Shadow

Kto przy kim nie chciał siedzieć i dlaczego…


O tej kadencji Rady Powiatu Gnieźnieńskiego można już śmiało powiedzieć, że z pewnością będzie rekordową. Nie tylko jeśli chodzi o długość trwania obrad. Między innym podczas posiedzenia 30 marca aż 7 razy przerywano obrady, a kilku radnych zmieniło miejsce… siedzenia. A wszystko rozpoczęło się od ustawienia tylko trzech foteli przy stole prezydialnym (do tej pory było ich pięć). Wspomniane dwa znalazły się w ostatnim rzędzie krzeseł dla widowni, a co za tym idzie zabrakło, jak później tłumaczył przewodniczący rady Dariusz Igliński, miejsca dla starosty Beaty Tarczyńskiej i wicestarosty Jerzego Berlika.
Najpierw czekano na radnych, członków Komisji Finansów, by następnie oczekiwać przybycia starosty gnieźnieńskiego. Postanowiłem więc zapytać przewodniczącego rady, co znaczą te zmiany przy stole prezydialnym. D. Igliński wyjaśnił: – Minione sesje były napięte, szczególnie przy stole prezydialnym. Muszę przywrócić porządek na sesjach, gdyż nie może być tak, iż przebieg sesji będzie zdestabilizowany. Mam nadzieję, że to przywróci spokój. To jasny rozdział na władzę uchwałodawczą – radę oraz wykonawczą – zarządem. Będzie to czytelne. Starosta i wicestarosta są radnymi i będą zasiadać w ławie rady. Wszystko odbiło się rykoszetem na wicestaroście, ale po ostatnich obradach nie mogłem postąpić inaczej. To źle wpływało na wizerunek stołu prezydialnego i całej rady. Poproszony o komentarz przed sesją J. Berlik stwierdził: – Przewodniczący rady steruje pracami rady i ustala wszystkie reguły, którymi kieruje się rada. To on ma wpływać na to, jak technicznie ma wyglądać sesja oraz gdzie każdy radny ma swoje miejsce w czasie obrad. Dla mnie to nie jest degradacja i nie będę blokował mównicy z tego powodu. Traktuję to jako decyzję, z którą jako radny muszę się zgodzić. Może będę miał więcej komfortu, gdyż nigdy nie lubiłem patrzeć na innych radnych z góry. Ostatnio komfort się pogorszył z uwagi na konflikt zaistniały pomiędzy starostą i przewodniczącym, a ja w pewnym momencie stałem się jego uczestnikiem, gdyż byłem najbliżej tego epicentrum. To obniżało komfort pracy. – Nie weszłam na salę, więc jeszcze nic nie wiem. Skieruję się do miejsca, gdzie siedziałam – powiedziała starosta tuż przed wejściem do sali obrad i zasiadła za stołem prezydialnym. Po krótkiej wymianie zdań pomiędzy starostą i przewodniczącym, widząc, że starosta nie reaguje na wyjaśnienia prowadzącego sesję, D. Igliński poprosił przedstawicieli klubów na wspólne spotkanie. Po powrocie radnych znalazł się tylko czas na odegranie hejnału i… kolejną przerwę, gdyż starosta zajęła ponownie miejsce przy stole, a przewodniczący przyznał, że ta godzina, to przerwa na… przemyślenie. Jak stwierdził wicestarosta, został poinformowany w środę przez D. Iglińskiego o decyzji, jaką podjął przewodniczący rady w sprawie składu liczbowego i osobowego przy stole prezydialnym. – Przyjąłem do wiadomości decyzję przewodniczącego i jednocześnie argumentację, co do podjęcia przedmiotowej decyzji. Zaproponowałem przewodniczącemu kompromisowe rozwiązanie, które polegało na tym, by skład osobowy i liczbowy się nie zmieniał w związku z tradycją. Zmianie by uległ tylko układ, który polegałby na tym, że przewodniczący siedzi w środku, mając po obu swoich stronach wiceprzewodniczących, a osoba starosty i moja – by zajęły miejsca na krańcu tego stołu, odpowiednio po lewej i prawej stronie. Ten kompromisowy układ przedstawiłem na wspomnianym spotkaniu w przerwie sesji, jednak to rozwiązanie nie znalazło uznania tego gremium. Uważam, że w związku z istniejącym konfliktem pomiędzy starostą a przewodniczącym, to kompromisowe rozwiązanie było racjonalne i ugodowe. Starosta zaakceptowała je.
