Shadow

„Murzenie” na szczęście

„Podkoziołek” to pozostałość pogańskich czasów na naszych ziemiach. To pierwszy „przebłysk” witania wiosny, przywoływania sił witalnych. Później związane zostało to z kalendarzem liturgicznym i zbliżającym się postem. W naszym kalendarzu funkcjonowały „Ostatki”, czyli ostatnie trzy dni karnawału, a „Podkoziołek” wiążę się z wystruganą z drewna głową kozła, którą stawiano na stole.
W Jarząbkowie (gmina Niechanowo) „Podkoziołek” jest tradycyjnie organizowany w ostatni wtorek, przed Środą Popielcową i jest on bardzo huczny. Tak było i 25 lutego. Zawsze tutaj jest hucznie, gdyż nie brakuje muzyki, a strażak uruchamia co jakiś czas syrenę alarmową, by oznajmić nadchodzących przebierańców. Jak informuje Krystian Rynarzewski, sołtys Jarząbkowa, „Podkoziołek” przybył dawno temu w ten rejon z osadnikami ze Śląska. – Dzisiaj jesteśmy w większej sile, gdyż postanowiłem zaangażować też społeczność Szkoły Podstawowej w Jarząbkowie. Pani dyrektor tej placówki odpowiedziała pozytywnie na mój apel, dlatego dużo uczniów idących w korowodzie żegnającym karnawał w Jarząbkowie. Nie tylko Związek Młodzieży Wiejskiej, ale też mieszkańcy Jarząbkowa i okolicznych wiosek. W tym roku to święto cieszy się szczególnym powodzeniem. To kultywowanie kilkudziesięcioletniej tradycji. Wszystko zapoczątkowali właśnie Ślązacy, którzy osiedlili się w Jarząbkowie – dodał K. Rynarzewski.
Tym razem był niedźwiedź, kominiarze, psotne diabły, baba z chłopem, którzy zbierali „na pieluszki”. Był również kozioł, wywodzący się od figury struganego kozła. Panna młoda uczestnicząca w ostatniej karnawałowej zabawie musiała włożyć pod nią datek. To huczne zakończenie karnawału przed zbliżającym się postem, a wieczorem zabawa kończąca się o północy. – Dzięki zebranym datkom będziemy mogli się wspólnie bawić. Podczas pierwszego z zebrań w Świetlicy Wiejskiej ustaliliśmy całą organizację, a od późnego wczorajszego wieczora pleciony był ubiór niedźwiedzia. Misia zaczęto ubierać po godzinie piątej, już dzisiaj. Miłosz Marciniak, niedźwiedź natomiast powiedział: – Ubierano mnie kilka godzin. W ubieraniu brało udział aż 12 ludzi. Taki strój waży około 40 kilogramów. Trzeba nosić to cały dzień, jak siły pozwolą to do 16 lub 17. Później impreza do północy. Były więc odwiedziny w poszczególnych gospodarstwach, wizyty w obejściach domów, a pochód przebierańców tym razem ciągnął się długo przez wieś.
– Jestem wymurzona (mikstura sadzy i kremu – przyp. red.) przez diabłów. Jest wesoło, jak każdego roku. Tym razem przebierańcy dostali jajka. Dawniej wpuszczało się do domu i gościło przebierańców obiadem. Psotne diabły wyrzucały popiół z popielników i polewały wodą – przyznała Anna Menes, mieszkanka Jarząbkowa. Dużo przebierańców chodziło od domu do domu i zabawiało mieszkańców. Niektórzy mieszkańcy się boją, inni się cieszą i chętnie witają cały pochód na podwórku, bo to tradycja, a usmarowanie sadzą daje szczęście. JAROSŁAW WALERCZAK