wyzwaniem, wszak pokonują je obecnie autobusy, to właśnie marzenia o zdobywaniu szczytów wyniosły gnieźnian na naprawdę wysokie szczyty górskie świata. Od początku lat 90. działa w Gnieźnie grupa przyjaciół, która właśnie stąd zaczęła wyruszać na realizację swoich marzeń i zmagania się z własnymi organizmami, tęsknotami i wolą, by choć przez kilka chwil poczuć nieskrępowaną wolność obcowania z naturą. Po wyczynach „Ornaka” – pierwszego klubu górskiego w Gnieźnie z prawdziwego zdarzenia (56 zdobytych szczytów w Tatrach, Alpach i Himalajach), przyszedł czas na kolejne pokolenia. Direta to początkowo *Szymon Fabisiak, Andrzej Janka i Artur Selbirak – wszyscy wywodzący się z harcerstwa i połączeni pasją taterniczą, mierząc jednak w coraz wyższe szczyty, osiągane za pomocą coraz bardziej wymagających technik. Ta pasja wyniosła ich na najwyższe góry Europy i obu Ameryk, a Andrzej Janka dotarł na 6500 m n.p.m. zmagając się z Aconcaguą (6959 m n.p.m.). Drugiego lutego w restauracji Misz Masz w Gnieźnie, pełniący obecnie funkcję wiceprezesa klubu Andrzej Janka, spotkał się z entuzjastami wspinaczki, miłośnikami sportu i przygód, by wspomnieć dotychczasowe wyprawy gnieźnieńskich wspinaczy na alpejskie szczyty. Jak sam przyznaje, wspinanie się zahacza o pewną metafizykę, trudno definiowalną, bo ją po prostu trzeba czuć. – Co nas ciągnie w góry? To pytanie jest z jednej strony banalne, a z drugiej strony cały sens zawiera się w odpowiedzi na nie. Jak to mówimy – drapiemy się tam, gdzie nas nie swędzi – śmieje się A. Janka, prawdopodobnie najwyżej wspinający się gnieźnianin, którego najwyższy zdobyty szczyt to Elbrus (5642 m n.p.m.). – Jest coś takiego, co każe nam cały czas szukać, eksplorować. Wtedy jesteśmy sami dla siebie, wolni, złączeni z przyrodą. Bez żadnych ograniczeń, oprócz naszych własnych fizycznych – zauważa. Jak podkreśla A. Janka, choć wspinanie jest wolnością, to wymaga przygotowań, szkoleń, poczucia przygody i pewnej elementarnej wiedzy. – Jeśli ktoś chciałby uprawiać turystykę w górach typu lodowcowego w Alpach, powinien pomyśleć o kursach, w trakcie których można nauczyć się posługiwania rakami, czekanami, w jaki sposób asekurować się liną, jak wyciągnąć partnera, który wpadł do szczeliny, jak rozpoznać zagrożenie lawinowe – wylicza A. Janka. Wspinacz przyznaje, że trudno mu nawet policzyć, ile razy zmagał się z alpejskimi szczytami. – Bywam tam kilka razy w roku od mniej więcej 1990 roku – uśmiecha się, nawet nie próbując liczyć, bo liczba i tak będzie okazała. Spotkanie z alpinistą odbyło się zaledwie tydzień po wieściach płynących z Himalajów, gdzie jak się okazało – na wieki pozostał Tomasz Mackiewicz, tuż pod szczytem Nanga Parbat, dziewiątym najwyższym szczytem świata. Jak zauważa A. Janka, paradoksalnie – choć wieści o tragicznej śmierci wspinacza są smutne i przytłaczające, to po raz kolejny zwracają uwagę szerokich mas, na co dzień nie zainteresowanych tą formą sportu i turystyki, co mimo ryzyka, napędza chęć spróbowania swoich sił we wspinaczce. Ale też zwraca uwagę na ważny aspekt. – Ci, którzy już decydują się na przygodę z górami, po takich przygodach, tragediach płynących do nas z mediów, jeszcze bardziej rozsądnie podchodzą do tematu. To działa raczej w tę stronę – podkreśla. – Są to sporty z grupy wysokiego ryzyka, gdzie trzeba mieć z tyłu głowy bezpieczeństwo. Trzeba po prostu trzymać się reguł, których uczy się na kursach. Tak samo jest w sportach motorowych, lotnictwie, baloniarstwie. Jest dużo sportów, gdzie jeśli nie będziemy przestrzegali pewnych procedur, to wtedy możemy mieć kłopoty – dodaje. Rok 2018 dla członków Direty to przede wszystkim wiele wyjazdów szkoleniowych – kolejny już wyjazd w Alpy, odwiedzenie wąwozu Paklenica w Chorwacji, a na przełomie czerwca i lipca przygotowania do wyjazdu do Iranu na jego najwyższy szczyt Demawend (5610 m n.p.m.). ALEKSANDER KARWOWSKI