Najlepszy adres w mieście. Darmowy domek z widokiem na stare miasto

Wyspa otoczona spokojnymi wodami wielowiekowego jeziora, w którego tafli odbija się sylweta pradawnej katedry i zabytkowego starego miasta chwalącego się szczytnym tytułem – „stołeczne”. Na skraju tej wyspy urokliwy domek o białych ścianach. W bliskości park i trasy spacerowe. „To najlepszy adres w mieście!” – mogłaby brzmieć oferta sprzedaży willi. Choć istotnie, brzmi to jak oferta dla bogatego rentiera, to w tych okolicznościach pomieszkują… bezdomni, a domek z pięknym widokiem jest miejscem spożywania mocniejszych trunków, wśród których nie bryluje bynajmniej koniak.
Do naszej redakcji zwrócił się mieszkaniec miasta, który podczas niedawnego spaceru zajrzał na popularną wyspę „na Weneji”. Niegdyś urokliwe i pożądane podczas spacerów miejsce, dziś odstrasza pustką. Nie ma już stolików kawiarnianych, lodów i napojów. Jest za to potłuczone szkło i wątpliwej urody podgnita trawa oraz chaszcze. Pod największym drzewem chowa się mały domek o dwuspadzistym dachu i bieli ścian. Nie jest to jednak kawiarnia, ale dawna stacja pomp, która od jakiegoś czasu zamienia się w schronienie, mieszkanie, a czasem zwyczajną melinę. – Podczas mojej ostatniej wizyty na wyspie w czasie spaceru, zauważyłem otwarte drzwi w tym domku. Z ciekawości zajrzałem, co też się tam znajduje, a tam… suszyło się pranie – nie kryje zaskoczenia pan Piotr. W ocenie czytelnika, zapach miał zdradzać, że w pomieszczeniu przebywają także ludzie. Jakby na dowód tego było mało, wszędzie porozrzucane butelki po winie marki „Wiśnia Dziadziunia”, co sugeruje, że miejsce żyje nocami od dłuższego czasu. Któż zatem w takich okolicznościach przyrody i piastowskiej historii „okupuje” domek na malowniczym jeziorze Jelonek? Tego nie wiadomo. Warto zatem poszukać właściciela obiektu usytuowanego na malowniczej wyspie. Trop prowadzi do Urzędu Miejskiego. – Obecnie budynek nie jest używany – mówi Anna Dzionek, rzecznik prasowa magistratu. – W budynku na wyspie znajdowały się pompy i agregat, który rurami tłoczył powietrze do jeziora, by je napowietrzyć. Znajdowała się tam też rozdzielnia prądu – dodaje. Jak wynika z dalszych wyjaśnień, problem z tym miejsce zaczął się w 2008 roku. – Pompy przestały być używane, ze względu na realizację programu Life +. Licznik na prąd został również zdjęty. Później też te sprzęty zostały skradzione, sprawę zgłoszono na policję. Została umorzona. Kilka razy w późniejszym czasie zdewastowano drzwi wejściowe do budynku – dodaje.
Zatem wygląda na to, że niedawno obchodziliśmy okrągłą rocznicę zaprzestania działalności pomp, dla których wykorzystywany był budynek i zapewne od tego czasu, gdy zainteresowanie nim tracić zaczął jego właściciel, zintensyfikowali je inni gnieźnianie, zyskując tym samym z pewnością jeden z najlepszych adresów w Gnieźnie. ALEKSANDER KARWOWSKI