Shadow

Niesamowity Dyjak na początek Pretekstów


Pierwszy dzień VI Festiwalu Literackiego „Preteksty” zakończył się koncertem, który wydawał się jeszcze niedawno trudny do zorganizowania w Gnieźnie. Jak się okazało, gnieźnianie czekali od lat na Marka Dyjaka i szczelnie zapełnili salę widowiskową MOK. Festiwal „Preteksty”, jak zapewniają organizatorzy, to gnieźnieńskie święto słowa. Festiwal ma w założeniu przybliżyć gnieźnianom świat literatury, która otacza nasze życie, a z czego nie zawsze zdajemy sobie sprawę. I choć większość wydarzeń festiwalu obraca się w kręgu poezji, liryki i słowa pisanego, to w tym roku ciekawie i umiejętnie stworzono klamry muzyczne na początek i koniec festiwalu. Pierwszy dzień gnieźnieńskiego spotkania ze słowem, tj. piątek, 30 października zakończył się koncertem Marka Dyjaka wraz z zespołem składającym się z wybitnych instrumentalistów – Jerzy Małek, trębacz oraz Marek Tarnowski, pianista i akordeonista. Z pewnością było to jedno z najważniejszych wydarzeń muzycznych tego roku w Gnieźnie. Zaproszenie Dyjaka z zespołem to wydarzenie, gdyż mimo wydania 9 świetnie przyjętych płyt z nurtu poezji śpiewanej, ciągle funkcjonował poza oficjalnym obiegiem i nazywany był interpretatorem poezji trudnej. Także życiorys Dyjaka pełen zakrętów, zmagań ze swoimi słabościami i niezwykłej wrażliwości, nie był „medialny”. Przebicie się do świadomości słuchaczy z perspektywy swojej muzyki i wmieszanych w nią własnych emocji, było w jego wypadku bardzo utrudnione. Po próbie samobójczej muzyk powoli zaczął wracać do odkrywania na nowo swojego talentu, bo warto przypomnieć, że w latach 90. był jednym z najlepiej zapowiadających się śpiewających poezję muzyków. Kolejne płyty zanurzone w niezwykłej ekspresji okazały się wielkim sukcesem i choć nie pojawiał się w dużych stacjach radiowych, to przebił się w końcu do radiowej „Trójki”, która była nośnikiem jego muzyki. Docenili go słuchacze i Dyjak w końcu cieszył się zainteresowaniem entuzjastów muzyki bardzo osobistej oraz mediów. Jak się okazało, zaproszenie Dyjaka przez Urząd Miejski w Gnieźnie oraz Miejskie Ośrodek Kultury, jak się mogło wydawać – było ryzykowne w kwestii frekwencji widowni. Praca dyrektora festiwalu Piotra Wiśniewskiego okazała się skuteczna – darmowe wejściówki rozeszły się w kilka dni po uruchomieniu ich dystrybucji, co tylko potwierdziło, że Marek Dyjak ma ogromne grono słuchaczy w Gnieźnie. Koncert był wyjątkowy nie tylko z powodu samej niezwykłej interpretacji muzycznej do tekstów poetów, ale także niespodzianek w repertuarze. To właśnie gnieźnieńska publiczność miała okazję wysłuchać piosenek Przemysława Gintrowskiego, które miały się znaleźć na dedykowanej mu płycie. Płyta w końcu nie powstanie, ale zaśpiewanie „Autoportretu Witkacego” było z pewnością wielkim prezentem i ukłonem Dyjaka w stronę publiczności. Artysta w trakcie koncertu, choć przekrojowo ze swojej twórczości, to skupił się głównie na rzeczach bardziej znanych z jego ostatnich płyt, jak piosenki „Rebeka”, „Na krawędzi szkła”, „Człowiek-złota ryba”, „Dziwna okolica”. Na wywołany gorącymi brawami i owacją na stojąca bis Dyjak zaśpiewał „Ostatnią niedzielę” co wywołało entuzjazm publiki i świetne zakończenie wieczoru. Po koncercie wszyscy entuzjaści twórczości Marka Dyjaka mieli możliwość spotkania się z artystą, zakupu jego książki, płyt i porozmawiania. Sukces koncertu pokazuje, że do gnieźnieńskiej publiczności można wystosować ofertę bardziej ambitną, wyrazistą, bo ma ona duże grono odbiorców.