Po powrocie na salę i wznowieniu obrad, przewodniczący rady poinformował, że jest winny wyjaśnień tej całej niezręcznej i niekomfortowej sytuacji: – Ta trudna decyzja narastała we mnie od wielu miesięcy, gdyż nie mogłem od pewnego czasu normalnie prowadzić obrad. Poinformowałem też o tym na konwencie. Napięcia, które były przy stole prezydialnym uniemożliwiały mi prowadzenie sesji. Sytuacja narastała od wielu miesięcy i myślałem, że to się zmieni. Podczas ostatniej sesji było grożenie palcem, docinki i złe komentarze pod adresem wicestarosty, więc podjąłem taką decyzję, by podczas sesji zapanował porządek. Wcześniej poinformowałem o mojej decyzji wicestarostę, a przed sesją – starostę. Państwo widzieli, jak to wyglądało. To jest tylko przywrócenie spokoju, w tym, jak ma funkcjonować rada. Nie mogę pozwolić sobie na to, by ktoś komentował uszczypliwie moje decyzje. Odpowiadam za przebieg sesji i to ja mam takie umocowanie, bo rada mi je dała i tylko dlatego, by wprowadzić porządek i nie doprowadzać do napięć, podjąłem tę decyzję, którą uważam za słuszną. Dla mnie nie jest żadnym uchybieniem siedzenie wśród radnych. I ogłaszam 15 minut przerwy. – Nie będę komentowała tego, co mówi przewodniczący, a kultura wymaga, byśmy nie pokazywali publicznie swoich pretensji – powiedziała przed przerwą starosta, która pozostała przy stole prezydialnym razem z wicestarostą. Wiceprzewodniczący zasiedli wśród kolegów z poszczególnych swoich klubów, a Dariusz Igliński obok radnego Włodzimierza Pilarczyka. Wznowiono obrady, ale dyskusja na ten temat nie skończyła się i przeniosła na koniec sesji (około godziny 23.30) do punktu wolne głosy i informacje. – Chcę podziękować w imieniu naszej strony, za postawę, która pan przyjął. Nie było panu łatwo, natomiast jako rada nie chcemy sankcjonować takiego stanu, który mamy na sesji. To była trudna sesja. Nie było panu obco usiąść z nami, jako równy między radnymi. Za to chcę podziękować, by wreszcie sesje mogły przebiegać normalnie. Nie chcę, by podczas kolejnych obrad, wiceprzewodniczący Tadeusz Pietrzak i Marian Pokladecki oraz pan, nie zajmowali miejsc wyznaczonych dla państwa. Taka sytuacja nigdy nie zdarzyła się w dziejach powiatu. Nie zdarzyło się również, by przewodniczący nie miał dialogu ze starostą, by dwie osoby najważniejsze reprezentujące nas, siedziały na tak dalekich biegunach. Nie możemy sankcjonować także tego, że starostowie siedzą w bardzo dziwny sposób, daleko od siebie. To częściowo patowa sytuacja, a to, że nie honor siedzieć z radnymi, do daliście państwo temu dowód. Przewodniczący podjął męską decyzję, by przywrócić godność tej radzie. Jednak czeka nas ogrom pracy, jako radnych i szefów klubów, by wypracować działania pozwalające normalnie funkcjonować radzie – powiedział Dariusz Pilak, dziękując za prowadzenie trudnej sesji D. Iglińskiemu. – Chciałbym, by pan przewodniczący rozważył konspiracyjną propozycję wicestarosty dotycząca tej sytuacji, jaka się wydarzyła – dodał na koniec posiedzenia radny Andrzej Kwapich.
I po raz kolejny okazało się, że im bliżej do wyborów, to takie dziwne sytuacje mogą powtarzać się częściej. Jednak po raz pierwszy, a z powiatem jestem związany od chwili jego powstania, taki konflikt i zmiany za stołem prezydialnym miały miejsce.
JAROSŁAW WALERCZAK