Shadow

Nocą odkrywali tajemnice Teatru Fredry

Rekordowa liczba odwiedzających przybyła do Teatru Fredry późnym wieczorem, 14 kwietnia. Nie ma się co dziwić, bo nocna forma oswajania widzów z ich ulubioną sceną zawsze cieszyła się popularnością, a dodatkowo po raz pierwszy można było zapoznać się z wnętrzami Fredry po kapitalnym remoncie. – Jestem zaskoczona. Jest pięknie i nowocześnie – mówiła pani Joanna, gnieźnianka, która do teatralnego gmachu przyszła z dziećmi.
Nocne zwiedzanie teatru to popularna w całej Polsce forma podziękowania widzom za wspieranie wysiłku twórców i zaciekawienie ich tym, co prawie zawsze kryje się w niewidocznych dla widzów pomieszczeniach, wszak teatr to miejsce pracy twórczej, skupienia i wielu godzin ćwiczeń. Raz w roku władze gnieźnieńskiej sceny uchylają jednak rąbka tajemnicy i zapraszają entuzjastów teatru, jak i zwykłych ciekawskich, do zwiedzania niemal wszystkich zakamarków teatralnego gmachu. W każdym pomieszczeniu czekają wówczas pracownicy teatru, którzy z pasją objaśniają swoje role i prezentują zadziwiające niekiedy maszyny, wysięgniki i nowoczesną technikę, które tworzą dla nas widowisko. Miniona edycja cieszyła się ogromnym zainteresowaniem, gdyż aż 150 osób wzięło udział w wycieczce i poznało coś więcej, niż zazwyczaj znane foyer, widownię i widzianą z oddali scenę. Zaproszono widzów na zaplecze sceny, do garderób, zaprezentowano możliwości wyremontowanej widowni, pracowni fryzjerskiej, elektroakustycznej, ale zwiedzanie to także szansa przejścia do drugiego budynku teatru, w którym mieszczą się pracownie ślusarskie, stolarskie, malarskie, z których wychodzą imponujące scenografie przedstawień. Nie lada gratką była możliwość odwiedzenia gabinetu samej dyrektor sceny Joanny Nowak, gdzie zajrzał każdy odwiedzający tego dnia teatr. – To tutaj zaczynają się przedstawienia – zdradza dyrektorka. – Właśnie tutaj pojawiają się twórcy, rodzą się pomysły i dopiero wtedy, kiedy coś się w tym gabinecie wydarzy i zostanie zaakceptowane, to idziemy dalej i spotykamy się z pracowniami, kierownikiem technicznym, aktorami – wymienia.
Widzowie zostali podzieleni na mniejsze grupy i różnymi ścieżkami oprowadzani po kolejnych punktach wycieczki, a w świat magii teatru wprowadzali ich pracownicy Fredry, w tym sami aktorzy. O świecie samego spektaklu opowiadały inspicjentki – Ewa Malicka i Jolanta Skawina, które odkryły tajemnice „panelu nawigacyjnego”, za pomocą którego „nawigują” przedstawieniem, podpowiadają aktorom dialogi, gdyby ci ich zapomnieli oraz wzywają ich na poszczególne sceny. W trakcie zwiedzania było można zobaczyć jak opuszcza się kurtyna, jak działa nowe oświetlenie sceny i widowni, i jak generować dźwięk i obraz, by zabrać widza w niezapomnianą podróż. – Mamy już stałych fanów, którzy zawsze przychodzą na nocne zwiedzanie teatru i oni już mają takie obeznanie z kuchnią teatralną, że mogliby sami służyć za przewodników – śmieje się J. Nowak. Zaglądając na scenę widzowie mogli poczuć się jak aktorzy teatru – Martyna Rozwadowska czy Bogdan Ferenc, gdyż czekała na nich imponująca scenografia spektaklu „Kto się boi Virginii Woolf?”, który grany był w ostatni weekend. To także szansa przyjrzenia się zapleczu tego spektaklu i reszcie scenicznego mieszkania, które skrywane jest za ogromnymi regałami z butelkami. Jak tajemniczo mówi dyrektorka Fredry, gmach nie ma jeszcze swojego tajemnego ducha, ani zakopanej złotej żaby jak mają w Poznaniu. – Nikt na niego nie rzucił też klątwy, więc może dlatego nam tak dobrze idzie, ale ten budynek ma 70 lat i nie był stricte teatrem, tylko jeszcze przed wojną kinoteatrem „Słońce”. Następnie przebudowali ten budynek Niemcy w czasie okupacji i tak naprawdę ten obiekt na stałe gości teatr dopiero od chyba 1991 roku, kiedy przestał być teatrem objazdowym – objaśnia J. Nowak, ale podkreśla: – Jest tutaj na pewno duch sztuki, duch Fredry – ojca teatru polskiego oraz sam duch teatru, który wbrew pozorom nie w każdym teatrze jest. Myślę, że swojego gnieźnieńskiego ducha, także z czasem odkryjemy – uśmiecha się J. Nowak. ALEKSANDER KARWOWSKI