„Murzenie” sadzą daje szczęście

„Podkoziołek” to pozostałość pogańskich czasów na naszych ziemiach. To pierwszy „przebłysk” witania wiosny, przywoływania sił witalnych. Później związane zostało to z kalendarzem liturgicznym i zbliżającym się postem. W naszym kalendarzu funkcjonowały „Ostatki”, czyli ostatnie trzy dni karnawału, a „Podkoziołek” wiążę się z wystruganą z drewna głową kozła, którą stawiano na stole. Pod nią stawiano w obfitych ilościach jedzenie.
WJarząbkowie (gmina Niechanowo) „Podkoziołek” tradycyjnie organizowany jest w ostatni wtorek, przed Środą Popielcową i jest on bardzo huczny. Jest to prawdopodobnie związane tutaj z tradycją przywiezioną do tej wsi dawno temu przez osadników ze Śląska. Zawsze jest hucznie, gdyż nie brakuje muzyki, a strażak uruchamia co jakiś czas syrenę alarmową, by oznajmić nadchodzących przebierańców. – Oczywiście psotne diabły murzą, czyli smarują ludzi na szczęście. To mikstura z sadzy i kremu Nivea. Wszystko dla szczęścia i powodzenia. Każdemu życzymy wszelkiego dobra. Mieszkańcy Jarząbkowa już się do tego przyzwyczaili, gorzej jest, gdy ktoś przyjezdny trafi do naszej miejscowości w „Podkoziołek”. Jest zdziwiony, co tu się dzieje. Smarujemy też samochody przejeżdżające wówczas przez Jarząbkowo – stwierdził jeden z grupy młodych „diabłów”. Były więc odwiedziny w poszczególnych gospodarstwach, wizyty w obejściach domów, a pochód przebierańców tym razem ciągnął się długo przez wieś. – Miejscowy lekarz to nowa postać w tym pochodzie. Badam ludzi, daję leki, zbieram kasę – powiedział młody człowiek w białym kitlu. Krystian Rynarzewski, sołtys Jarząbkowa natomiast dodał: – „Podkoziołek” w tym roku cieszy się szczególnym powodzeniem. Podczas jednego z zebrań zaproponowałem, żeby tym razem był większy i dwa pokolenia biorą udział w tej imprezie. Jako przebierańcy grupy młodzieży i starszych chodzili po wsi i zbierali pieniądze na zabawę. Były więc dwa niedźwiedzie, baby z chłopami zbierali „na pieluszki”; był policjant i złodziej. To huczne zakończenie karnawału przed zbliżającym się postem. Późnym popołudniem odbędzie się zabawa, która zakończy się o północy. – Jestem „wymurzona” przez diabłów. Jest wesoło, jak każdego roku – przyznała mieszkanka Jarząbkowa, którą do tańca przed domem poprosił miś. Mariusz – starszy niedźwiedź powiedział: – W ubieraniu mnie brało udział aż 4 ludzi. Taki strój waży około 40 kilogramów. Trzeba nosić to cały dzień. Dziś w pochodzie dwa pokolenia, młodzież i starsi, którzy współpracują ze sobą. Ze mną jest młodszy niedźwiedź – Paweł. Dużo przebierańców chodziło od domu do domu i zabawiało mieszkańców. Między innymi krakowiak prosił do tańca, a kominiarz zbierał na kominowe. Niektórzy mieszkańcy się boją, inni się cieszą i chętnie witają cały pochód na podwórku, bo to tradycja, a usmarowanie sadzą daje szczęście. – Przebierańcy już u mnie byli, było super. To tradycja i we wsi jest wtedy wesoło – zaakcentował młody mieszkaniec Jarząbkowa. JAROSŁAW WALERCZAK