Marek Dyjak. Gnieznu ciągle go mało

Choć ostatnie dni sierpnia i pierwsze września stały w gnieźnieńskiej kulturze pod znakiem występów muzycznych gwiazd w ramach finału Królewskiego Festiwalu Artystycznego, to w piątek, trochę jakby na uboczu, odbył się niezwykle udany koncert Marka Dyjaka, który włączony został w ramy Weekendu Profilaktycznego „Nie biorę, nie piję… żyję. Biorę życie na trzeźwo”.
Od 31 do 2 września miał w Gnieźnie miejsce Weekend Profilaktyczny, którego zadaniem było uzmysłowienie mieszkańcom złożonych niekiedy problemów uzależnienia od alkoholu, narkotyków, dopalaczy, czy stosowania przemocy w rodzinie. Powyższe dysfunkcje niekiedy się mieszają, a wpływ jednych powoduje powstanie drugich. W ramach organizowanej przez Urząd Miejski w Gnieźnie imprezy, odbyły się pikniki integracyjne i festyny, w czasie których bez alkoholu i innych używek było można spędzić rodzinnie i wesoło czas. Kulturalnym punktem kulminacyjnym wydarzenia był darmowy, zaskakująco mało nagłośniony, koncert niezwykle lubianego barda, muzyka i piosenkarza Marka Dyjaka. Artysta, który po wyjątkowym sukcesie jakim był jego poprzedni koncert w Gnieźnie przed dwoma laty, spokojnie mógłby zapełnić większą salę niż ta widowiskowa w Miejskim Ośrodku Kultury. Trochę szkoda, że jego nazwisko, które na plakatach rozwieszanych na słupach ogłoszeniowych zawsze elektryzuje miłośników świetnej muzyki i bardzo przemyślanych tekstów, nie włączyło się należycie w cykl kolejnych koncertów O.S.T.R. i Hyżego, które miały miejsce w kolejnych dniach. Ci, którzy jednak dowiedzieli się o przyjeździe Dyjaka z zespołem i dotarli wieczorową porą do MOK w piątek, 31 sierpnia, zawieść się występem Dyjaka po prostu nie mogli. – Dyjak to artysta wyjątkowy ze wszech miar. Wspaniała osobowość i artysta wrażliwy – przyznaje Tomasz Chełek, terapeuta uzależnień, współorganizator wydarzenia. – Przez swoją muzykę powoduje chwilę zadumy, której w ostatnich czasach mamy coraz mniej, a której przecież tak potrzebujemy. Staramy się wybierać takich artystów, którzy przez swoje dokonania i twórczość też udowadniają, że można żyć inaczej – dodaje T. Chełek, który jest także członkiem Fundacji „Młodzi w Uzależnieniu”, a która organizuje od lat koncerty pn. „Spróbuj na trzeźwo”. – Profilaktyka wcale nie musi opierać się tylko na twierdzeniach, że alkohol zabija i narkotyki są złe. Przecież to jest fakt, któremu nikt nie przeczy. Chcemy tutaj jednak pokazać, że przez kontakt ze sztuką też można dotrzeć do osoby zagrożonej i zrobić dla niej dużo dobrego, stąd wybieramy artystów, którzy przeszli drogę do czystości. Sam Marek Dyjak jest osobą chorą, która bardzo dobrze funkcjonuje i realizuje swoje pasje – podkreśla. Dyjak jako artysta niezwykle wrażliwy, dobierający do swojego repertuaru teksty niebanalnych poetów, m.in. Wojaczka, dał się poznać już wiele lat temu, kiedy uciekł z rodzinnego Świdnika i dosłownie włócząc się po Polsce zdobywał laury i uznanie środowiska muzyki akademickiej i poetyckiej. Sam siebie nazywał „ekskluzywnym alkoholikiem”, gdyż szybko wpadł w sidła knajpianego życia bohemy artystycznej. Był zapraszany, śpiewał, ale jednocześnie po koncercie „urywał się” w ciemnych dzielnicach miasta i znikał dla polskiej muzyki na kilka miesięcy. „Cała moja dorosłość była pijana. To jest jedno wielkie niebezpieczeństwo. Człowiek wtedy nawet dla siebie nie jest opoką, a co dopiero dla kogoś innego” – mówił w głośnym wywiadzie opublikowanym jako „Polizany przez Boga”. Kilkadziesiąt wizyt w szpitalach psychiatrycznych na odtruciu, próba samobójcza – to sprawiło, że wszedł na drogę trzeźwienia, a wyciągnęła go ukochańsza od wódki muzyka. Gnieźnieński koncert był dobrym przykładem, że miłość do niebezpiecznych uzależnień przegrywa z miłością do rzeczy twórczych. Dyjak wokalnie zaprezentował się perfekcyjnie, prezentując publiczności znane jego utwory, ale często w nowej aranżacji muzycznej, czy nowym artykułowaniem tekstu. Dzięki temu utwory jak np. „Modlitwa” mogły zostać odkryte na nowo. Koncert pokazał wyraźnie, że Dyjak w Gnieźnie jest dobrze zadomowiony i przyciąga dużą i stałą publikę i warto o nim pamiętać w kontekście zaproszenia go po wydaniu następnej jego płyty. ALEKSANDER KARWOWSKI