Shadow

Miasto spieszy się ze sprzedażą spalonej dawnej pruskiej stajni, bo jej kosztowne zabezpieczenie nakazał konserwator

Od 13 lat miejski majątek w postaci dawnej pruskiej stajni z ujeżdżalnią stoi z w części wypalonymi pożarem murami, które nie są w dodatku zabezpieczone zadaszeniem. Te spłonęło niemal doszczętnie w 2008 roku. Od 2017 roku Wielkopolski Wojewódzki Konserwator Zabytków w Poznaniu bezskutecznie wzywa prezydenta Gniezna do niezwłocznego ratowania popadającego w ruinę zabytku, jednak do dziś obiekt nie został zabezpieczony, a jego mury niszczeją. Miasto nie ma środków na ratowanie obiektu i próbuje „pozbyć się” kłopotliwego elementu dawnych pruskich koszar, sprzedając go.
Dziś kompleks dawnych koszar przy ul. Wrzesińskiej w Gnieźnie, to istny chaos przestrzenny i urbanistyczny. Mieszczą się tu szkoła wyższa, muzeum, przedszkole, firmy produkcyjne, usługowe, warsztaty, magazyny, parkingi, boisko, tor rowerowy, stacja paliw, hurtownie, a część obiektów od lat stoi pusta i niszczeje. Dla całego obszaru charakterystyczne pozostają dwa długie kompleksy dawnych stajni z ujeżdżalniami. Zostały one wybudowane w latach 1890-1894 jako istotny element dawnych pruskich koszar 12. Regimentu Dragonów, później 17. Pułku Ułanów, a następnie 17. Pułku Artylerii Lekkiej. Niestety, oba zabytki różnią się zagospodarowaniem. Ten bliżej ulicy Grunwaldzkiej znalazł już przed laty nabywcę, który obiekt wyremontował i zagospodarował pod handel i usługi. Ten usytuowany przy ul. Wrzesińskiej, tuż obok przedszkola i Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej, w 2008 roku w części strawił pożar. Po nim zostały wypalone mury, jednak zachowały dobry stan. Ogień strawił nie tylko część poszycia dachowego, ale także na sporym fragmencie sprawił jego zapadnięcie się do środka. Rozprzestrzenianiu się pożaru sprzyjały materiały, z których obiekt był zbudowany – drewniany dach kryty papą oraz stropy drewniano-trzcinowe. Po ugaszeniu pożaru bramy stajni zostały zamknięte, a sam obiekt pozostał zapomniany na kolejne lata.
W 2017 roku Wielkopolski Wojewódzki Konserwator Zabytków (WWKZ) wezwał Tomasza Budasza, prezydenta miasta, do podjęcia natychmiastowych działań celem ratowania obiektu. „Należy niezwłocznie przeprowadzić kontrolę stanu zachowania budynku stajni z ujeżdżalnią z Zespołu koszar 12. Regimentu Dragonów, później artylerii i wszcząć postępowanie administracyjne mające na celu doprowadzenie do poprawy stanu technicznego ww. budynku. Proszę o wykonanie ww. zaleceń pokontrolnych bezzwłocznie.” – wzywał wówczas konserwator wojewódzki. Choć prace szły opieszale, to ostatecznie spalone fragmenty dachów i stropów, które zawaliły się do środka stajni – uprzątnięto, m.in. wnętrza budynku z gruzu i nieczystości, wrastających drzew i krzewów oraz udrożniono rynny i rury spustowe nad częścią budynku, gdzie zachował się jeszcze dach. Jednak zachowanych murów nie zabezpieczono tymczasowym zadaszeniem. Co prawda, jak informowała redakcję „Przemian” WWKZ, władze miasta w końcu zleciły wykonaniedokumentacji projektowej na tymczasowe zabezpieczenie dachu, a gnieźnieński konserwator zabytków wydał decyzję pozwalającą na wykonanie tymczasowego zabezpieczenia budynku w formie porycia dachu, zamurowania otworów okiennych pozbawionych stolarki, montażu rynien i rur spustowych oraz wykonaniu nowej instalacji odgromowej, ale do pierwotnego terminu obowiązywania zezwolenia – nic się nie zmieniło. Ta graniczna data to 31.12.2020 r.
Miasto próbując ominąć zbędny wydatek jakim jest zadaszenie zniszczonych stajni, postanowiło obiekt sprzedać. Najpierw opracowano nowy miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego, który dla tego obiektu wyznacza formę zagospodarowania pod handel i mieszkania wielorodzinne. Teraz przyszedł czas na jego sprzedaż. – Nie mamy zaplanowanego przeznaczenia tego obiektu, dlatego postanowiliśmy go sprzedać – poinformował radnych na posiedzeniu Komisji Gospodarki Miejskiej i Ochrony Środowiska, Jarosław Grobelny, wiceprezydent Gniezna. Jak zdradził J. Grobelny, koszt tymczasowego zadaszenia obiektu, który wymaga od magistratu wojewódzki konserwator, wynosić może od 150 do 200 tys. złotych. – Nie chcielibyśmy takich pieniędzy łożyć, szczególnie, że w ostatecznym rozrachunku cały budynek sprzedamy za 500-700 tys. złotych. Byłyby to zmarnowane pieniądze. Nie ukrywam, że czas nas pogania. Ostatecznie zgodę na sprzedaż budynku wyrazili miejscy radni przyjmując stosowną uchwałę. ALEKSANDER KARWOWSKI