Na ul. Konopnickiej bez zmian. Mieszkańcy nie idą na kompromis i chcą szerszego planu

Po pełnych oburzenia głosach mieszkańców okolic ul. Konopnickiej w Gnieźnie, którzy protestowali nad planem miasta by dawne (dziś zdegradowane) tereny rekreacyjne przy tej ulicy sprzedać pod zabudowę mieszkaniową wielorodzinną, ratusz przedstawił nową wersję planu przestrzennego. Prawie połowa terenu miała być zagospodarowana zielenią i rekreacją, ale dla mieszkańców to za mało. „Chcemy zachować ten teren w całości od zabudowy” – mówili urzędnikom i wzywali, by pracami planistycznymi objąć także zdegradowane tereny byłych ogródków działkowych i tam lokować bloki.
Kolejna publiczna dyskusja nad projektem miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dawnych boisk klubu „Stella” przy ul. Konopnickiej stała się faktem, dzięki zmianom, które po uwagach mieszkańców wnieśli planiści. Początkowo cały teren miał mieć możliwość zabudowy budynkami wielorodzinnymi i sprzedany, jednak 1000 podpisów okolicznych mieszkańców, którzy tych bloków nie chcą, dało do myślenia w magistracie. Mieszkańcy chcieli w tym miejscu klina zieleni i namiastki parku dla południowej części miasta. Jak podkreślają, ten teren od początku istnienia (ponad 100 lat) pełnił funkcje sportowo-rekreacyjne i chcą tej ciągłości dalej. Magistrat natomiast tłumaczy, że prace nad planem to efekt decyzji radnych z 2013 roku, którzy plan wywołali, mimo to uwzględniono część argumentów mieszkańców i 4 grudnia zaprezentowano nową propozycję. Urzędnicy przygotowali się solidnie, bowiem plany podparli także obrazowymi wizualizacjami. Ustępstwo zdaje się duże, bowiem blisko połowę terenów wcześniej planowanych pod zabudowę wykrojono na rzecz utworzenia terenów sportowo-rekreacyjnych (plac zabaw, boisko wielofunkcyjne, oświetlenie, ławki, przyrządy do ćwiczeń, zieleń parkowa). Nowa koncepcja nie spotkała się jednak z uznaniem mieszkańców, którzy przybyli na publiczną dyskusję. – Uważam, że nie ma dobrej woli ze strony urzędu – mówił radny Paweł Kamiński przyglądając się planom. – To minimalistyczne zaspokajanie oczekiwań mieszkańców – dodał. Jak odpowiedział Jarosław Grobelny, wiceprezydent Gniezna, wola magistratu jest znaczna.
Początkowo zabudowa miała być tam gęstsza i to na podstawie uzyskania warunków zabudowy. Jak wynikało z zaprezentowanego planu sprzed lat, mogło tam powstać nawet 7 budynków, ale miasto bało się tego pomysłu, wiedząc, że problemy komunikacyjne sparaliżują okolicę. W międzyczasie powstało obok osiedle deweloperskie i miasto w projekcie planu ograniczyło skalę zabudowy. Teraz ogranicza ją jeszcze mocniej i dodaje teren sportowo-rekreacyjny. – Trzeba być złośliwym, żeby powiedzieć, że takie zagospodarowanie terenu dla tego fragmentu miasta jest minimalistyczne – odpowiedział P. Kamińskiemu wiceprezydent. Jak zauważył, proponowane rozwiązanie dla mieszkańców tej części miasta jest większe, niż mają np. mieszkańcy osiedli Pustachowa czy Konikowo. Jak dodał J. Grobelny, sprzedaż części działki pod budynek wielorodzinny pozwoli sfinansować utworzenie terenu rekreacyjnego. – Miasto nic na tym finansowo nie zyska – mówi. Podkreśla też, że wybudowanie bloku pozwoli udrożnić ruch komunikacyjny i wybudować drogi w tym rejonie. – To działanie przemyślane – mówi.
