Lekcja nr 1: Godność

– To nasza najważniejsza lekcja: Solidarność – mówią strajkujący w Gnieźnie nauczyciele. W niedzielę, 14 kwietnia na rynku wzięli udział w manifestacji „Łańcuch Światła z Wykrzyknikiem”, którą zorganizowali uczniowie „ekonomika”. Na centralnym placu miasta zebrali się nauczyciele ze wszystkich gmin powiatu gnieźnieńskiego i nauczyciele z Wrześni.
Już ponad tydzień trwa ogólnopolski strajk nauczycieli. Spór z rządem o podwyżkę płac oraz niezgoda na reformę edukacji minister Anny Zalewskiej, która wprowadziła do szkół destrukcyjny chaos, jednoczy wiele środowisk. W Gnieźnie, podczas spontanicznego protestu, spotkali się nauczyciele, samorządowcy, uczniowie i zwykli mieszkańcy miasta. Wszyscy mówią zgodnie: Chcemy godności. – Mnie osobiście najbardziej boli rozbicie grona pedagogicznego – mówi Anna Pająkiewicz z SP nr 7 w Gnieźnie. – To także pojęcia, które się pojawiły w obiegu, jak „transfer uczniów”, które traktuje nauczycieli i uczniów jak worki z cebulą. Moją klasę przeniesiono z dwóch klas trzecich i powstała klasa czwarta. W ciągu dwóch lat odeszło ok. 20 osób z naszej szkoły. W tym roku odejdzie kolejnych 14 – zauważa.
Protest nauczycieli w Gnieźnie, pozwolił im się pokazać. Jak mówili między sobą – dopiero teraz widać ilu ich jest, ponieważ na co dzień zamknięci w rozsianych po powiecie placówkach, nie są widoczni i trudniej im przebić się ze swoimi postulatami. – My, nauczyciele wiemy, że walczymy o coś więcej – o przyszłość edukacji. Przechodzimy teraz trudną lekcję życia. Jedną z trudniejszych, jaką w 20-letnie karierze jako nauczyciel, jeszcze nie przechodziłam. To lekcja solidarności i determinacji. Obyśmy wyciągnęli z niej dobre wnioski – apelowała Małgorzata Perczak – Rybak z SP nr 7 w Gnieźnie. Do zgromadzonych wokół fontanny protestujących, przemawiali gnieźnieńscy samorządowcy, ale przede wszystkim nauczyciele oraz uczniowie. Także rodzice uczniów. Do wspólnej walki zachęcał także muzyk, ale i anglista – Aleksander Schmidt, który grał na gitarze nieformalny hymn protestu – utwór Krystyny Prońko. „Bądź jak kamień, stój wytrzymaj. Kiedyś te kamienie drgną. I polecą jak lawina. Przez noc” – niosło się w niebo nad gnieźnieńskim rynkiem.
Mimo że władze centralne oświatowej „Solidarności” podpisały porozumienie z rządem, to „doły” związkowe strajkują dalej, o czym mówił Michał Glejzer, szef gnieźnieńskiego oddziału związku. Nie kryje przy tym rozczarowania postawą centrali. – Wielkopolska „Solidarność” oświatowa w całości popiera strajk. Mam mnóstwo listów domagających się odwołania przewodniczącego Proksy, który zawarł układ z rządem. Nie wiadomo właściwie w czyim imieniu. Jestem jednym z tych, który będzie się domagał jego odwołania – mówił do zebranego tłumu. – Tu nie chodzi tylko o pieniądze. Tu chodzi jeszcze o godność i szacunek. Zacząłem się zastanawiać, czy moja praca jest bardziej ważne od świni, czy mniej. Bo krowy prawdopodobnie nie przebiję – mówił z wyraźnym przekąsem, otrzymując aplauz.
Do wielu zarzutów, które kieruje pod adresem nauczycieli rząd oraz osoby mu bliskie, że to protest polityczny, swojej irytacji nie kryje Anna Kaźmierska, nauczycielka z SP nr 3 w Gnieźnie. – Wbrew temu, co próbuje – niestety, dość skutecznie – wmówić opinii publicznej strona rządowa sporu, ten strajk jest protestem całego środowiska pracowników oświaty, którzy reprezentują na co dzień bardzo różne poglądy polityczne. Do ZNP należy stosunkowo niewielki procent pracowników oświaty. Przykładowo w mojej szkole na 70 pracowników związkowcami jest 17, a dokładnie 16 – ZNP i 1 – Solidarność. Ja, jak i wiele moich koleżanek i kolegów, nie należymy do związków i nie obchodzi nas polityka pana Broniarza, obchodzi nas przyszłość polskiej szkoły – zaznacza. – Co do naszych pensji, to są naprawdę niskie, biorąc pod uwagę, że nauczyciel to jeden z nielicznych zawodów, którego nie można wykonywać bez wyższego wykształcenia. Tymczasem nasze wynagrodzenia porównuje się do wynagrodzeń ekspedientek, kasjerek, szeregowych pracowników produkcji, a nie do pensji prawników, czy lekarzy, gdzie wymagania co do kwalifikacji są podobnie wysokie – mówi A. Kaźmierska i przestrzega, że za chwilę zabraknie w szkołach młodych kadr, bo absolwenci studiów nie chcą trafić do szkół targanych reformami i w dodatku oferującymi marne zarobki, a każdy ma marzenia do zrealizowania. Szkoła z jej pensjami tym celom nie sprzyja.
Protest zakończył się po godzinie, a okrasił go „łańcuch światła”, czyli setki światełek, których blaskiem protestujący świecili w stronę rządu, by ten zauważył ich potrzeby i ambicje. ALEKSANDER KARWOWSKI