Shadow

Historia Gniezna to także dawni fabrykanci i przemysłowcy

Przypomnieli o tym fakcie regionaliści, którzy w Muzeum Początków Państwa Polskiego opowiedzieli m.in. o działalności Karla i Edmunda Lorenz, Stanisława Różakolskiego czy braci Waberskich. Wszystko to w ramach Fabrycznych Zaduszek, które przypomniały o ciekawych i przedsiębiorczych postaciach z kart historii Gniezna.
Trzy historie, wiele nazwisk, zatarta społecznie pamięć. Jak pytał prowadzący spotkanie Jarek „Mixer” Mikołajczyk – dziennikarz, regionalista: „Gdzie dziś jest w Gnieźnie ulica Stanisława Różakolskiego?”. Otóż nie ma, a produkt tego wizjonera przyniósł mu sławę aż w Nowym Jorku i rozsławił nazwę Gniezno na świat. By nie zapomnieć o działalności gnieźnieńskich fabrykantów, lokalni regionaliści: Dawid Jung, Jarosław „Mixer” Mikołajczyk oraz Aleksander Karwowski, spotkali się 5 listopada z mieszkańcami Gniezna, by przedstawić im dorobek ludzi, o których dziś rzadko się słyszy w ich rodzinnym miejscu. A. Karwowski przedstawił nieznaną historię gnieźnieńskich firm z branży motoryzacyjnej, które rozwinęły się w okresie dwudziestolecia międzywojennego. To właśnie organizacja w Poznaniu słynnej „Pewuki”, czyli Powszechnej Wystawy Krajowej, która przedstawiła światu 10-letni dorobek odradzającego się kraju, umożliwiła znaczny rozwój lokalnego przemysłu motoryzacyjnego. Do Poznania i całej Polski zjechały tysiące delegacji rządowych i przedstawicieli koncernów z całego świata. Część z nich odwiedzała także Gniezno, m.in. mieszkając w tutejszych hotelach i… reperując tutaj swoje pojazdy.
Dzięki zmysłowi przedsiębiorczości powstały manufaktury Maksymiljana i Klemensa Waberskich (producentów powozów, sań, ale także przedstawicieli amerykańskiego Forda), Ignacego Tatarskiego (przedstawiciel General Motors, producenta pierwszego gnieźnieńskiego autobusu) czy Władysława Plucińskiego (który fachu uczył się w fabryce Forda w Detroit, a w Gnieźnie naprawiał samochody i prowadził sprzedaż paliw 24 godziny na dobę). – W 1929 roku był tu pierwszy nowoczesny salon ekspozycji samochodów. Przy ulicy Rzeźnickiej, z wielkich tafli okien wystawowych, na przechodniów spoglądały modele Forda i Lincolna. To musiało robić wrażenie. Pierwszy postój taksówek w mieście liczy sobie 90 lat i znajduje się w tym samym miejscu, czyli przy ulicy Mieszka I, wtedy Mieczysława. Tam znajdował się Hotel Centralny, pod którego drzwiami od czasu „Pewuki” stawały taksówki – opowiada dziennikarz-regionalista.
O prawie zupełnie nieznanej historii gnieźnieńskich producentów instrumentów muzycznych opowiedział Dawid Jung – dziennikarz, krytyk literacki i poeta. Jego zamiłowania do muzyki i lokalnej historii zaprowadziły do odkrycia nieznanych faktów. – W Gnieźnie w ciągu wieków produkowano pięć głównych instrumentów – organy, fisharmonię, pozytywy, fortepiany oraz pianina. Samo Gniezno ma jedną z najdłuższych tradycji organomistrzostwa. Wielkie organy istniały już w XIV wieku, o czym wiemy z zachowanych dokumentów, ale pierwsze organy powstały w Gnieźnie w 1447 roku w katedrze – opowiadał zebranym. Choć w Gnieźnie produkowało się pianina i inne instrumenty, była to jednak praca typowo rzemieślnicza. Nie ma tu mowy o wielkiej manufakturze, jak np. fabryka „Calisia”. – Profesor Rottermund odkrył, iż w latach 1903-1904 Gniezno posiadało dwóch „fortepianomistrzów” – Karla i Edmunda Lorenz, którzy mieli swój zakład produkcji pianin na Cierpiengistrasse 27. Tyle i aż tyle, bowiem to są jedyne śladowe informacje o tych zakładach, gdyż żaden z egzemplarzy produkowanych przez te firmy nie zachował się do naszych czasów – mówi gorzko D. Jung.
O wirówkach do mleka Różakolskiego opowiedział J. Mikołajczyk. – Ich masowa produkcja przypadła na lata 30. Stanisław Różakolski produkuje swoje wirówki, czerpiąc z Alfa Laval. W 1934 roku na Wystawie Światowej w Nowym Jorku, odpowiedniku dzisiejszego Expo, z polskich produktów tylko dwa otrzymały złoty medal – pierwszym był motocykl Sokół, a drugim była 100-litrowa wirówka do mleka firmy Różakolskiego – informuje. W ocenie regionalisty, ten fakt jak i wieloletnia działalność firmy, także pod kolejnymi nazwami jak Gnieźnieńskie Zakłady Metalowe Przemysłu Terenowego, Spomasz, Unipak czy dziś Trepko – są zupełnie wystarczające do tego, żeby Stanisława Różakolskiego ocalić od zapomnienia, choćby nazwą ulicy czy skweru. Nazwy ulicom w mieście nadaje się coraz bardziej wymyślne, a nie upamiętnia się ludzi i nazw z tym miastem związanych od wieków. Zainteresowanie mieszkańców tematem spotkania zachęciło organizatorów i Muzeum Początków Państwa Polskiego do kolejnych tego typu spotkań. Świat lokalnego przemysłu sprzed wielu lat wart jest upamiętniania i wspominania. Bo cóż wie ten o swoim Gnieźnie, skoro nie wie, że produktami Bolesława Kasprowicza częstowano prezydentów i premierów państw odwiedzających oficjalnie polskie rządowe pałace. (oak)