*Bloki wybudować na dawnych „działkach”*
– Czy my, mieszkańcy, mamy mieć skrupuły z tego powodu, że państwo jako miasto sprzedadzą lub nie tę nieruchomość? Czy to ma przemawiać za tym, by stawiać nas, mieszkańców w sytuacji, że mamy się czuć obdarowani łaską, że mamy kawałek terenów zielonych?- pytał Roman Łaźny, mieszkaniec, który koordynuje protest. – Czy nasza wola nie ma żadnego znaczenia? Mamy zaostrzać protest i się „oflagować” przed Urzędem Miasta? Tego oczekujemy? Może rozsądnie jest spojrzeć na sprawę i opracować ten plan szeroko – rzucił pomysł, który pojawiał się w toku dyskusji wielokrotnie. Mianowicie mieszkańcy zaproponowali, by nie ograniczać się z planem tylko do dawnych terenów „Stelli” i opracować szerszy plan, obejmujący tereny dawnych ogródków działkowych. – Uporządkujmy ład przestrzenny tej części miasta – apelował R. Łaźny. – Jedynym miejscem zielonym jest tutaj cmentarz przy ul. Witkowskiej, ale dziękuję za taką rekreację – rzucił gorzko.
Dyskusja w tej części spotkania zaczęła odbiegać od istotny zebrania, czyli samego planu. Na własnym przykładzie mieszkańcy sąsiednich nowych bloków, wyrażali obawy o budynek, który może powstać przy ul. Konopnickiej. Pytali o przyłącza mediów, miejsca parkingowe. Przestrzegali przed problemami, które mieli oni sami. Jak zauważyli, nadzór budowlany to fikcja, bo ich osiedle zostało oddane do użytku, mimo niespełnienia szeregu wymagań, z którymi się borykają do dziś. Narzekano nie tylko na tę instytucję, ale i porządkiem prawnym w zakresie wydawania pozwoleń na budowę, prawa miejscowego, warunków zabudowy. Urzędnicy przyznali, że trudno im się poruszać w takiej przestrzeni, kiedy funkcje budowlane są podzielone między gminę i powiat. Miasto wydaje warunki zabudowy, a pozwolenie na budowę i nadzór nad jej przebiegiem to już rola powiatu. Stąd miasto chce ustalić pewien zakres ram budowy, w postaci planu miejscowego.
Roman Łaźny wraz z mieszkańcami po raz kolejny zaproponował szersze opracowanie planu i przemyślenie ulokowania budynków wielorodzinnych w miejscu dawnych ogródków działkowych, jednak tu, jak zauważył Krzysztof Gała, kierownik Referatu Urbanistyki, mieszkańcy biorący udział w Programie Rewitalizacji os. Grunwaldzkiego przed kilkoma laty wyrazili się, że chcą terenów rekreacyjnych i one w dalszej przyszłości są przewidziane. – My jasno wyraziliśmy się, że chcemy zachować tam teren zielony. Bezwzględnie. Nie chodzi o szukanie półśrodków – mówił Maciej Przybylski, mieszkaniec ul. Konopnickiej. – Szkoda zmarnować ten teren, który znajduje się w unikatowym miejscu. Jeśli będziemy myśleć „a sprzedajmy kawałek tego, by zrobić kawałek tego”, to dzielimy marny kawałek tortu z marnej cukierni – obrazował. Dołożył także swój głos, że zajmowanie się wycinkiem terenu przy ul. Konopnickiej bez dalszych, stycznych terenów za stadionem żużlowym, jest błędem.
Jak stwierdził Jarosław Grobelny, decyzję i tak podejmą radni, ale jeśli projekt uchwały zostanie zdjęty z obrad, to miejsce to nie zmieni się, a miasto ma teraz konkretną ofertę. – Miasto jest takim organizmem, w którym musimy się kierować dobrem ogółu. Tej większości mieszkańców. Oczywiście, nie chodzi o większość bezwzględną. Państwo są określonym gronem przedstawicieli społecznych (mówię o radnych), którzy nad tym planem będą procedować i oceniać to rozwiązanie. Proces planistyczny się dopiero zaczyna, a nie kończy – zauważa wiceprezydent. Zachęcił mieszkańców do składania uwag do proponowanego planu, które można składać na piśmie do 3 stycznia 2020 roku. Podziękował także mieszkańcom za duże zainteresowanie tym planem. Na sam koniec protestujący mieszkańcy przyznali, że doceniają pójście na ustępstwa magistratu i przygotowanie koncepcji nowego terenu rekreacyjno-sportowego, ale ich wnioski są niezmienne i będą dalej walczyć o zachowanie tej funkcji na całym przedmiotowym terenie. ALEKSANDER KARWOWSKI