Shadow

Mieszkanka gminy Witkowo wygrała The Voice Senior

Barbara Parzęczewska wygrała The Voice Senior. Twierdzi, że jeszcze to do niej nie dotarło. – Jeszcze trochę fruwam w powietrzu. Jestem trochę pomiędzy tym wszystkim, bo to takie dziwne uczucie. Znajomi, przyjaciele dzwonią i gratulują. Wiem też, że mieszkańcy gminy Witkowo trzymali mocno kciuki, że ze wzruszeniem oglądali mój występ, bardzo im za to dziękuję – mówi.
Mój dom to teraz „dom otwarty”, drzwi się nie zamykają: radni, dziennikarze, przyjaciele. Odezwali się do mnie teraz znajomi sprzed kilkunastu, nawet sprzed czterdziestu lat. Dzwonią i pytają, czy ich pamiętam, to miłe, ale chyba wiedzą, że jest to czasami niemożliwe. Odezwała się pani, która zajęła drugie miejsce podczas koncertu piosenki radzieckiej, ja zajęłam wtedy pierwsze, miałam zaledwie osiemnaście lat. Dzwoniący mówią, że jak śpiewałam to płakali przed ekranem. Wiem, że potrafię śpiewać, ale to mój mąż we mnie jako pierwszy uwierzył i namówił mnie do udziału w tym programie. Powiedział idź i wygraj, takie dał mi wyzwanie. Mój mąż był chory i ja się z nim sprzeczałam, że nigdzie nie pójdę, że muszę być z nim i się nim opiekować. Zawarliśmy umowę, że jak on będzie bardziej dbał o swoje zdrowie, to ja zgłoszę się do The Voice Senior. Ja walczyłam dla niego w programie, a on walczył dla mnie, żeby przeżyć. Dzisiaj wiem, że po śmierci chciał mi zapełnić pustkę. Jest to póki co niemożliwe, ale staram się robić wszystko z myślą o nim – powiedziała pani Barbara.
W*ygrała drugą edycję programu, ale straciła najbliższą osobę, w tym czasie mąż zmarł (w listopadzie ubiegłego roku). – *Cały czas jestem między smutkiem a radością. Próbuję się cieszyć i ciężko mi to przychodzi. Mam nadzieję, że mój mąż się cieszy. Myślami jestem z nim i w programie śpiewałam przede wszystkim dla niego. Przez wiele lat byliśmy wspaniałym małżeństwem. I gdy w końcu znaleźliśmy swoje miejsce na ziemi, swoje gniazdko, blisko Witkowa, zmarł. Muzyka pozwala mi ten smutek i ból złagodzić, bo ja kocham śpiewać – mówi pani Barbara i dodaje: – Mój pierwszy wyjazd zarobkowy był do Finlandii w 1977 roku. Takie były czasy, że ciężko było zarobić pieniądze. Miałam kontrakty i śpiewałam z zespołem w Szwecji, Stanach i Niemczech. To była ciężka praca w lokalach. Śpiewałam po to, żeby było mi finansowo lepiej, a nie żeby karierę robić. Chciałam mieć nie tylko na chleb, ale na bułkę z masłem dla nas i czwórki naszych dzieci. Nasze marzenie z mężem było takie, żebym nagrała prostą jazzową płytę z pianistą. Teraz muszę znaleźć takiego muzyka, z którym będę mogła to zrealizować. Pieniądze, które wygrałam przeznaczę na nagranie tej płyty.
EWA SOCHA