Shadow

„Ludzie gów** wiedzą”, czyli nerwowo o Domu Dziecka w Trzemesznie

Do niezwykle emocjonalnej wypowiedzi Krzysztofa Derezińskiego, burmistrza Trzemeszna doszło 24 czerwca na sesji Rady Miejskiej, która była prowadzona online. Tak duże emocje w burmistrzu wywołały pytania radnego Kacpra Lipińskiego dotyczące sytuacji Domu Dziecka w Trzemesznie i poczynań trzemeszeńskich samorządowców w tej sprawie.
Radny Kacper Lipiński w wolnych głosach i wnioskach pytał m.in. po co przedstawiciele trzemeszeńskiego samorządu byli obecnie na sesji Rady Powiatu Gnieźnieńskiego 27 lutego. Jak zauważył radny, w sprawie Domu Dziecka w Trzemesznie powstał duży szum informacyjny, ale także opór ze strony gminy co do zamierzeń starostwa. – Przesłuchałem sesję powiatu z 27 lutego, na której pojawiło się trzech panów z Trzemeszna. W związku z tym mam kilka pytań. Według dyrektora placówki zarówno kadra i dzieci czekają na przeniesienie do mniejszych i nowocześniejszych placówek, a panowie podczas wystąpienia odmieniacie przez wszystkie przypadki, że dzieci będą mniej szczęśliwe przenosząc się do Gniezna, że będą bardziej szczęśliwe w Trzemesznie. Czy któryś z panów rozmawiał z dziećmi, co one sądzą? Kolejne pytanie: czy możecie mi panowie przedstawić argumenty, które świadczą o tym, że dzieci będą lepiej czuć się w Trzemesznie niż w Gnieźnie? Czy burmistrz Trzemeszna pojechał na obrady powiatu reprezentować mieszkańców Trzemeszna, w jakiej roli przemawiali przewodniczący Rady Miejskiej Benedykt Nitka i radny Daniel Bisikiewicz? Jaki pomysł ma burmistrz na rozwiązanie sprawy Domu Dziecka w Trzemesznie? Swoją propozycję przedstawił starosta Piotr Gruszczyński, ze strony gminy do tej pory cisza – mówił Kacper Lipiński.
Wystąpienie radnego bardzo zdenerwowało burmistrza Krzysztofa Derezińskiego. – Wszystkiego się mogłem spodziewać, ale nie takiego wystąpienia, które pan Kacper Lipiński w tej chwili zaprezentował. Uważam, że to jest nieprzemyślane. Nie wiem co panem kierowało, bo po raz pierwszy tak się bardzo źle czuję po tym, co pan powiedział, chociaż często pan mnie krytykuje – stwierdził na wstępie wypowiedzi burmistrz. Dalej oświadczył, że dzieci z Domu Dziecka w Trzemesznie bardzo dobrze zna, na pewno lepiej niż Piotr Gruszczyński i lepiej niż ktokolwiek z radnych. – Ja tam pojechałem tylko i wyłącznie ze względu na dobro tych dzieci. Proszę pana, ja w tym domu bywam, znam te dzieci z imienia i nazwiska, żaden radny łącznie z panem nie zna tych dzieci osobiście. I to, co pan w tej chwili powiedział – nie wiem, czy pan w jakąś komitywę z panem starostą wszedł, czy nie, bo to mnie naprawdę zabolało. Uważam, że jest to „chamówa”, to co pan zrobił i tak to nazywam – mówił zdenerwowany burmistrz.
