Książka jaka jest, każdy widzi?

Książka jest, każdy widzi. Ale czy zawsze musi ona przyjmować formę znaną od wieków? Jak się okazuje, przykładów na inne doznania literatury, niż tylko wertowanie kolejno numerowanych stron, wcale nie brakuje. Udowadnia to wystawa niezwykłych okazów zdeponowanych na co dzień w Bibliotece Uniwersyteckiej w Poznaniu.
Do galerii „Czytelni na piętrze” działającej w I Liceum Ogólnokształcącym, 23 kwietnia przyjechały „dziwne” książki, czyli ciekawe okazy liberatury – terminu literackiego oznaczającego cielesną formę literatury. Najprościej można to określić to tym, że są twórcy literaccy, którym szata graficzna ich dzieł nie jest obojętna. Ma poruszać także inne zmysły, bawić i intrygować. – Taką literaturę można także zjeść – zaskakuje Agnieszka Rybarczyk z Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu, która przed wernisażem wystawy opowiedziała o przywiezionych do Gniezna dziełach uczniom I LO. – Przykładem są wiersze dotyczące jedzenia wydrukowane na opłatkach wafelkowych. Są też książki w formie butelki. Tam oczywiście płynu nie ma, ale forma już do czegoś nawiązuje – zauważa. Jak potwierdza bibliotekarka, w liberaturze forma i treść są ze sobą mocno zespolone. – Jak mówił Mallarme, to sprzeciw wobec nudy typograficznej, że wszystko wygląda tak samo i wiemy, czego się spodziewać. Choć on sam tworzył w wieku XIX, a liberaci doszukują się początków już w starożytnym Egipcie, to taką zabawę nam najbliższą widzimy w baroku. Wtedy ta ingerencja wyglądu treści jest już mocno zauważalna – mówi A. Rybarczyk.
Kilkadziesiąt dzieł przywiezionych do Gniezna z Poznania, prezentuje różne formy sztukatorskie i konceptualne, jak np. kilkumetrowe treści, składane, rozkładane, zwijane, chowane do pudełek. Są formy bardziej zaskakujące, jak i te mniej, ale ciągle nieszablonowe. Niestety, ze względu na wartość i wielkość, do „Czytelni na piętrze” nie mogły przyjechać dzieła np. Marka Gajewskiego. – To nie jest stricte liberat, ale on tworzy książki-obiekty. Jest w nich obecny tekst literacki, zazwyczaj niewielkich rozmiarów, natomiast sama forma tego obiektu jest czymś bardzo dużym. Czasami mierzą dwa na trzy metry, które wyglądają jak jakieś rzeźby, obrazy. Oglądając je, patrzymy trochę jakbyśmy wchodzili do muzeum – zdradza Agnieszka Rybarczyk. Wernisaż wystawy cieszył się ogromnym zainteresowaniem szkolnej młodzieży, która nie kryła zaskoczenia formami prezentowanej dla nich literatury, zamkniętej w nieoczywistych formach. Wystawa włączyła się w Światowy Dzień Książki. (ak)