Kierowca pozwał MPK

W czwartek, 26 października odbyła się pierwsza rozprawa w Sądzie Rejonowym w Gnieźnie z powództwa Dariusza Kasprzyka przeciwko Miejskiemu Przedsiębiorstwu Komunikacyjnemu Sp. z o.o. o uznanie wypowiedzenia umowy o pracę za bezskuteczne. W trakcie pierwszej rozprawy strony nie doszły do ugody. Sędzia Justyna Jarka kolejną rozprawę zaplanowała 15 lutego przyszłego roku. Wówczas w pierwszej kolejności zostanie wysłuchany informacyjnie Piotr Stasiak, prezes MPK i pierwsi świadkowie, których wskazały strony.
Przypomnijmy, powód D. Kasprzyk w Miejskim Przedsiębiorstwie Komunikacyjnym pracował jak twierdzi od kwietnia 2006 roku, najpierw jako kontroler biletów, a obecnie jako kierowca autobusu. Od jesieni 2015 roku został także przewodniczącym jednego z działających w spółce związku zawodowego. Rozwiązanie umowy o pracę za wypowiedzeniem otrzymał 31 maja tego roku z zachowaniem trzymiesięcznego okresu wypowiedzenia, który upłynął 31 sierpnia 2017 roku. Jedną z przyczyn wypowiedzenia umowy o pracę zwalniający, czyli prezes MPK podał jako naruszenie przez D. Kasprzyka zasad współżycia społecznego w zakładzie pracy, które to naruszenie stało się powodem utraty zaufania i spowodowało brak możliwości prawidłowej współpracy w przyszłości. Powodem do zwolnienia D. Kasprzyka jest także treść wysłanego przez niego do prezesa SMS w dniu 27 grudnia 2017 roku (D. Kasprzyk uważa, że nie mógł wysłać do prezesa wiadomości SMS 27 grudnia 2017 roku, bo ta data jeszcze nie nadeszła, a taką datę podano w treści wypowiedzenia). Powód nie zgadza się z podanymi przez prezesa MPK powodami wypowiedzenia i zdecydował się skierować sprawę na drogę sądową o przywrócenie do pracy i wypłacenie wynagrodzenia za czas, kiedy pozostawał bez pracy. Pierwsza rozprawa odbyła się w zeszłym tygodniu. Obie strony stawiły się. D. Kasprzyk bronił swoich racji sam, a prezes P. Stasiak ma adwokata. Sędzia J. Jarka na początku rozprawy po wysłuchaniu wniosków stron przekonywała strony do zawarcia ugody. – Proszę państwa, taką zasadą jest na sprawach prawa pracy, że sąd ma obowiązek jednak skłaniać państwa do porozumienia, do ugody. Czy widzi pan możliwość, żeby porozumieć się z pracodawcą i czy zaspokoiłoby pana na przykład odszkodowanie zamiast przywrócenia do pracy? – pytała strony sędzia J. Jarka. D. Kasprzyk odpowiedział, że jest osobą, która widzi możliwość porozumienia się i jest otwarty na rozmowę. Prezes P. Stasiak także wyraził wolę porozumienia się. Po pozytywnej deklaracji obu stron sędzia zarządziła przerwę w celu porozumienia się stron i zawarcia ugody. Do ugody jednak nie doszło, ponieważ prezes P. Stasiak zaproponował D. Kasprzykowi kwotę odszkodowania w wysokości dwukrotności wynagrodzenia, czyli około 6 tys. 600 zł, a D. Kasprzyk stwierdził, że jest to kwota przez niego nie do zaakceptowania i przekazał, że kwota, która by go satysfakcjonowała to około 40 tys. zł. Sędzia zwróciła uwagę powodowi, że jeżeli chodzi o odszkodowanie za niezgodne z prawem wypowiedzenie umowy o pracę to maksymalnie odszkodowanie może wynieść trzy wynagrodzenia, czyli byłoby to około 9 tys. zł. D. Kasprzyk zadeklarował jednak, że chce walczyć o możliwość przywrócenia do pracy, bo pozostaje bez pracy, a strona przeciwna poinformowała, że nie widzi takiej możliwości. W takiej sytuacji sędzia J. Jarka najpierw wysłuchała informacyjnie powoda D. Kasprzyka. Do wysłuchania informacyjnego prezesa P. Stasiak ze względu na brak czasu nie doszło na tej rozprawie. Nastąpi to w pierwszej kolejności 15 lutego 2018 roku, bo taki termin następnej rozprawy ustalił sąd ze stronami. Wówczas też zostaną przesłuchani pierwsi świadkowie wskazani przez strony sporu. Powód podał, że wskaże około 20-30 osób na świadków. Po uwadze sędzi, że mają to być świadkowie, którzy będą mieli coś do powiedzenia w tej sprawie D. Kasprzyk postanowił się ograniczyć do około 10 osób. Natomiast strona pozwana wskazała 11 świadków. Przypuszczalnie sprawa może potrwać nawet 2 lata. BEATA KRZYŚKA
**