Shadow

Na co publiczne środki? Sport ma być do oglądania czy uprawiania?

Pytania radnych o powstanie profesjonalnej bieżni lekkoatletycznej wywołały dyskusję, jak dzielony jest miejski budżet na dyscypliny sportowe w Gnieźnie. Czy podział środków jest proporcjonalny i czy priorytetowo traktowany żużel nie pozwala się rozwinąć innym dyscyplinom?
Minione posiedzenie Komisji Sportu i Kultury Fizycznej Rady Miasta Gniezna było poświęcone zadaniom magistratu w zakresie sportu w roku 2020 – zarówno w kwestii dofinansowań i wsparcia klubów sportowych, jak i działań inwestycyjnych. Jak podkreśla Tomasz Budasz, prezydent Gniezna, budżet na sport, jako jeden z nielicznych nie został na przyszły rok okrojony w założeniach budżetu. Nie ma zaskoczenia, że miasto priorytetowo wspierać będzie żużel i zainwestuje dodatkowe środki w dostosowanie miejskiego stadionu, tak by spełniał on zaostrzające się kryteria licencyjne w lidze, w której występuje Start. Tutaj przeznaczone zostanie kolejne 317 tys. złotych, m.in. na nową bandę, zakup kas biletowych, dokupienie kołowrotków wejściowych, modernizację oświetlenia i ogrodzenia. – Musimy sprostać wymogom, które stawia nam sport żużlowy – tłumaczył radnym T. Budasz.
Jak dodaje, miasto włączyło się do ruchu miast żużlowych. – Abyśmy się zorganizowali w ramach struktury, by wymogi nakładane na kluby sportowe były z miastami konsultowane, albo przekładane w czasie, albo omawiane wprost, po co to mamy robić – dodaje. Jak podkreśla prezydent, zmieniające się co roku wymogi licencyjne są często niezrozumiałe, nie mają podstaw prawnych, a są one wynikiem wymogów telewizji. – Prezydenci miast są wobec nich bezradni – rozkłada ręce i dodaje, że Polski Związek Motorowy pobiera od stacji telewizyjnych prowizję i nie dzieli się nią z klubami, a te wymagają od miast ciągłego udoskonalania obiektów. – Nie ma na to naszej zgody – podkreśla T. Budasz i zauważa, że zdaje sobie sprawę z tego, że nie dla wszystkich klubów działających w mieście, wystarczy środków. – Nie jesteśmy świętym mikołajem. Mamy ograniczone możliwości finansowe – mówi. W ocenie prezydenta wiodące dyscypliny w mieście to żużel, piłka nożna, piłka ręczna i koszykówka. Ważne są też biegi uliczne i żużlowy turniej o „Koronę Bolesława Chrobrego”. Z powodu złej sytuacji finansowej powiatu gnieźnieńskiego, nie będzie on już wspierał sportu. – Chciałbym się wywiązać ze swojej strony z tego, co jest możliwe i nie ograniczać, bo zdaję sobie sprawę, że niektóre kluby mogłyby nie przetrwać – nie kryje T. Budasz.
W części dyskusji radnych Zdzisław Kujawa, na co dzień m.in. prezes KS Stella Gniezno zauważył i zwrócił uwagę prezydentowi, że mówiąc o wiodących dyscyplinach sportu w Gnieźnie, nie wymienił hokeja na trawie. – Prosiłbym, żeby o tym pamiętać, bo to jest dyscyplina z dużymi tradycjami – podkreślił. O rozbieżnościach w finansowaniu dyscyplin mówił radny Tomasz Dzionek. Zauważył, że ¾ środków inwestycyjnych w bazę sportową, dotyczyć będzie w 2020 roku tylko stadionu, na którym występują żużlowcy. – Inni nie zgłaszali potrzeb inwestycyjnych? – dopytywał. – To ogromna dysproporcja – zauważył. Tutaj T. Budasz odpowiedział o „filozofii wsporcie”. – Na żużel przychodzi średnio 5938 osób. Na piłkę ręczną 800. Na Mieszko 200-600. Są dyscypliny gdzie przychodzą 4 osoby. Na budżet patrzę procentowo. Nie kwotowo. Jeżeli budżet jest na poziomie 3,5-4 mln zł, to budżet klubu „x” jest na poziomie 60 tys. zł. Przerabialiśmy to już kiedyś, że można by ściągnąć z budżetu na żużel 100 tys. zł. Tylko, że w ten sposób nie uratujemy żadnego klubu, a jeszcze „padnie” żużel. Jestem zwolennikiem filozofii racjonalnego do tego podejścia – tłumaczy swoją wizję, choć dodaje, że kluby powinny ubiegać się o dotacje z innych miast, z których do Gniezna przyjeżdżają kibice na widowisko, współorganizowane przez miasto i klub. Jednak chwilę później prezydent zauważył: – Te 100 tys. zł dla jednej dyscypliny robi wrażenie, jednak w drugiej w ogóle nie robi wrażenia. Gdyby dać je np. hokejowi na trawie, to by pewnie walczyli o miejsca 1-3.
