Shadow

„Gorące krzesła” – temat zakończony?


Z powiatem jestem związany zawodowo jako dziennikarz od chwili jego powstania, ale po raz pierwszy od czasu powstania odrodzonego powiatu miejsce wśród radnych zajęła… starosta. Jak do tego doszło? – To nie jest kolejny odcinek „walki o krzesła”. Moja decyzja z poprzedniej sesji jest utrzymana. Przy stole prezydialnym siedzi prezydium rady, zgodnie z wszystkimi wymogami. Chcę dokonać widocznego podziału pomiędzy władzą uchwałodawczą a zarządem. Taka jest moja decyzja, by uporządkować i przywrócić powagę obradom, które prowadzę – stwierdził Dariusz Igliński, przewodniczący Rady Powiatu.
Wskazałem miejsca dla starosty i wicestarosty, a każde miejsce przy stołach jest obecnie oznaczone stosownymi tabliczkami. Oprócz imienia i nazwiska na takich tabliczkach widnieją odpowiednie funkcje. Przed poprzednią sesją poinformowałem panią starostę telefonicznie. Nasza rozmowa nie skończyła się negacją ze strony pani starosty, a to, co się działo na poprzedniej sesji wynikało z takiego, a nie innego podejścia włodarza powiatu. Teraz poinformowałem oficjalnie pismem panią starostę i pana wicestarostę oraz wiceprzewodniczących – tłumaczył przed czwartkową sesją, 27 kwietnia przewodniczący Rady Powiatu Gnieźnieńskiego, Dariusz Igliński. Poproszona o komentarz starosta gnieźnieński Beata Tarczyńska stwierdziła: – O tym fakcie przewodniczący rady zawiadomił mnie przed poprzednią sesją. Przyzwyczajona do postępowania pana przewodniczącego muszę brać poprawkę na jego sposób bycia i zachowanie, ale faktem jest, że rządzi na sesji. Otrzymałam 24 kwietnia pismo informujące, iż decyzja związana z brakiem dla mnie miejsca przy stole prezydialnym jest podtrzymana. Zasiądę w ławach radnych. Bycie radnym dla mnie jest najważniejsze, gdyż pamiętam przysięgę, jaką składałam jako radna powiatowa. Najważniejsze jest dla mnie, nie gdzie kto siedzi, ale co mówi. Ktoś musi ustąpić, a wiecie państwo, kto ustępuje… . To tak, jakby ktoś zaprosił kogoś do stołu, a następnie by go wyprosił. – Myślę, że to koniec „wojny o krzesła”. Dla powagi rady należy ten temat zakończyć, a przejść do tych najważniejszych tematów, do których rada została powołana – uważa Jerzy Berlik, wicestarosta. Robert Andrzejewski, przewodniczący Klubu Radnych Sojuszu Lewicy Demokratycznej natomiast stwierdził: – Gdy wchodziłem na salę i zobaczyłem tabliczki wskazujące, gdzie kto ma siedzieć, pomyślałem, że za parę minut zacznie się kolejna „batalia o krzesła”. Nie jest ona potrzebna. Nie rozumiem do końca tego konfliktu. Gdy będzie trzeba mogę zawsze dodatkowe krzesło przynieść z domu, by zakończyć ten konflikt. Nie spotykamy się w radzie, by bawić się w piaskownicę. Jest wiele poważnych spraw w powiecie, które są odkładane, a pojawiają się tematy zastępcze. One nikomu nie służą. Rozumiem przewodniczącego, gdyż siedzę blisko stołu prezydialnego, a zachowania, które miały miejsce przy tym stole, określę jako dalekie od dyplomatycznych. – To wygląda jak stypa, a więc przyszedł najwyższy czas na czarny kolor i posypanie głów popiołem przez osoby kierujące tym powiatem. Kondolencje w imieniu klubu PO składam na ręce pani Tarczyńskiej. Sytuacja nienormalna, ale wynika ona z braku umiejętności współpracy, prowadzenia dialogu, poszanowania koalicjantów. Pani Tarczyńska jest pierwszym starostą, który powędrował z krzeseł podmiotu zarządzającego do ław radnych – podkreślił Dariusz Pilak, przewodniczący Klubu Radnych Platformy Obywatelskiej.Gdy komentowałem w kuluarach sytuację przypominającą dziecięce zabawy w piaskownicy, przechodząca obok mnie urzędniczka skwitowała to jednym zdaniem: „Proszę nie obrażać dzieci!”.
JAROSŁAW WALERCZAK