Shadow

Hodowca norek oskarża aktywistów „Otwartych Klatek”: „wdarli się na teren mojej fermy”

W środę, 14 marca w Sądzie Rejonowym w Gnieźnie ruszył kolejny proces wytoczony przez Rajmunda Gąsiorka, prezesa Polskiego Związku Hodowców i Producentów Zwierząt Futerkowych przeciwko członkom Stowarzyszenia Otwarte Klatki. Teraz hodowca norek zarzuca oskarżonym naruszenie miru domowego jego fermy. W istocie proces ten jest pokłosiem wydarzeń z 2013 roku…
Przypomnijmy, w listopadzie 2013 roku Stowarzyszenie Otwarte Klatki opublikowało filmy i zdjęcia pochodzące z ferm norek. Jak wówczas informowali członkowie stowarzyszenia, część nagrań pochodziła z fermy w Pawłowie koło Gniezna, należącej do Rajmunda Gąsiorka, radnego powiatu gnieźnieńskiego, a obecnie także prezesa Polskiego Związku Hodowców i Producentów Zwierząt Futerkowych. – Materiały dokumentowały cierpienie rannych i okaleczonych zwierząt na fermach należących do czołowych reprezentantów branży futrzarskiej, w niemal każdej klatce zarejestrowanej na nagraniu znajdowały się zwierzęta ewidentnie chore, pogryzione lub okaleczone, nieleczone i utrzymywane w nieprzepisowych warunkach – relacjonowali działacze stowarzyszenia. Publikacji nagrań towarzyszył również raport pn. „Drapieżny biznes”, który zwracał uwagę na liczne nieprawidłowości i protesty społeczne, towarzyszące tego typu działalności. Jednak według Rajmunda Gąsiorka opublikowane nagrania nie pochodziły z jego fermy, dlatego zdecydował się skierować do Sądu Rejonowego w Gnieźnie akt oskarżenia przeciwko zarządowi stowarzyszenia o zniesławienie. Proces w tej sprawie trwał prawie cztery lata; przesłuchano ponad 20 świadków, na fermie norek przeprowadzono wizję lokalną, przeanalizowano dowody i dokumenty w sprawie, w tym również wskazania GPS. Ostatnia rozprawa odbyła się 2 stycznia 2018 roku. Zapadł wyrok, w którym sędzia Hubert Kozłowski odrzucił oskarżenie hodowcy stwierdzając, że nie ma podstaw, by poddawać w wątpliwość prawdziwość materiałów zebranych na fermie w Pawłowie, ani podejrzewać mistyfikację wskazań GPS, którą sugerował oskarżyciel. Co ważne, sędzia w uzasadnieniu podkreślał, że sama publikacja materiałów była społecznie uzasadniona. Już wówczas było wiadomo, że nieprawomocny wyrok w sprawie o zniesławienie nie stanowił końca sądowych sporów Rajmunda Gąsiorka ze Stowarzyszeniem Otwarte Klatki. Po pierwsze oskarżyciel zapowiadał apelację w tej sprawie. Po drugie zeznania świadków ujawniły tożsamość autorów nagrania, w związku z czym Rajmund Gąsiorek wniósł przeciwko dwojgu aktywistom stowarzyszenia następny akt oskarżenia, zarzucając im wtargnięcie na fermę i nagranie filmu bez jego wiedzy i zgody. Proces w tej sprawie ruszył 14 marca.
