Mieszko przeszedł do historii! Niesamowity wyczyn gnieźnian

Niesamowitym wyczynem popisali się piłkarze gnieźnieńskiego Mieszka! Podopieczni Mariusza Bekasa wygrali w sobotnie popołudnie, 4 listopada w Trzciance z Lubuszaninem 4:1 i tym samym przeszli na długie lata do historii piłki nożnej w Grodzie Lecha, ale nie tylko! Gnieźnianie zakończyli pierwszą rundę sezonu czwartoligowego z kompletem zwycięstw, a to wyczyn którego najnowsza historia nie pamięta. Na półmetku sezonu mieszkowcy mają 14) punktów przewagi nad wiceliderem.
Sobotni mecz zapowiadał się dla drużyny Mieszka jako bardzo trudna przeprawa. Lubuszanin to obrońca tytułu mistrzowskiego w tej grupie z ubiegłego sezonu, który na własnym boisku nie zwykł oddawać punktów. W dodatku w naszej ekipie zabrakło Marcina Trojanowskiego, który pojechał do Trzcianki lekko kontuzjowany, bardziej w roli „straszaka” i spędził cały mecz na ławce rezerwowych, a nie trzeba nikomu tłumaczyć, że brak Marcina to bardzo duże osłabienie drużyny z grodu Lecha. Pierwsze minuty spotkania należały do Mieszka. Gospodarze, mimo że wybiegli na murawę bardzo zmotywowani, jakby przestraszyli się podopiecznych Mariusza Bekasa i oddali im pole. Jednak poza przewagą optyczną mało z gry biało-niebieskich wynikało, klarownych sytuacji podbramkowych, niestety nie doczekaliśmy się. Natomiast w 28 minucie niespodziewanie to miejscowi wyszli na prowadzenie. Paweł Wicher najprzytomniej odnalazł się w polu karnym przyjezdnych i strzałem po ziemi przy słupku pokonał Wiktora Beśkę. Nie bez znaczenia przy tej sytuacji był brak na boisku Michała Steinke, który w tym momencie opatrywany był poza linią autową przez gnieźnieńskiego masażystę, po tym jak chwilę wcześniej został uderzony przez rosłego napastnika Lubuszanina łokciem w głowę. Ten gol podziałał na gnieźnian niczym płachta na byka. Mieszkowcy w swoim stylu wrzucili drugi bieg i podkręcili tempo. Na efekty czekaliśmy osiem minut. W 36 minucie po ładnej akcji i zagraniu Damiana Pawlaka sam przed Damianem Zamiarem znalazł się Tomasz Bzdęga. Jednak pozycja pomocnika Mieszka nie była łatwa, gdyż nie miał on zbyt wiele miejsca na oddanie strzału, a w dodatku miał duży kąt. Na szczęście doświadczenie Tomka wzięło górę i piłka zatrzepotała w siatce Lubuszanina. Był remis 1:1 i nadal posiadaliśmy przewagę, choć miejscowi odgryzali się kontratakami i to wcale nie było tak, że Wikotr Beśka był bezrobotny. W pierwszej części więcej goli już nie obejrzeliśmy i do szatni obie jedenastki schodziły z remisem.
Jak by potoczyły się losy tego spotkania, w 55 minucie Mateusz Kaczor wykorzystał znakomitą sytuację w polu karnym Mieszka? Wychowanek gnieźnieńskiego klubu znalazł się „oko w oko” z Beśką i tylko sam wie jak nie trafił do bramki, gdyż piłka po jego strzale przeszła tuż obok słupka. Niespełna sześćdziesiąt sekund później trzcianeccy gracze poczuli, jak niewykorzystane sytuacje lubią się zemścić, gdyż z gola cieszyli się gnieźnianie. Koronkowa akcja podopiecznych Mariusza Bekasa, szybka wymiana podań i Krzysztof Wolkiewicz podał do Gracjana Goździka, który nie dał szans Damianowi Zamiarowi. W 64 minucie przewaga gości przyniosła im trzeciego gola. Tym razem po akcji prawą stroną, w zamieszaniu pod bramką Zamiara piłkę musnął Tomasz Kaźmierczak i kiedy wydawało się, że to on będzie autorem gola, jeszcze przed linią bramkową piłkę wepchnął do siatki Krzysztof Wolkiewicz. Trzecie trafienie gości kompletnie podcięło skrzydła podopiecznym Jarosława Feciucha i drużyna Mieszka całkowicie panowała na murawie. W 69 minucie Mieszko podwyższył prowadzenie na 4:1. Tego gola przyniosła nam kolejna bardzo szybka akcja zakończona podaniem Tomasza Bzdęgi do Damiana Pawlaka. Ten drugi strzałem niemal do pustej bramki zdobył swojego ósmego w tym sezonie gola. Później lider tabeli nieco spuścił z tonu. Najlepszą okazję do podwyższenia wyniku miał w 84 minucie Dawid Radomski, który będąc sam na sam z Zamiarem przestrzelił obok słupka. W ostatnich minutach żadnej z ekip nie udało się znaleźć drogi do siatki rywala i mecz zakończył się zasłużoną wygraną Mieszka 4:1. Była to piętnasta wygrana mieszkowców w piętnastym meczu tego sezonu! Zespół trenera Bekasa dokonał czegoś, co w historii piłki nożnej w Gnieźnie jeszcze nigdy nie miało miejsca. Więcej! Trudno doszukać się takiego wyczynu w annałach wielkopolskiego futbolu (oczywiście poza najniższymi klasami rozgrywkowymi), a jak to się ma w kontekście całego kraju trzeba by było bardzo mocno pogrzebać, aby znaleźć zespół, który mógł pochwalić się tak imponującą passą! To bez wątpienia wyczyn, który zasługuje na ogromne słowa uznania. Po długich latach posuchy Gniezno doczekało się drużyny piłkarskiej, którą należy się chwalić. Na półmetku sezonu Mieszko lideruje w tabeli grupy północnej IV ligi z kompletem 45 punktów. Druga Unia Swarzędz, trzecia Tarnovia Tarnowo Podgórne i czwarta Warta Międzychód tracą do gnieźnian aż 14 punktów. Toż to prawdziwa przepaść. Teraz przed drużyną Mieszka jeszcze dwa mecze, które zostaną rozegrane awansem z rundy wiosennej. W najbliższą sobotę, 11 listopada o godzinie 13.30 gnieźnianie podejmować będą na stadionie przy ulicy Strumykowej zespół Kotwicy Kórnik, a tydzień później także w Gnieźnie biało-niebiescy zagrają zIskrą Szydłowo.
Mieszko: Wiktor Beśka, Marcin Tomaszewski (85 Paweł Siwka), Adrian Bartkowiak, Michał Steinke, Miłosz Brylewski, Damian Pawlak, Dawid Radomski, Tomasz Bzdęga, Gracjan Goździk (82 Damian Garstka), Krzysztof Wolkiewicz (84 Oskar Wegnerski), Tomasz Kaźmierczak (75 Tobiasz Garstka) (na)