Gospodarz Gminy Trzemeszno radził radnemu Lipińskiemu, aby sam poszedł do Domu Dziecka i spytał, czy dzieci tam mieszkające są szczęśliwe, czy nie. – Bo ja nie wiem czy osoby, które się tymi dziećmi opiekują, czy mówią mi prawdę, czy nie, bo ja w tej chwili ogłupiałem. Jak brałem udział w tych rozmowach dla dobra tych dzieci, to miałem różne głosy z różnych stron. W tej chwili jak czytam i słucham wywiadów, to nie wiem czy się wszyscy cieszą, czy nie. Może jestem idiotą – mówi burmistrz. W swej wypowiedzi burmistrz nawiązał także do pisma Piotra Gruszczyńskiego, starosty gnieźnieńskiego w sprawie ewentualnego przejęcia Domu Dziecka przez Gminę Trzemeszno. Podkreślił, że bez decyzji radnych w tej kwestii nie może na to pismo odpowiedzieć, ma też wiele wątpliwości, co do intencji starosty jakimi kierował się pisząc to pismo. Mówił także o swoim emocjonalnym zaangażowaniu w sprawy Domu Dziecka. Ocenił wypowiedź Kacpra Lipińskiego w tej sprawie ponownie, jako chamski atak i jako nokaut. – Pan mnie powalił, po raz pierwszy jestem przez pana znokautowany. W bardzo uważam chamski sposób. Mówię emocjonalnie, bo nie spodziewałem tego. (…) Gdybym wiedział, że takie pytanie pan zada zadzwonił bym do pana. Co panem kierowało? Kto pana na mnie napuścił? Jestem znokautowany, muszę się pozbierać, bo takiego chamskiego zachowania, takiego dziwnego pytania się nie spodziewałem. Może jestem za bardzo emocjonalny, ale to dlatego, że ja te dzieci znam.Były u mnie w domu. U pana były, zna pan je? Ktoś panu mówił coś więcej i naprawdę ja teraz potrzebuję dużo czasu na ochłonięcie. Nie odpowiem dzisiaj na te pytania. Dziękuję, dzisiaj ten temat kończę – mówił K. Dereziński.
Do swojej wizyty na obradach powiatu odniósł się również Benedykt Nitka. Przewodniczący rady podkreślił, że pojechał tam przede wszystkim po informację. – Chciałem usłyszeć, co przemawia za takim posunięciem. Pan starosta odkąd został starostą nie był ani razu na żadnej sesji Rady Miejskiej – podkreślał B. Nitka. Przyznał on, że starosta ma prawo decydować o domach dziecka, bo takie ma kompetencje, ale brak rozmów w tej sprawie z trzemeszeńskim samorządem jest wyrazem lekceważenia Trzemeszna przez starostwo. – Proszę państwa, jesteśmy drugą co do wielkości gminą w powiecie gnieźnieńskim, gdzie nas się po prostu nie szanuje. Tak to uważam, bo nie potrafi przyjechać przedstawiciel starostwa i przedstawić nam koncepcji, co zamierza zrobić w przyszłości, tylko tego dowiadujemy się z gazety. Co do dzieci nie wypowiadam się, bo nie znam ich i nie będę z siebie robił tutaj człowieka, który chce zbawić cokolwiek – stwierdził B. Nitka.
Wywołany do odpowiedzi poczuł się także Daniel Bisikiewicz, również obecny na sesji powiatu. – Ja poczułem się w obowiązku pojechać na sesję powiatu, ponieważ nie były znane wówczas żadne konkrety. Uważaliśmy, że nie zaszkodzi, aby silna reprezentacja Trzemeszna była obecna na tych obradach. Wyraziłem tam swoje zaniepokojenie, docierały do nas różne informacje. Zaproponowałem i apelowałem, aby konkretne rozwiązania przedstawić Radzie Miejskiej w Trzemesznie, aby ktoś przyjechał na sesję do Trzemeszna. Nasza obecność na pewno nie zaszkodziła – podkreślał D. Bisikiewicz. Do emocjonalnej wypowiedzi burmistrza odniósł się radny Kacper Lipiński. – Insynuacja, że pan starosta Gruszczyński kazał mi się zapytać, to już przez litość nawet tego nie skomentuję, bo to ciężko coś powiedzieć. Mam pytanie do pana burmistrza, abym w przyszłości polepszył swój warsztat, aby wskazał mi wypowiedź czy pytanie, którego treść była chamska w stosunku do niego – mówił K. Lipiński. Radny podkreślał, że jego ostatni element pytania był powodowany zapytaniami mieszkańców. – Nie wymyśliłem je sam. Prosił mnie mieszkaniec, aby zapytać, ponieważ jest w tej sprawie ogromny szum informacyjny. Ludzie interesują się tą sprawą, a nie ma ze strony urzędu żadnego stanowiska. Jest ona na wokandzie od pięciu miesięcy i ze strony urzędu nie ma żadnego ruchu – mówił K. Lipiński.
