„Niech decyduje ekonomia, a nie pseudoekolodzy!”

Oczywistym przeciwnikiem wprowadzenia zapisu o zakazie hodowli zwierząt futerkowych są ludzie skupieni wokół branży futerkowej. Dlatego dzisiaj głośno protestują i mówią wprost: „w tym przypadku niech decyduje ekonomia, a nie pseudoekolodzy!”.
Polska, zaraz po Danii, jest drugim na świecie producentem surowych skór norek (ok. 9 000 000 szt.). Prawie 100% skór surowych jest eksportowanych i sprzedawanych przez światowe domy aukcyjne. W naszym kraju jest około 720 ferm zwierząt futerkowych, na których bezpośrednio lub pośrednio tworzone są miejsca pracy dla około 50 000 osób, wśród nich m.in. dla właścicieli ferm i ich rodzin, pracowników ferm, specjalistów (lekarzy weterynarii i laborantów), producentów zboża i słomy, pracowników garbarni, zakładów kuśnierskich i handlu i in.
Na terenie gminy Czerniejewo zlokalizowanych jest kilkanaście takich ferm, w tym również kompleks hodowli norek należący do Rajmunda Gąsiorka, w którym zatrudnionych na stałe jest około 500 osób (plus około „200 sezonowych”). – Pierwsze farmy w gminie Czerniejewo były budowane w 1928 roku: hrabia Skórzewski założył taką farmę lisów i norek. W tym samym miejscu farmy istnieją do dzisiaj, z biegiem czasu zmieniali się tylko właściciele – informuje Rajmund Gąsiorek, pełniący również funkcję prezesa Polskiego Związku Hodowców i Producentów Zwierząt Futerkowych. – Ludzie w Czerniejewie znają hodowlę zwierząt futerkowych, są do niej przyzwyczajeni, znajdują tu pracę. Tylko w moim kompleksie w tym sezonie, jesienno – zimowym, pracuje około 700 osób. Są to różni ludzie: od osób niewykształconych, po osoby z bardzo wysokimi kwalifikacjami. Niektórzy z tych pracowników pracują u nas ponad dwadzieścia, a nawet trzydzieści lat, oni nic innego już nie potrafią robić, są dobrymi fachowcami w tym co robią teraz. Mamy też pracowników pokoleniowych, gdzie pracował dziadek, jego syn i wnuki – wymienia. Rajmund Gąsiorek przede wszystkim w wątpliwość poddaje szczere zamiary osób walczących z branżą futerkową, które podnoszą, że chodzi o prawa zwierząt i o ochronę środowiska. – To tylko ludzie stronniczy albo w ogóle niezorientowani mogą się domagać wpisania takiego zakazu. Zazwyczaj jest właśnie tak, że najwięcej wiadomości mają ci, którzy z hodowlą zwierząt futerkowych nie mają nic wspólnego. Wydają opinie, a nie mają o tym zielonego pojęcia – stwierdza i dodaje, że obraz przedstawiany przez środowiska przeciwne hodowli w ogóle nie daje obrazu stanu faktycznego. Przede wszystkim dlatego, że – tak jak wszędzie – również w branży futerkowej liczy się postęp i innowacja. – Ci pseudoekolodzy, agroterroryści robią to wszystko za pieniądze, są opłacani przez firmy utylizacyjne i inne, na przykład firmy produkujące sztuczne nawozy – stwierdza i podaje też konkretne przykłady. – Po pierwsze każda większa ferma zwierząt produkuje dużo obornika, co sprawia, że rolnik kupuje mniej nawozów sztucznych; tu jest już konflikt interesów. To jak to jest: czy rolnicy sztucznymi nawozami nie zatruwają środowiska? Po drugie jeśli już mówimy o skórach to wiadomo, że sztuczny produkt, ta pseudoskóra jest wyprodukowana z różnych chemikaliów, gdy zakopiemy jedno i drugie do ziemi, to tej naturalnej po dwóch latach nie będzie, a sztuczna będzie leżeć setki lat. Także to nie ma nic wspólnego z ochroną środowiska. Tu chodzi o interes, o pieniądze – powtarza. Do tego, jak podnoszą hodowcy fermy zwierząt futerkowych są naturalnymi i najbezpieczniejszymi zakładami utylizacyjnymi, przetwarzającymi ponad 600 tys. ton rocznie ubocznych produktów przemysłu spożywczego. – Gdyby nie było hodowli zwierząt futerkowych, to te uboczne produkty trzeba by było utylizować w inny sposób; firmy utylizacyjne wówczas miałyby monopol, bo zostałyby same na rynku, podniosłyby ceny o sto procent, a na końcu i tak zapłaciłby za to zwykły konsument, bo takie zakłady jak rzeźnie, czy fileciarnie koszty z tym związane doliczałyby po prostu do ceny produktu – tłumaczy. Prezes Polskiego Związku Hodowców i Producentów Zwierząt Futerkowych mówi również, żeprowadzenie hodowli obwarowane jest ściśle przepisami i wymogami, których hodowcy muszą przestrzegać. – Hodowca się stara o te zwierzęta, czasem nawet bardziej niż o dziecko, bo jeśli te zwierzęta nie będą zadbane, to po roku czeka go bankructwo. To jest jego warsztat pracy, a żeby warsztat pracy był dobrze prosperujący, to trzeba spełniać wszystkie ekonomiczne i prawne wymogi, również te związane z dobrostanem zwierząt – zauważa. – Ja bym nie wprowadzał żadnych zakazów, tylko niech decyduje o tym ekonomia i społeczeństwo. Jak ludzie nie będą wybierać ubrań z naturalnego futra, to tych futer nie będzie, bo wtedy dłużej niż rok żaden hodowca nie wytrzyma, ponieważ ekonomia mu na to nie pozwoli – podsumowuje. Dyskusja nad kontrowersyjnym zapisem cały czas trwa. Hodowcy wciąż mają nadzieję, że finalnie zapis o zakazie hodowli zwierząt futerkowych nie spotka się z akceptacją parlamentarzystów. (ks)