Shadow

Mistyczny wieczór z poezją Krzysztofa Kuczkowskiego


Do Gniezna wrócił na jeden poetycki wieczór Krzysztof Kuczkowski, człowiek lokalny, stąd, jednak poetycki obieżyświat, jeden z najbardziej szanowanych poetów swojego pokolenia, którego twórczość ma wiele do zaoferowania, także młodym ludziom. Wspaniały wieczór z poezją Kuczkowskiego okraszony był spektaklem Teatru w Depozycie.
Jeszcze niedawno trudno byłoby znaleźć w Gnieźnie wydarzenie o poetyckim wymiarze. Skarbiec poetyckiego życia w Gnieźnie uchyla swoje wrota z rzadka i tylko na chwilę. Dzięki Gnieźnieńskiemu Klubowi Literackiemu działającemu przy Miejskim Ośrodku Kultury, entuzjaści poezji mają swój czas i miejsce do obcowania ze słowem. Tym razem do Gniezna powrócił Krzysztof Kuczkowski, od ponad trzydziestu lat mieszkający w trójmieście, jednak jego ślad pozostawiony w Pierwszej Stolicy jest trwały, także jako współtwórcy Gnieźnieńskiej Grupy Poetyckiej „Drzewo”, która była w latach 70. i 80. wielkim orzeźwieniem intelektualnym. Twórczość poetycka, choć ważna, nie jest jedyną formą jego działalności dla literatury, założył legendarny dwumiesięcznik literacki „Topos”, pisze recenzje muzyczne. W Gnieźnie czytał swoje wiersze z tomików „Ruchome święta” (niedawno prezentowane na antenie radiowej „dwójki”) i „Kładka”. Na początku spotkania laudację na cześć poety wygłosił dr Wojciech Grupiński, głos zabrał Dawid Jung, redaktor naczelny „Zeszytów Poetyckich”, a samo spotkanie sprawnie poprowadził Michał Domagalski, poeta i krytyk literacki. Wydarzenie miało znamiona mistyki, nie tylko z racji samej treści wierszy Kuczkowskiego, zaglądających w tę tematykę, ale także atmosfery. Do MOK zawitało spore grono młodzieży, ale także przyjaciele Kuczkowskiego z okresu początku drogi poetyckiej: Ewa Kuczkowska, Krzysztof Grzechowiak i Krzysztof Szymoniak, współtwórcy „Drzewa”. Byli także przyjaciele brata Krzysztofa, Sławka, także poety, nieżyjącego już twórcy Teatru Wizji i Medytacji Czerwona Główka. To właśnie występ Teatru w Depozycie, organizowanego przez Jarka Mikołajczyka, będącego kustoszem pamięci o twórczości Sławka Kuczkowskiego, był wzniosłym wkładem w poetycki wieczór. Poezja Krzysztofa i spuścizna po jego bracie Sławku, mogły połączyć się. – Szczerze mówiąc, Krzysztofa poznaję dopiero teraz. Poznawałem go tak trochę na raty, poprzez rozmowy ze Sławkiem. Rzecz jasna jako nastolatek, przechadzałem się na imprezy organizowane przez grupę Drzewo, trudno jednak bym wtedy poznawał się z Krzysztofem Kuczkowskim, czy Szymoniakiem. Przez lata Krzysztof był dla mnie nie tyle nawet bratem Sławka Kuczkowskiego, ale naczelnym TOPOSU. Potem poznawałem go w rozmowach że Sławkiem, który gdy rozmawialiśmy o literaturze czy muzyce, często przywoływał Krzysztofa i jego opinię. Osią tego poznawania był Sławek. Kiedy przeżywasz wspólnie ostatnie spotkanie autorskie przy łożu śmierci twojego przyjaciela, a jego brata, to czasem wystarczy, nie potrzeba drążyć i dopowiadać – nie kryje emocji Jarek Mikołajczyk. Emocji nie krył po teatralnym występie młodzieży Krzysztof Kuczkowski, który dziękował za spektakl, za niesienie pamięci o jego zmarłym bracie. Jak sam przyznał, dzieląca ich spora różnica wieku nie zawsze pozwalała mu przyglądać się twórczości brata, ale z biegiem lat, docenia jego twórczość i bardzo ją szanuje. Nie mogło zabraknąć pamiątkowych wpisów do tomików poezji i sympatycznych rozmów z przyjaciółmi i znajomymi z Gniezna, jednak ważnym punktem spotkania było wręczenie Kuczkowskiemu przez Dariusza Pilaka, dyrektora MOK, Medalu Koronacyjnego, jako nagrody za ogromny wkład w twórczość kulturalną miasta i poezji w ogóle. Podczas rozmów kuluarowych, nie rzadko padało stwierdzenie: „więcej takich poetyckich spotkań”, kiedy w szaleństwie dnia codziennego, jest ta izolowana przestrzeń poezji, dająca komfort i spokój. (ak)