Burmistrz Dereziński przyznał, że jego wystąpienie jest emocjonalne, wyraził także przypuszczenie, że intencje radnego Kacpra Lipińskiego nie są do końca czyste w tej sprawie. – Może się mylę. Po prostu chciałem się tu wszystkim spytać, wszystkim którzy nas słuchają, a także w Starostwie Powiatowym w Gnieźnie. Jak się tak tymi dziećmi interesują, to kto był w Dniu Dziecka 1 czerwca, w tym Domu Dziecka? Pytam się, kto był, złożył życzenia i się nimi zainteresował? Kto? Pan starosta? Państwo radni byliście? Nie byliście. Kto był wtedy, gdy pan starosta z panem członkiem zarządu niestety, co ubolewam pochodzącym z terenu gminy Trzemeszno, przyjechali pani dyrektor dać wypowiedzenie? A były to święta. Kto się spytał, czy mają maseczki, czy maja płyny dezynfekcyjne? Nikt się nie spytał. To my im daliśmy. Chciałem dzisiaj mówić o piśmie pana starosty, ale nie będę, bo się z państwem za chwilę żegnam. Pan Dariusz Jankowski będzie mnie zastępował. Przepraszam. Oceniajcie to jak chcecie. Możecie do moich wyborców zadzwonić, że jesteście obrażeni, że nie dałem rady do końca, ale jestem dzisiaj powalony. Panie Kacprze, nawet jak może pana źle zrozumiałem, ja tu robię wszystko, aby ten Dom Dziecka uratować. Nas olano, powiat robi co chce i tyle – stwierdził burmistrz.
K. Dereziński odniósł się także do stwierdzenia K. Lipińskiego, że tematem tym interesują się ludzie mieszkający w Trzemesznie.Stwierdził, że osoby, które tak niby interesują się losem dzieci z tego domu nic nie wiedzą. – Ci, którzy pisali w internecie, że burmistrz sprzedał Dom Dziecka, gów** wiedzą. Przepraszam bardzo za to słowo „gów**”, ale gów** wiedzą. Nic nie wiedzą. Mają mętlik w głowie. Robię wszystko, aby to uratować – stwierdził burmistrz Trzemeszna i opuścił obrady. Kacper Lipiński kwitując całą dyskusję stwierdził, że chyba konflikt prywatny pomiędzy starostą gnieźnieńskim, a burmistrzem Trzemeszna przekłada się na stosunki służbowe obu panów. – Śledząc to z boku wydaje mi się, że jest ten konflikt od dłuższego czasu. No i ten konflikt, nie wiem, z jakiejś niwy prywatnej przenosi się na służbową. Nie wiem o co tutaj chodzi – mówił K. Lipiński. Radny odniósł się również do zarzutów burmistrza, że nie interesował się dotąd Domem Dziecka. Przyznał, że jego zainteresowanie dotąd nie było duże, był w tej placówce trzykrotnie grając z dziećmi w piłkę. – Pan burmistrz interesuje się podobno, ale nie ma żadnego stanowiska i nie wiemy nic w tej sprawie nadal. Nie odpowiedział na żadne pytanie i tak to wygląda – skwitował K. Lipiński.
Na zakończenie sesji Rady Miejskiej, jej przewodniczący Benedykt Nitka podziękował za udział w sesji..
RENATA PAŁUCKA