Shadow

„Nosacz” wącha dym z kominów wrześnian

Tylko jednego wieczoru specjalistyczny dron „obwąchał” dym z 40 kominów wrzesińskich domów jednorodzinnych. Cykliczna akcja Straży Miejskiej przynosi rezultaty, ale problemem jest dopuszczanie do obrotu certyfikowanego opału, który mimo wszystko nie spełnia norm.
Nad wrzesińskie osiedla domów jednorodzinnych – osiedle Sławno (m.in. ul. Mazurska, Gliwicka, Łużycka, Kaliska, Dolnośląska, Świdnicka, Fromborska), Lipówka (m.in. ul. Kwiatowa, Spacerowa, Świętokrzyska, Letnia, Tęczowa czy Lazurowa) oraz Sokołowskie (m.in. ul. Szeroka, Dondajewskiego, Drzymały, Kosińskiego czy Reymonta), nadlatują dwa drony. Jeden z nich jest zwiadowcą. Typuje kominy domów, z których ulatnia się gęsty dym. Takich obiektów wytypował 1050. Do szczegółowej kontroli wskazał 40. Wtedy nadlatuje specjalistyczny dron „nosacz” wyposażony w czujniki. Jego detektor pobiera próbki w sposób ciągły ze strugi wydobywającego się dymu. Ta trafia do analizatora, a po kilkusekundowym badaniu uzyskuje informacje o wykrytych w spalinach substancjach. „Nosacz” lata nad Wrześnią od ponad roku. Jest wynajmowany od specjalistycznej firmy. Jego „zatrudnienie” było odpowiedzią magistratu na głosy mieszkańców i radnych, którzy alarmowali, by miasto na poważnie zajęło się sprawą pieców oraz tego, co mieszkańcy do nich wkładają. Sprawa jest trudna, bowiem wrzesińska gmina jest w małym stopniu zgazyfikowana i to paliwo nie jest zbyt dobrze wykorzystywane w ogrzewaniu mieszkań.
„W pięciu przypadkach czujnik wskazał przekroczenie norm, dlatego strażnicy miejscy dokonali szczegółowej kontroli kotłowni grzewczych budynku. We wszystkich kontrolowanych przypadkach stwierdzono stosowanie certyfikowanego materiału dopuszczonego do użytku, tj. drewno i węgiel” – opisuje swoje działania wrzesińska Straż Miejska. Jak zauważają municypalni, sprawdzają się informacje, o których alarmowała niedawno Najwyższa Izba Kontroli. Opał grzewczy mimo posiadanych certyfikatów w dużej mierze jest złej jakości. Przepisy regulujące normy jakości węgla wprowadzanego do sprzedaży weszły w życie dopiero w lipcu zeszłego roku. „Obecnie, zgodnie z ustawą, sprzedawca paliwa stałego musi przekazać kupującemu świadectwo jakości, które zawiera m.in. parametry oferowanego towaru. Za podanie informacji niezgodnych z rzeczywistością grozi kara – od 10 tys. zł do nawet 500 tys. zł lub do trzech lat więzienia” – opisuje NIK. By trefny opał nie trafiał do sprzedaży powinna go testować Inspekcja Handlowa, jednak ta nie miała na to środków. „W 2018 r. na badania właściwości fizykochemicznych paliw stałych nie zapewniono w budżecie pieniędzy, mimo ostrzeżeń Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Okazało się również, że laboratoria, do których zwrócił się UOKiK nie miały akredytacji na wskazane w rozporządzeniu Ministra Energii metody badania dwóch ważnych parametrów” – dodaje NIK. W efekcie producenci doprowadzali do niekontrolowanego uziarnienia miałów, co mogło sprzyjać nielegalnemu mieszaniu ich z odpadami węglowymi – mułami i flotokoncentratami, ponieważ bez specjalistycznej analizy trudno je odróżnić.
Zauważa to też Straż Miejska z Wrześni. „Niestety, potwierdzają się wnioski, że spalany materiał opałowy pomimo posiadania certyfikacji jest słabej jakości, nadal stosowane są dopuszczone prawem przestarzałe i niesprawne kotły. Pokutuje też problem niewłaściwej metody rozpalania paleniska oraz duży wpływ warunków pogodowych (temperatura dodatnia i niskie ciśnienie atmosferyczne). Te wnioski nie wykluczają jednak przypadków spalania śmieci, o czym świadczą nałożone przez strażników miejskich mandaty karne w okresie grzewczym” – informuje. Na razie strażnicy prowadzą akcje edukacyjne. Przygotowali specjalny film instruktażowy „Jak palić i nie dymić”, roznoszą do mieszkań ulotki z podstawowymi informacjami oraz rozwieszają plakaty na osiedlach.ALEKSANDER KARWOWSKI