Na pierwszej rozprawie, prowadzonej z art. 193 kodeksu karnego w związku z art. 12 kodeksu karnego, stawili się oskarżeni: Paweł Rawicki oraz Julia Dauksza*, oskarżyciel Rajmund Gąsiorek, a także występujący w roli świadka syn hodowcy norek. Na początku pełnomocnik oskarżyciela przedstawił oskarżonym stawiany zarzut. Obydwoje aktywistów usłyszało, iż „w bliżej nieokreślonych dniach, w miesiącach lipcu i sierpniu 2013 roku dwukrotnie wdarli się na teren fermy norek w Pawłowie, (powiat gnieźnieński), należącej do oskarżyciela prywatnego Rajmunda Gąsiorka”.Jako pierwsi wyjaśnienia przedstawili oskarżeni, którzy korzystając z przysługującego im prawa zdecydowali się odpowiadać wyłącznie na pytania swojego pełnomocnika. Obydwoje nie przyznali się do czynów określonych w zarzucie, jednak potwierdzili, iż byli obecni na fermie w Pawłowie. – Nie przyznaję się do zarzucanego mi czynu. Chciałbym podkreślić, że jestem współautorem zdjęć i filmów pokazujących zwierzęta w bardzo złym stanie na fermie norek w Pawłowie, należącej do Rajmunda Gąsiorka. (…) Zdjęcia i filmy, które wykonaliśmy, przedstawiały wyraźnie cierpiące zwierzęta w wyniku odniesionych obrażeń i skaleczeń. Celem wykonania tych zdjęć i filmów było zainspirowanie debaty publicznej i politycznej na temat hodowli zwierząt futerkowych w Polsce. W naszym przekonaniu było to konieczne dla lepszej ochrony zwierząt w Polsce. Wykonując te zdjęcia i filmy nie zakłóciliśmy spokoju ani właściciela fermy, ani jego pracowników. W naszym przekonaniu działaliśmy mając cały czas na uwadze ważny społeczny interes ochrony zwierząt – tłumaczył P. Rawicki. Następnie, odpowiadając na pytania swojego pełnomocnika, powtórzył, że jego obecność na fermie w Pawłowie nie została zauważona ani przez właściciela, ani przez pracowników, mówił też o stanie zwierząt widzianych na fermie (akcentując ich cierpienie), a także o procesie tworzenia i dalszych losach zdjęć i filmów oraz raportu pn. „Drapieżny biznes”, w którym wykorzystano m.in. dokumentację z fermy R. Gąsiorka. W wyjaśnieniach oskarżonego pojawił się też temat pierwszej sprawy, w której hodowca norek zarzucał członkom „Otwartych Klatek” zniesławienie, twierdząc, że opublikowane nagrania i zdjęcia nie pochodzą z jego fermy. P. Rawicki zwracał uwagę na to, że celem wykonania i opublikowania zdjęć oraz nagrań było zainicjowanie debaty publicznej i politycznej na temat hodowli zwierząt futerkowych, co też zdaniem aktywisty nastąpiło. – Dzisiaj ten temat jest podejmowany zarówno przez media lokalne, jak i ogólnokrajowe. Temat ten pojawia się coraz częściej wśród polityków. Efektem tej, coraz żywszej debaty, są procedowane w chwili obecnej w Sejmie dwa projekty nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, które przewidują wprowadzenie zakazu hodowli zwierząt na futro w Polsce – informował.
Wyjaśnienia w podobnym tonie przedstawiła oskarżona Julia Dauksza. – Nie przyznaję się do popełnienia zarzucanego czynu. Potwierdzam, że latem 2013 roku dwa razy byłam na fermie norek Rajmunda Gąsiorka w Pawłowie i brałam udział w nagraniu materiałów. Miałam przekonanie, że na tej fermie zastanę zwierzęta ranne i w złym stanie, to przekonanie wynikało z mojej wiedzy i doświadczenia związanego z tego typu hodowlą. Byłam też przekonana, że to jest jedyny sposób na to, żeby takie zjawiska zostały przedstawione opinii publicznej – mówiła oskarżona. – Byłam przekonana, że to jest jedyny sposób, żeby to udokumentować. Podczas mojej obecności na fermie na skutek moich działań nic nie zostało uszkodzone, nikt nie ucierpiał, działalność fermy była nienaruszona, a nasza obecność prawdopodobnie zostałaby niezauważona, gdyby nie późniejsza publikacja materiałów. (…) Nie zgadzam się z tym zarzutem przede wszystkim dlatego, że on jest postawiony z artykułu, który broni prawa do prywatności i nie zgadzam się z tym, żeby prywatność pana Gąsiorka mogła służyć utajnianiu przed organami publicznymi przypadku łamania prawa i faktycznego stanu zwierząt, które się na tej fermie znajdowały – stwierdziła aktywistka dodając, że zgromadzone przez stowarzyszenie materiały ukazujące cierpienie zwierząt, są dowodem na łamanie prawa w związku z przepisami ustawy o ochronie zwierząt. J. Dauksza, podobnie jak P. Rawicki, również powiedziała, że po publikacji zgromadzonych materiałów R. Gąsiorek wytoczył aktywistom stowarzyszenia proces o zniesławienie twierdząc, że nagrania nie mogły być wykonane na fermie w Pawłowie. Następnie, w roli oskarżyciela, zeznawał Rajmund Gąsiorek. – Nadal twierdzę, że w ogóle cała technologia hodowli nie pokrywa się z tym, co tu państwo mówią, bo nawet gdybyśmy wrócili tylko do tego momentu, że to było nagrane w 2013 roku, to jak ta hodowla do dzisiaj przetrwała, jeśli te zwierzęta tam są maltretowane, nie mają dobrostanu, jest zła opieka weterynaryjna, źli pracownicy? – mówił R. Gąsiorek, dodając, że gdyby faktycznie te zwierzęta tak cierpiały, to dzisiaj już tej fermy by po prostu nie było; dopytywał też dlaczego, skoro aktywiści widzieli tyle nieprawidłowości, od razu nie powiadomili odpowiednich służb (np. Powiatowego Lekarza Weterynarii, Sanepidu itp.). – Na tej fermie co roku kształci się około 300 studentów weterynarii i zootechniki. Dlaczego ci państwo nie powiadomili rektorów akademii, z którymi mamy podpisane umowy i z których studenci u nas się kształcą, piszą doktoraty, kończą studia – mówił, stwierdzając też, że nie rozumie dlaczego członkowie Stowarzyszenia Otwarte Klatki nie umówili się z nim na „normalną” wizytę na fermie norek, czy też nie skorzystali z tzw. „dni otwartych”. – My nie mamy nic do ukrycia – akcentował.
Sędzia Paweł Longier przypomniał, że sprawa nie dotyczy kwestii tego, czy zwierzęta były zaniedbywane i w jakich warunkach przebywały, tylko czy ktoś na fermę wszedł, czy nie. Na co R. Gąsiorek odpowiedział, że on sam nie widział aktywistów na swojej fermie, również pracownicy nie stwierdzili ich obecności. Ponadto z zapisu monitoringu także nie wynika, by oskarżeni weszli na teren fermy. – To na podstawie czego zarzuca pan oskarżonym, że weszli na teren pana fermy? – pytał sędzia. – Pokazywali zdjęcia i robili złą opinię koło mojego gospodarstwa, mojej rodziny i koło całej branży – odpowiedział R. Gąsiorek. – A te zdjęcia to były z pana fermy? – dopytywał sędzia. – Ja myślę, że nie, ale ci państwo twierdzą inaczej – odpowiedział oskarżyciel. – To pan uważa, że te osoby były na pana fermie, czy nie były? – pytał dalej sędzia. – Jeżeli oskarżeni twierdzą, że byli na mojej fermie, to znaczy, że byli. Poprzedni wyrok stwierdził, że byli, a ja nie mogę nic wbrew sądowemu wyrokowi mówić – odpowiedział hodowca norek, stwierdzając, że do momentu ogłoszenia wyroku w sprawie o zniesławienie był przekonany, że oskarżeni nie byli na jego fermie, a obecny zarzut opiera właśnie na wyroku. Dalej zeznania dotyczyły zabezpieczeń fermy, a także kontroli, którym takie fermy podlegają. R. Gąsiorek podkreślał też, że zajmuje się hodowlą zwierząt futerkowych od ponad czterdziestu lat, a obecnie na swoich fermach na stałe zatrudnia około 500 pracowników. – Ludzie z tych organizacji, nie w ostatnim roku, bo teraz to już się trochę wystraszyli, podchody robili do pracowników, żeby zdjęcia robili i płacili, że coś tam jest nie tak na fermie itd. Pracownicy mi to wszystko donosili. Na szczęście z tego co wiem nikt się na te ich propozycje nie łapał. A ja się pytam: z czego ta organizacja żyje, kto ich finansuje – mówił R. Gąsiorek; na pytanie, czy powyższe słowa odnoszą się do osób oskarżonych, odpowiedział, że tego nie wie.
Na koniec w roli świadka zeznawał syn hodowcy norek, który również pracuje na fermie. Mężczyzna złożył zeznania zbliżone do wypowiedzi oskarżyciela; pytany był m.in. o zabezpieczenia fermy, a także o ewentualne postępowania, związane z naruszeniem praw zwierząt hodowanych na fermie (których według świadka nie było). Rozprawa będzie kontynuowana w maju. Wówczas m.in. mają zostać przesłuchani kolejni świadkowie.  KINGA STRZELEC
/*Oskarżeni zgodzili się na podawanie pełnych danych/