*Czy da się wykroić pieniądze na bieżnię?*
Od kilku lat w magistracie mówiło się o budowie profesjonalnej bieżni lekkoatletycznej, która miałaby powstać na stadionie przy ul. Strumykowej. Jak zauważył T. Dzionek, ilość osób biegających w Gnieźnie jest bardzo duża. – Czy ten temat „upadł”? – pytał, jednak temat wyraźnie poruszył prezydenta. – Panie radny, zabierzmy ludziom pieniądze i zróbmy np. „Orliki”. Nie ma problemu. Dziś takie są realia. Rząd nam włożył 4,5 mln złotych na wydatki. Nie dawajmy ludziom podwyżek, niech zarabiają 2600 zł. Wtedy zrobimy parę pokoi w hotelu, bieżnię i coś jeszcze. To nie jest taki budżet, że mam jakieś pieniądze i je sobie wydaję. Dziś mamy wybór i mówię głośno, i uczciwie. Nie zostaną pokryte wszystkie inwestycje. Dlaczego robimy elewację tylko jednej kamienicy czy dwóch? Nas na to po prostu nie stać – podkreśla. Jak wyjaśnia, inwestycje modernizacyjne trzeba robić krok po kroku, a bieżnia była w planach, gdy był program ministerialny z dotacją. Dziś go już nie ma. – Mam też informację od biegaczy, że ich liczba spada – dodał. – Ale jakby była, to by więcej biegało, bo nie mają gdzie – odparł Z. Kujawa, który nie kryje, że jest wielkim entuzjastą biegów i lekkoatletyki. – Z całym szacunkiem dla osiągnięć w Gnieźnie LA, ale sens budowy dziś bieżni jest absurdalny – mówi Jacek Mańkowski, dyrektor GOSiR, który podkreśla, żerealizacja obiektów sportowych powinna być wypadkową zainteresowania nimi. Za przykład podaje centrum lekkoatletyczne w SP nr 12. – Ono nawet w 60 procentach nie jest wykorzystane – zauważa i dodaje: – Mamy stawiać pomniki, z których nic nie wynika?
– Siedemdziesięciotysięczne miasto bez tartanu, to jest po prostu skandal – oburzył się Z. Kujawa. – Jeśli nie będziemy go mieć, to nie będziemy mieć zawodników – mówi. W ocenie radnego ten brak nie pozwoli nigdy gnieźnieńskim dzieciom współzawodniczyć z rówieśnikami z innych miast. – Jako uczeń „piętnastki” pojechałem na stadion Olimpii i założyłem kolce, to pobiegłem jak na skrzydłach. To w ogóle inny sposób biegania. Tam się chce biegać – dodaje i zauważa, że dziś nie zachęca się do lekkiej atletyki w szkole, bo nie ma warunków do treningu. Wezwał urzędników, by nie zaniechać tego pomysłu. T. Budasz przyznał, że w kwestii takich inwestycji, muszą porozumieć się samorządy, bo z miejskiej infrastruktury korzystają dzieci z innych wsi i miast, a modernizuje je magistrat. Zauważył, że nie ma trenerów LA w mieście. – A gdzie mają się rozwinąć? Na żużlu? – dopytywał Z. Kujawa. Tu włączył się do dyskusji gość komisji, Maciej Kiełpiński, który zauważył, że jest w Gnieźnie klub lekkoatletyczny. – To niech sobie zrobią bieżnię i biegają – odparł T. Budasz i ponownie pytał, czy pół miliona zabrać z żużla, by zrobić bieżnię i doprowadzić do upadku klubu.
Jak widać, ten tort finansowy, który trzeba wykroić na wiele dyscyplin ciągle jest za mały, choć w skali innych miast podobnej wielkości – całkiem duży. Mimo to dyskusja o proporcjach ciągle jest gorąca i z pewnością będzie powracać w niejednej rozmowie i spotkaniu komisji. ALEKSANDER KARWOWSKI